Czas to pieniądz

0

Rozmowa z dr. hab. MARCINEM ASŁANOWICZEM, radcą prawnym, nowym prezesem Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan.

Gratulujemy wyboru. Niech pan powie: dlaczego arbitraż?

Przede wszystkim dlatego, że ma te zalety, których nie ma sądownictwo powszechne. Jest znacznie szybszy, a dziś – wiadomo – czas to pieniądz. Możliwość rozstrzygnięcia sporu w ciągu kilku miesięcy, czy około roku w najbardziej skomplikowanych sprawach, dla każdego przedsiębiorcy jest interesująca. Zwłaszcza że obecne działania władzy wykonawczej i ustawodawczej dotyczące sądownictwa powszechnego pogłębiają jego niewydolność. Jeśli plany obecnego ministra sprawiedliwości się powiodą i w najbliższym czasie nastąpi likwidacja sądów apelacyjnych, grozi nam – moim zdaniem – całkowita zapaść wymiaru sprawiedliwości. I małym pocieszeniem jest konstatacja, iż zawsze może być gorzej.

Liczą się więc czas i…

Fachowość arbitrów. Strony postępowania mogą powoływać arbitrów fachowców w dziedzinie, której dotyczy spór. Praktyków, którzy znają się na prawie budowlanym, kontraktowym czy ubezpieczeniowym. Dziś, gdy „produkcja” prawa z każdym rokiem rośnie, nie ma możliwości, by sędzia sądu powszechnego był superfachowcem we wszystkich dziedzinach prawa i gospodarki. Arbitrzy taką rękojmię dają. Jest jeszcze trzeci powód, by postawić na arbitraż…

Jaki?

Zapewnia poufność postępowania. Niekiedy strony wolałyby, aby nie było powszechnie wiadomo, że prowadzą jakiś spór. W arbitrażu nie ma wokandy, nikt postronny nie wie, że strony są zaangażowane w postępowanie arbitrażowe. Jest to szczególnie ważne, jak pokazuje praktyka, w przypadku dużych spółek spierających się o duże kwoty. Bo arbitraż lubią duże pieniądze, choć coraz częściej podmioty średniej wielkości, a nawet całkiem małe, także na niego się decydują. Rozstrzygająca jest funkcja czasu: dla małego podmiotu perspektywa dochodzenia roszczeń w sądzie powszechnym przez kilka lat może być równoznaczna z upadłością.

Czas, jaki daje sobie arbitraż na rozstrzygnięcie sporu w Sądzie Arbitrażowym przy Lewiatanie, wynosi…

W regulaminie jest zapis, iż spór powinien być rozstrzygnięty w ciągu sześciu miesięcy. Może czasem trwać dłużej – jeśli jest taka potrzeba, ale często trwa krócej: nawet tylko dwa, trzy miesiące.

Czy wobec zapaści sądownictwa powszechnego pojawiło się więcej spraw w arbitrażu?  

Powiedziałbym, że jeszcze nie. Obecny stan sądownictwa powszechnego nie przekłada się jeszcze bezpośrednio na wzrost spraw w arbitrażu. Chcę to zmienić.

Dlaczego przedsiębiorcy nie wybierają sądów arbitrażowych? Niektórzy, nie chcę powiedzieć, że „życzliwi”, twierdzą, iż przeszkodą w rozwoju arbitrażu są jego koszty. Prawda czy fałsz?

Policzmy więc. Zwłaszcza że nie brakuje opinii, iż arbitraż jest tańszy od sądów powszechnych.

Tańszy? Na stronie waszego sądu jest kalkulator, ile trzeba zapłacić za postawienie sprawy przed sądem arbitrażowym. Przy sporze np. o 150 tys. zł jest to grubo ponad 10 tys. zł. W sądzie powszechnym byłoby to 5%. A więc mniej…

Na początku postępowania trzeba wnieść nieco większą opłatę niż w sądzie powszechnym – to prawda. Ale później jest już taniej. Bo spróbujmy przeliczyć czas na pieniądze. Czy prowadzenie sporu przez trzy czy cztery miesiące jest tańsze czy droższe od sprawy wchodzącej na wokandę przez cztery lata?

Ale arbitraż tu i teraz też wymaga popularyzacji. Sam pan powiedział, że mimo zapaści sądów powszechnych chętnych do arbitrażu przybywa powoli. Co zrobić, aby przedsiębiorcy uznali, że warto?

