Między gwałtem a romansem

0

11 lat śledztwa i procesów b. prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego, najpierw skazanego, a potem uniewinnionego od zarzutu zgwałcenia swej ciężarnej sekretarki, pokazuje, z jak trudnymi sprawami mierzą się sądy. I co gorsza – jak wolno im to idzie.

Od publikacji z 21 stycznia 2008 r. zatytułowanej „Skandal w magistracie” minęło już 12 lat. Padły w niej poważne zarzuty wobec prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego, 58-letniego wtedy samorządowca z przeszłością w Gminnym Ośrodku Propagandy i Wychowania w Wielbarku oraz na kierowniczym stanowisku w okręgowym urzędzie kontroli prasy, publikacji i widowisk – czyli organie peerelowskiej cenzury, który wygrał kolejne już wybory prezydenckie w Olsztynie (najpierw miał poparcie SLD, potem był już bezpartyjny). Napisano, że molestował podległe mu urzędniczki, a jedną z nich – sekretarkę będącą w zaawansowanej ciąży – zgwałcił, co potwierdzała sama ofiara. Pracowała w ratuszu kilka lat, odeszła rok przed publikacją. Twierdziła, że prezydent miasta wykorzystywał ją od 2001 r., 
szantażował, że jeśli nie będzie mu posłuszna, straci pracę, a ponieważ prezydent był osobą wpływową, trudno byłoby znaleźć jej inne zatrudnienie. Kobieta mówiła, że ma za sobą próby samobójcze (co potwierdza szpitalna dokumentacja). Twierdziła, że została zgwałcona w swoim domu. Śledztwo w sprawie tego gwałtu (o takim podejrzeniu zawiadomił ginekolog ciężarnej kobiety) umorzono po kilkunastu dniach, bo nie podała ona nazwiska gwałciciela i nie złożyła wniosku o ściganie (dziś już by nie musiała, bo zmieniono prawo i działania prokuratury nie są już uzależnione od zdania ofiary – co zresztą krytykują prawnicy). Sekretarka zdecydowała się mówić później. Twierdzi, że prezydent molestował więcej kobiet.

WYBUCHŁA AFERA

Po prasowym artykule wobec prezydenta Małkowskiego coraz częściej formułowano żądanie, by ustąpił. Prezydent postanowił się bronić: zaprzeczył zarzutom, ale potwierdził, że z sekretarką łączył go romans. Utrzymywał jednak, że gwałtu nie było, bo wszystko odbywało się za obopólną zgodą.

Sprawa stała się głośna na cały kraj, a lokalnie w Olsztynie wywołała poważny kryzys polityczny. Prezydencki klub „Po prostu Olsztyn” w radzie miasta stracił wsparcie radnych Platformy Obywatelskiej i wkrótce potem przestał istnieć. Rada nie udzieliła władzom miasta absolutorium budżetowego, co otworzyło drogę do referendum w sprawie przedterminowego odwołania prezydenta (i jesienią 2008 r. to nastąpiło).

Olsztyńska prokuratura wróciła do umorzonej sprawy gwałtu i rozwinęła śledztwo, dodając wątek molestowania pracownic magistratu. Małkowski został zatrzymany, a po postawieniu zarzutów do sądu trafił wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. Sąd wniosku nie uwzględnił, ale zastosował inny środek zapobiegawczy: zawieszenie prezydenta w czynnościach służbowych związanych z pełnieniem obowiązków. Prokuratura odwołała się od tej decyzji, w efekcie czego Małkowski stracił wolność i znalazł się w areszcie. Spędził tam pół roku. Badania genetyczne materiału DNA pobranego od kobiety przez ginekologa i zabezpieczonego w ramach śledztwa nie pozostawiały wątpliwości – pochodził on od Małkowskiego.

ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI

O okolicznościach i szczegółach sprawy wiadomo niezbyt wiele, ponieważ – z uwagi na charakter czynów zarzuconych politykowi – zarówno śledztwo, jak i następujące po nim procesy musiały być niejawne. I trudno się temu dziwić. Wiadomo tylko, że zarzuty dotyczyły zgwałcenia i usiłowania zgwałcenia czterech pokrzywdzonych oraz uporczywego naruszania przez prezydenta Olsztyna praw pracowniczych kobiet z ratusza. Akt oskarżenia trafił do sądu.

Siłą rzeczy, by uniknąć podejrzeń o stronniczość (początkowo był to Sąd Rejonowy w Olsztynie), sprawa trafiła do rejonu w Ostródzie. Sąd przeprowadził ponad 50 rozpraw i w 2015 r. orzekł, że Małkowski jest winny gwałtu i usiłowania zgwałcenia, wykorzystując stosunek zależności między przełożonym a podwładnym. Były prezydent został skazany na pięć lat więzienia oraz sześcioletni zakaz sprawowania funkcji publicznych. Zarzuty molestowania, czyli uporczywego naruszania praw pracowniczych, nie zostały osądzone, bo przedawniła się ich karalność.

