Zmiany w procedurze cywilnej to nie rewolucja, ale trzeba się do nich przyzwyczaić

0

ROZMOWA Z SĘDZIĄ PAWŁEM MROCZKOWSKIM, DYREKTOREM DEPARTAMENTU 
LEGISLACYJNEGO PRAWA CYWILNEGO MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOŚCI

Od 7 listopada w Kodeksie postępowania cywilnego zmienia się dużo. Teraz na sądzie spoczywa obowiązek stworzenia całego planu rozprawy już na posiedzeniu przygotowawczym, na którym stawiennictwo jest obecnie dla stron obowiązkowe. Na to spotkanie strony mają też obowiązek przygotować cały materiał dowodowy, a sędzia będzie się starać nakłonić je do ugody. To rewolucyjne zmiany.

Jako sędzia i prawnik, który nadał formalną postać tej nowelizacji, nie określiłbym tych zmian jako rewolucyjne. Zmiany wprowadzone ustawą z 4 lipca 2019 r. są logiczną reakcją ustawodawcy na negatywne zjawiska, które w rzeczywistości sądowej, procesowej przybrały już taki rozmiar, że nie można było ich dłużej tolerować jako niepożądanego efektu ubocznego. Oprócz tego w ten sposób polski porządek prawny równa do poziomu rozwoju prawa istniejącego już w innych państwach naszej kultury prawnej. 

Zdecydowana większość systemów procedury cywilnej przewiduje już podobne rozwiązania w zakresie zapobiegania nadużywania praw procesowych oraz organizacji postępowania. Polska wersja tych instytucji została przystosowana do naszych warunków. 

Nie zgadzam się też z twierdzeniem, że postępowanie przygotowawcze jest zmianą rewolucyjną. Ze swej istoty jest ono zakrojone na sprawy grubszego kalibru, czyli takie, w których materiał dowodowy jest szczególnie obszerny lub zawiły pod względem faktycznym czy prawnym. Natomiast oczywiste jest, że nie będzie ono wykorzystywane w sprawach prostych, jednowątkowych, które można zakończyć na jednym posiedzeniu w ciągu 20 minut, a takich wbrew pozorom jest sporo. 

Muszę jednak zapytać, czy sędziowie poradzą sobie z tą nową rolą mediatora?

Tu również nie mogę się zgodzić, że to nowa rola. Przepisy w dotychczasowym brzmieniu zobowiązywały sędziów do dążenia do polubownego załatwienia sporu. Został stworzony instrument mediacji, który jest potencjalnie skuteczny, i takie czynności można zlecić zawodowemu mediatorowi. Ponadto niezależnie od wprowadzonych zmian ten obowiązek istnieje w formie instytucji zawezwania do próby ugodowej. 

Niewątpliwie jednak wprowadzenie postępowania przygotowawczego oznacza rozszerzenie zakresu i sposobu działania sędziego. Dotychczas sędzia był skrępowany przepisami, które umożliwiały poczytanie jego aktywności zmierzającej do polubownego rozwiązania sporu za podstawę jego wyłączenia. I niestety często takie wnioski były uwzględniane.

W praktyce sędziego sądu cywilnego rola koncyliacyjna, rozjemcza jest naturalna, więc tu nie powinno być problemów. Tyle tylko, że do tej pory nie miała ona tak wyraźnego zakotwiczenia w przepisach. Obecnie pozwalamy wzbogacić procesową debatę między stronami a sędzią o kwestie, które do tej pory nie mogły być podnoszone ze względów czysto formalnych. A to automatycznie powiększa szanse na ugodowe rozwiązanie sporu.

Pełnomocnicy, zwłaszcza w sprawach gospodarczych, obawiają się, że teraz całość materiału dowodowego będą musieli skompletować na to postępowanie przygotowawcze. 

Jestem w stanie zrozumieć te obawy, bo ta instytucja w polskim procesie cywilnym jest nowa, aczkolwiek w postępowaniach karnych takie posiedzenia, choć w nieco innej formule, już są prowadzone i zdają egzamin. To, że trzeba się będzie wyłożyć ze wszystkich argumentów już na początku postępowania, może stanowić pewien problem. Niestety trzeba było wprowadzić tak ostry wymóg, ponieważ dotychczasowy system nie funkcjonował dobrze w praktyce, chociaż formalnie nic mu nie dolegało. W praktyce dopuszczał on przedkładanie wszelkich argumentów, dowodów aż do zakończenia rozprawy, a nawet przed sądem drugiej instancji, co było kuriozum. Czasem w celu obstrukcyjnym niestety, a czasem nie, ale skutek pozostawał ten sam – odroczenie rozprawy i przewlekłość postępowania. Stąd ogromna liczba spraw, które ciągną się latami, i wielomiesięczne oczekiwanie na rozprawę przekraczające niekiedy rok. 

Nowelizacja krytykowana jest za to, że sędzia będzie miał dużą swobodę w decydowaniu o kształcie postępowania, np. o tym, czy posiedzenie przygotowawcze w ogóle się odbędzie.