Promocję arbitrażu trzeba rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest konkurs dla aplikantów radcowskich i adwokackich, który popularyzuje ideę arbitrażu, a w szczególności arbitrażu prowadzonego przez sąd przy Konfederacji Lewiatan. Drugi poziom to konieczność dotarcia do praktykujących prawników i zachęcenie ich, aby chcieli przyjmować w umowach zapis, iż ewentualny spór zostanie rozstrzygnięty w arbitrażu. To jest moim zdaniem absolutnie kluczowa kwestia. Mam już agendę spotkań na najbliższe trzy lata z kancelariami, prawnikami, aby przekonywać do takiego zapisu w umowach. Będziemy się o to starali razem z wiceprezesami oraz członkami Komitetu Arbitrażowego.

Sąd sądem, ale przedsiębiorcy też muszą być przekonani do arbitrażu.

Oczywiście. To kolejne istotne zadanie przed nami: przekonanie przedsiębiorców, że warto iść do arbitrażu, by w umowach pojawiał się taki właśnie zapis. Generalnie jednym z celów mojej kadencji będzie szerokie wyjście informacyjne do uczestników arbitrażu. Chcę otwarcie informować o tym, co się dzieje w sądzie, o planowanych zmianach i regulaminach. Musimy się częściej spotykać, dyskutować, informować. Uważam, że każdy arbiter wpisany na listę rekomendowanych arbitrów, a także każdy członek Komitetu Arbitrażowego, powinien zastanowić się, co musi zrobić dla popularyzacji idei arbitrażu i naszego sądu. Nie chodzi o to, aby „tkwić” na liście arbitrów, ale aktywnie działać. Aby uczestnicy arbitrażu i przedsiębiorcy wiedzieli, jakie są kryteria wyboru przy nominacjach zastępczych. Myślę też, że trzeba będzie znacznie częściej publikować całkowicie zanonimizowane wyroki, by w ten sposób, zachowując komfort stron odnoszący się do zachowania poufności postępowania, jednocześnie starać się budować jednolitą linię orzeczniczą, znaną wszystkim uczestnikom arbitrażu.

Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan jest jednym z kilku sądów arbitrażowych w naszym kraju. Potrzeba nowych?

Uważam, że w Polsce jest zbyt wiele sądów arbitrażowych. W ostatnich kilkudziesięciu latach była tendencja, by takie sądy tworzyć w ośrodkach akademickich, biznesowych czy branżowych.

Kwestia prestiżu?

Trudno powiedzieć. W większości krajów jest najczęściej jeden, co najwyżej są dwa sądy arbitrażowe. Ewentualnie dochodzą sądy branżowe, jak np. sądy producentów bawełny czy olejów jadalnych. W Niemczech jest jeden znaczący sąd arbitrażowy (DIS), podobnie w Szwecji (SCC), Austrii (VIAC), Anglii (LCIA). My mamy tych sądów znacząco więcej.

To źle?

Skoro są, to można je wykorzystać, aby silniej i skuteczniej popularyzować ideę arbitrażu. W moich planach jest współpraca m.in. z Sądem Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

Jak dużo spraw jest rozstrzyganych w sądach arbitrażowych? I jak wypadamy pod tym względem w stosunku do innych krajów?

Liczba spraw w polskich i zagranicznych sądach arbitrażowych jest porównywalna. W sądach przy Lewiatanie i KIG-u jest obecnie rocznie łącznie 250–300 spraw. W Niemczech ok. 200–300, w Szwecji 300–350, w Austrii tylko 50. Różnica polega raczej na wartości przedmiotu sporu. W naszych sądach spór o kilkadziesiąt milionów euro to już „gruba sprawa”. Za granicą mamy sprawy o setki milionów, nawet miliardy euro. Jak więc widać, warto się starać, by największe spory gospodarcze w naszym kraju znajdywały swoje rozstrzygnięcie w sądach arbitrażowych.

Rozmawiał Krzysztof Mering

fot. Archiwum M. Asłanowicza

MARCIN ASŁANOWICZ

jest partnerem i szefem praktyki rozwiązywania sporów kancelarii Schoenherr w Polsce. Od 2014 r. wpisany na listę arbitrów Sądu Polubownego przy Związku Banków Polskich. Wielokrotnie powoływany na arbitra (w tym arbitra przewodniczącego oraz arbitra jedynego) w postępowaniach przed stałymi sądami arbitrażowymi oraz sądami arbitrażowymi ad hoc – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Specjalizuje się w prawie cywilnym, handlowym i spółek. Jest autorem licznych publikacji z zakresu postępowania cywilnego, postępowania arbitrażowego oraz prawa cywilnego i handlowego. Od 2002 r. wpisany na listę radców prawnych.