Aby żyć w zgodzie z sobą

0
Fot. Paula Bocciarelli – Contento Studio, Wrocław

Rozmowa z MARTĄ KACZMARCZYK, radcą prawnym, właścicielką marki odzieżowej OTHEA.

Nim urodziła się OTHEA, była Macedonia…

No tak, aplikację radcowską skończyłam w 2016 r. – cały czas pracując we Wrocławiu w jednej ze znaczących kancelarii, potem egzamin radcowski i… w styczniu 2017 r. byłam już w Macedonii. Pojechałam tam za moim partnerem, który prowadził inwestycję – odlewnię żeliwa. Inwestor był rosyjski, demokracja macedońska bardzo młoda, a otoczenie biznesowe, polityczne i prawne nie sprzyjało szczególnie dynamice działań. I trzeba było sobie z tym poradzić.

Czyli taka Polska początku lat 90.?

Nie pamiętam tego okresu na tyle, ale mogę sobie wyobrazić, że tak to wtedy wyglądało. Zaciągnęłam się tam do pracy jako in-house lawyer. Po intensywnym doświadczeniu pracy w kancelarii czułam się na siłach, ale bez pomocy znajomych Macedończyków wiele spraw w tamtejszych urzędach byłoby nie do załatwienia. Udawało się jednak, choć wiele problemów, na które tam napotkaliśmy, mogłoby się wydawać – z naszej polskiej perspektywy – wręcz niemożliwymi do załatwienia.

I tak minęły dwa lata. To wtedy poczęła się OTHEA?

Dokładnie mówiąc, w styczniu 2019 r. przyszedł mi do głowy pomysł na założenie własnej firmy oferującej odzież z włoskich naturalnych tkanin, delikatnie przełamującą biurowy dress code. Wcześniej też miałam różne pomysły – to zapewne wynika z mojej osobowości. Dzisiaj nie wyobrażam już sobie stałej, sztywnej biurowej pracy. Moi rodzice zawsze prowadzili firmę, więc zapewne zakusy na coś swojego wyssałam z mlekiem matki. Choć akurat mama po dziś dzień raczej chciałaby dla mnie innej pracy niż własna firma, w której są ciągłe wzloty i upadki. Jednak ja jestem niestety dość uparta, i tak po dziewięciu miesiącach od pomysłu, czyli tyle, ile trwa ciąża, uruchomiłam sprzedaż.

Pierwsze działania to…

Najprzyjemniejsze chwile: podróże do Włoch w poszukiwaniu materiałów. Oni naprawdę mają fantastycznej jakości tkaniny – jedwabie, wełny i elastyczne, choć całkowicie naturalne, bawełny. Wiosną 2019 r. kupowałam materiały do letniej kolekcji 2019. Dziś wiem, że było to myślenie więcej niż optymistyczne: wielu z zakupionych wówczas materiałów jeszcze „nie wyszyłam”. Cały czas borykam się z problemem konstrukcji odzieży.

Z czym?

Konstrukcją, czyli taką architekturą ubrania. Żeby skroić ubranie, trzeba mieć rysunek techniczny. Aby go przygotować, trzeba mieć wiedzę mocno techniczną albo doświadczenie; tylko wtedy dochodzi się do konstrukcji odzieży metodą prób i błędów. Tak jak ja.

Korzystała pani z pomocy doświadczonych konstruktorów?

Oczywiście. Ale z wieloma musiałam się rozstać. Przy odzieży, którą projektowałam, czyli z założenia biurowej, dobrze dopasowanej, niedoskonałości konstrukcji nie da się ukryć falbanami, luźnymi krojami czy kwiecistymi wzorami. Do tego wszystko musi być wygodne. Z jednej strony mam więc duże wymagania – czasem myślę, że strasznie wysoko zawiesiłam sobie poprzeczkę. A z drugiej rozumiałam tych konstruktorów, że nie mieli czasu, by nieustannie cyzelować moje pomysły. Z odsieczą przyszła moja mama, która ma 30 lat doświadczenia w pracy na szwalni, jakieś 45 lat w szyciu miarowym, ale przede wszystkim talent i widzi w 3D… Choć nie ma kierunkowego wykształcenia jako konstruktor. Na szczęście wiedzę można nadrobić, a talentu by się nie kupiło za żadne pieniądze.