Formalnie rzecz biorąc, postępowanie przygotowawcze, łącznie z posiedzeniem przygotowawczym, jest obowiązkowe, co wynika z art. 20511 § 1 k.p.c. Jednakże § 3 tego artykułu przewiduje bardzo szeroką możliwość wyłączenia tego trybu w konkretnej sprawie na podstawie oceny sędziego, który stwierdzi, czy w tej właśnie sprawie to przygotowanie jest opłacalne, bo ono też wymaga przecież posiedzenia, zebrania stron itd. Czasami opłaci się skierować sprawę od razu do rozpatrzenia, bo wtedy zyskujemy możliwość rozstrzygnięcia sporu już na pierwszym posiedzeniu. Możliwe są oczywiście rozwiązania pośrednie – np. wyznaczenie posiedzenia przygotowawczego bezpośrednio przed rozprawą, kiedy wiadomo, że materiału dowodowego nie będzie dużo. Tutaj wiele będzie zależało od inwencji poszczególnych sędziów. Podejście sędziego do sprawy będzie musiało nabrać trochę cech menedżerskich. 

Nowe przepisy uprawniają sędziego do dyskusji ze stronami, zbierania stanowisk, udzielania pouczeń, natomiast nie powinny być odczytywane jako uprawnienie do jednoznacznych zapowiedzi w rodzaju „ja to powództwo oddalę”. Tutaj jest ta cienka czerwona linia, która nie powinna być przez sędziego przekraczana. 

Nowe przepisy mocno dyscyplinują strony – zarówno pozwanych, jak i powodów. Czy prawdą jest, że gdy powód nie zgłosi się na posiedzenie przygotowawcze, traci możliwość dochodzenia swoich roszczeń?

W żadnym wypadku. Możliwe co najwyżej, że w czasie pomiędzy umorzeniem postępowania a ponownym wytoczeniem powództwa zapadnie termin przedawnienia, ale to już nie będzie efekt działania procedury, a jedynie braku dbałości powoda o własne interesy. Umorzenie postępowania wskutek niestawiennictwa nie pozbawia bowiem powoda możliwości ponownego wytoczenia powództwa. Poza tym nie należy demonizować tej instytucji. To prawda, że sankcja jest ostra, ale dotyczy tylko nieusprawiedliwionego niestawiennictwa, po drugie nawet jeśli to niestawiennictwo jest nieusprawiedliwione, można je usprawiedliwić z mocą wsteczną, wskutek czego sąd uchyli postanowienie o umorzeniu i wyznaczy nowe posiedzenie. Będzie trochę zwłoki, ale sprawa potoczy się normalnym trybem. Po trzecie powód może się zwolnić od stawiennictwa na tym posiedzeniu, składając odpowiedni wniosek. I sądzę, że ta instytucja będzie często wykorzystywana, ponieważ dobrze przygotowany pozew na takim posiedzeniu obroni się sam. Po czwarte, jeżeli pozwany mimo niestawiennictwa powoda będzie żądać rozstrzygnięcia sporu, do czego przecież ma prawo, to w tym momencie sprawie zostanie nadany bieg i postępowanie nie zostanie umorzone. Więc ta sankcja wygląda groźnie, ale sądzę, że w rzeczywistości będzie dotyczyć tylko takich przypadków, kiedy to niestawiennictwo będzie celowe. 

W sprawach gospodarczych na strony postępowania nałożone zostały jeszcze ostrzejsze obowiązki polegające na tym, że w zasadzie całość swojej argumentacji powinny one zaprezentować już przy swojej pierwszej czynności procesowej – czyli powód w pozwie, a pozwany w odpowiedzi na pozew, ewentualnie w sprzeciwie od nakazu zapłaty, jeżeli taki zamierza składać. 

Zatem wchodzące zmiany nie wymagają specjalnego przygotowania, ale głównie zmian mentalnych.

Tak. Nowy sposób organizacji postępowania będzie wymagał od stron większego zaangażowania od samego początku prowadzenia sprawy. Zaangażowanie powoda już nie będzie polegało wyłącznie na przygotowaniu pozwu i „wrzuceniu” go do sądu. Zaangażowanie pozwanego nie będzie mogło się ograniczać tylko do stawienia się na rozprawie i biernego przyglądania się. Będzie wymagana aktywność obu stron, a to wszystko w tym celu, żeby orzeczenia nie zapadały po 15 miesiącach, jak to teraz jest w sądach gospodarczych, ale na przykład po pięciu. Przy obecnym tempie obrotu gospodarczego to rzecz absolutnie konieczna. Czy to wymaga zmiany podejścia? Z całą pewnością tak. Znacznie trudniejsza stanie się taktyka obstrukcyjna polegająca na przeciąganiu postępowania. Mamy nadzieję, że uda się ją wyrugować niemal w całości, a przynajmniej rażące przypadki. 

Z kolei sędzia powinien zacząć analizować czynności swoje i stron nie tylko pod kątem formalnej poprawności, lecz również pod kątem ich celowości dla rozstrzygnięcia sporu. 

Chcielibyśmy, by wykładnia przepisów proceduralnych nie była czysto dogmatyczna, formalistyczna, lecz by odwoływała się przede wszystkim do celu, dla którego utworzono taką czy inną instytucję procesową. Dzięki pozostałym zmianom zawartym w noweli z 4 lipca sędziowie powinni mieć nieco więcej czasu na należyte zajęcie się sprawami. Pracujemy także nad zmianami w prawie, które przynajmniej w części rozwiążą największy obecnie problem w sprawnym procedowaniu sądów – nadmierne obciążenie.