Małkowski utrzymywał, że jest niewinny, i nie składał broni, a jego obrońca złożył apelację, którą rozpoznał Sąd Okręgowy w Elblągu. Twierdził, że sąd rejonowy popełnił błędy procesowe i liczył na całkowite oczyszczenie oskarżonego z zarzutów. Apelowała też prokuratura, która chciała surowszego wyroku: ośmiu lat więzienia i 10-letniego zakazu pełnienia funkcji w samorządzie.

Rozprawa odwoławcza także była tajna, ale sentencja wyroku jest znana: orzeczenie pierwszej instancji zostało uchylone, a sprawa przekazana do ponownego osądzenia w sądzie rejonowym. Nie wiadomo oficjalnie, co było powodem takiego orzeczenia ani czy sąd odwoławczy wydał jakieś wytyczne, czy nakazał przeprowadzenie konkretnych czynności w ponownym procesie.

Oskarżenie w sprawie, mającej już wtedy siedmioletnią historię, trafiło do Sądu Rejonowego w Olsztynie. Sąd ten zlecił nowe opinie dotyczące zgromadzonych w aktach sprawy zapisów elektronicznych. Zapadły tam w grudniu 2018 r. wyrok zaskoczył obserwatorów, a także prokuraturę. Małkowski został bowiem uniewinniony.

– Będę namawiała prokuratora okręgowego w Białymstoku do wystąpienia o pisemne uzasadnienie wyroku i wywiedzenie w tej sprawie apelacji – mówiła po wyroku autorka aktu oskarżenia prokurator Iwona Kruszewska. – Tym bardziej że zebrany w sprawie materiał dowodowy jeszcze się pogłębił w stosunku do tego, co było. Ale w mojej ocenie to pogłębienie nie zmieniło znacząco materiału dowodowego. Po prostu został on odmiennie oceniony przez sąd – powiedziała prokurator Kruszewska, cytowana wtedy w mediach.

APELACJA I KONTRATAK

Apelacja wpłynęła do Sądu Okręgowego w Olsztynie, który rozpoznał ją w grudniu. Zaskoczenie prokuratury musiało się jeszcze wzmóc, bo sąd odwoławczy utrzymał w mocy orzeczone w pierwszej instancji uniewinnienie. Wyrok jest więc już prawomocny.

– Z naszego, prokuratury, punktu widzenia sprawa nie jest zakończona. Z całą pewnością wniesiemy kasację i liczymy na to, że Sąd Najwyższy ją uwzględni – mówiła reprezentująca oskarżenie prokurator Agnieszka Kalisz-Kapelko. – Jeżeli nie bylibyśmy przekonani, że mamy mocne dowody, to nie byłoby w tej sprawie aktu oskarżenia – dodawała. Według prokuratury w sprawie popełniono błędy, co zresztą oskarżyciel podnosił już w apelacji. Czy Sąd Najwyższy dostrzeże to, czego nie widział sąd okręgowy?

To się dopiero okaże. Na razie to Czesław Małkowski przeżywa chwile tryumfu po 12 latach od wybuchu afery. Na sali sądowej, gdzie przyszedł, by wysłuchać wyroku, oprócz adwokata wspierało go kilku mężczyzn. „Brawo sąd!” – wykrzyknęli i zaczęli klaskać, gdy odczytano, że uniewinniający wyrok jest prawomocny. W wypowiedziach dla mediów emocjonowali się, że teraz to były prezydent powinien podać do sądu swych oskarżycieli. Na takim tle Małkowski mówił: – Nie było żadnego przestępstwa, nie było pokrzywdzonej, nie było sprawcy.

Małkowski twierdzi, że został pomówiony o „straszliwe rzeczy”, bo padł ofiarą spisku, jaki uknuł przedsiębiorca niezadowolony z jego decyzji, gdy nakazał rozbiórkę samowoli budowlanej. A co ma do powiedzenia o sekretarce? „Mieliśmy romans, ufałem jej bezgranicznie”. I podał pełne dane osobowe tej kobiety oraz ulicę, na której mieszka. Wątpliwe, czy miał prawo tak zrobić, nawet jako oczyszczony z zarzutów. Niemniej zapowiedział, że od oskarżającej go byłej sekretarki będzie się domagał zadośćuczynienia za zniszczoną rodzinę.

NIESŁABNĄCE POPARCIE

Co osobliwe, Małkowski przez cały czas kłopotów z prawem cieszył się zaufaniem wśród części mieszkańców Olsztyna. Jego wyborcy najwyraźniej myśleli, że sprawa jest nieoczywista, bo przez cały ten czas wielu udzielało mu poparcia w kolejnych wyborach samorządowych. Startował zarówno w 2010 r., jak i w 2014 r., a także ostatnio – i choć przegrał wyścig o urząd prezydenta miasta, to nieznacznie i po dwóch turach. Miał poparcia na tyle, że sprawował mandat radnego miejskiego. Odbuduje swą pozycję do kolejnych wyborów, czy wszystko pokrzyżuje Sąd Najwyższy? Obyśmy się tego dowiedzieli przed końcem kadencji.