Nad czym pani teraz pracuje?

Dotychczas wszystkie siły były skierowane na przygotowania do pokazu mody organizowanego przez redakcję „Business Woman & Life”, który miał się odbyć 25 kwietnia w Warszawie, zapowiadając tym samym nową kolekcję wiosna–lato. Ale pandemia COVID-19 pokrzyżowała plany. Pokaz się odbędzie, ale w późniejszym terminie. Zdecydowałam się na udział w nim, bo tam ogniskuje się mój docelowy klient: ludzie związani z biznesem. Ważne jest to, że udało mi się namówić redakcję i wynegocjować, aby na pokazie wystąpiły tzw. role models not runway models*, i to mimo tego że redakcja oferowała swoje modelki. Role models to kobiety, których postawa życiowa mogłaby być wzorem do naśladowania. Kobiety zajmujące się biznesem, pełniące odpowiedzialne funkcje, realistki, które chcą oczywiście znakomicie wyglądać, ale są także wrażliwe społecznie. I taki powinien być wydźwięk tego pokazu. To ma być jasny sygnał dla naszych młodszych pokoleń, dziewczyn, które zewsząd atakowane są wyretuszowanymi zdjęciami modelek o idealnych kształtach, gładkiej skórze i długich falowanych włosach, że w życiu satysfakcję daje jednak coś więcej niż tylko piękno zewnętrzne. Bo i realia są jednak trochę inne. Dlatego też zdecydowałam się pokazać pierwszą kolekcję na mnie, a mam 160 cm wzrostu i noszę taką mocną M-kę, jeśli chodzi o rozmiar. Dość ryzykowne, bo jednak to zdjęcia sprzedają, ale dla mnie autentyczność to jedna z głównych wartości życiowych. To także powód, dla którego część mojej odzieży będzie oferowana w rozmiarach Petite (do 162 cm), Regular i Tall (dla bardzo wysokich, od ok. 178 cm). Bo biologicznie mamy inne proporcje ciała i dwie skrajne grupy – kobiety niższe i kobiety wysokie – muszą mieć choćby inną wysokość talii w sukience, długość rękawów, nogawek… To się właśnie odzwierciedla w konstrukcji odzieży.

 Włoskie materiały, włoski styl: czy można to przenieść nad Wisłę?

Można, ale ostrożnie. Nie dosłownie. Na włoski styl z pewnością wpływa pogoda i ich nastawienie do życia. My mamy i inną pogodę, i inną mentalność. Jedno jest natomiast uniwersalne: liczy się jakość, a nie kolejna bluzka, do której zakupu jedynym impulsem była wyłącznie jej niska wyprzedażowa cena. I taką tendencję w Polsce już mamy.

Czyli prawo zostało na boku?

W żadnym wypadku. Tylko obecnie działam bardziej jako freelancer. Nie umiem pożegnać się ani z jedną, ani z drugą aktywnością i… ciągle mam za mało czasu, ale postanowiłam, że będę łączyć obie pasje, choć prawo jest teraz w lekkiej defensywie. Tego wymaga rozwój OTHEA. Może to się zmieni, gdy OTHEA się usamodzielni? Może za kilka lat?

Na stronie internetowej deklaruje pani, że wychowa OTHEA na dojrzałą, przebojową i pewną siebie kobietę…

Taką, która umie zawalczyć o siebie, tak jak ja zawalczyłam o swoje ciche i długo skrywane zapędy biznesowe. Wiem, że gdybym nie spróbowała, to bym do końca życia tego żałowała.

Rozmawiał Krzysztof Mering

  • Założeniem kampanii „Role Models Not Runway Models” jest prezentowanie silnych kobiet, które nie muszą pasować do standardów piękna. Pomysłodawczynią kampanii jest projektantka Carrie Hammer.
fot. Archiwum M. Kaczmarczyk

MARTA KACZMARCZYK

jest radcą prawnym i założycielką młodej polskiej marki odzieżowej OTHEA, która oferuje odzież z włoskich naturalnych tkanin. Pasjonatka podróży, kubańskiej salsy i lotów na paralotni, których chwilowo z powodu chronicznego braku czasu musiała zaniechać.