O ekonomii robotów

0
Glowing computer blue icon on dark digital background

Blisko połowa z istniejących miejsc pracy zostanie utracona, ponieważ ludzi zastąpią roboty. Musimy się przekwalifikować, by przeżyć na rynku pracy. Tego rodzaju przesłanie, podparte różnymi badaniami naukowymi, pojawia się regularnie w mediach na całym świecie. Prym wiodą oczywiście ekonomiści, którzy przewidują naszą zawodową przyszłość. Czy jednak jest tak źle, jak przekazują to media? O czym dokładnie piszą ekonomiści? 

Temat zastąpienia wykonywanej przez nas pracy maszynami nie jest nowy. Na początku XIX w. luddyści walczyli z krosnami, które odbierały im pracę wraz z rozprzestrzenianiem się rewolucji przemysłowej w Wielkiej Brytanii. Rozwój ekonomii ośmielił wielkich przedstawicieli do dalszych głębszych rozważań teoretycznych. Przykładowo John Maynard Keynes w 1930 r. w swoim słynnym eseju pt. „Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków” zastanawiał się, kiedy zabraknie ludziom pracy z powodu postępującej automatyzacji. Obecnie na podstawie liczby cytowań artykułów ekonomicznych fali zainteresowania „ekonomią robotyki” można upatrywać w tekście Carla Benedikta Freya i Michaela Osborne’a z 2013 r., który ukazał się na stronach Oxford Martin School[1]. To właśnie z tej publikacji pochodzi magiczne 47% miejsc pracy, które zostaną zastąpione robotami do 2030 r. Obaj autorzy wzięli pod uwagę 702 zawody w Stanach Zjednoczonych z perspektywy ich podatności na zastępowalność komputerami. Autorzy nie twierdzili jednak, że właśnie aż tyle miejsc pracy zostanie zastąpionych robotami, lecz jedynie, iż są one zagrożone. To nie wybrzmiało jednak na tyle głośno, by ostudzić debatę, która od tego czasu stała się mniej naukowa, a bardziej emocjonalna.

Naukowcy podzielili się więc na dwa obozy. Pierwsi wieszczą czarny scenariusz, który uderzy w klasę średnią, powodując, iż mobilność zawodowa całkowicie zaniknie. To właśnie oni chętnie promują pomysł dochodu minimalnego, tj. sytuacji, w której wszystkim należy się minimalny dochód bez względu na to, czy pracują, czy też nie. Drudzy podchodzą do tej wizji z większą rezerwą. Technologia do tej pory nie niszczyła miejsc pracy, lecz je tworzyła, i w długim terminie wszystko się ułoży, co nie znaczy jednak, że nie będziemy obserwowali gwałtownych zmian na rynku pracy w najbliższej dekadzie. I to właśnie ten kierunek reprezentuje „współwinny”, tj. Frey, który postanowił rozwinąć swoje poglądy w książce „Pułapka technologii” (Technology Trap, Princeton University Press, 2019). Wywodząc z obserwacji historycznych, wskazuje on, że automatyzacja może „skazywać” niektórych pracowników na konieczność wyboru mniej płatnych miejsc pracy, niż mają obecnie. Może to także doprowadzić do niepokojów, które w rezultacie zarówno spowolnią rozwój gospodarczy, jak i następujące zmiany technologiczne. A to byłoby fatalne dla nas wszystkich. Dlatego też niezbędne są działania polegające m.in. na zmianach w systemach edukacyjnych czy też zabezpieczenia społecznego. 

Pojawia się również postulat „bonu migracyjnego”, który pozwalałby mniej zamożnym na przeprowadzenie się tam, gdzie będzie dla nich praca. Czy uda się przebić z tymi postulatami? Trudno przewidzieć, zważywszy choćby na to, że trudniej jest promować plan reform od roztaczania wizji katastrofy, która jest łatwiejsza w promocji medialnej.Czy radcowie prawni zostaną zastąpieni robotami? Tak daleka wizja zdaje się nam nie grozić w trakcie najbliższej dekady, co nie znaczy, że umowy nie będą „pisane” przez odpowiednie programy. Ktoś będzie musiał je jednak przeczytać i w ten sposób przestrzeń dla pracy radcowskiej zostanie zachowana, lecz może ulec zmianie. Nie zmienia to jednak faktu, że nie zatrzymamy technologii, więc może warto ją w jakimś zakresie oswoić?


[1]    The Future of Employment: How Susceptible Are Jobs to Computerisation?, https://www.oxfordmartin.ox.ac.uk/downloads/academic/The_Future_of_Employment.pdf.