Ważne są tylko chwile…

0
Fot. Edyta Rakowska

Rozmowa z EDYTĄ RAKOWSKĄ, radcą prawnym i fotografikiem.

Fotografować każdy może. Sukces jest udziałem nielicznych. Jak to się zaczęło?

Zawsze lubiłam fotografować. Często było to nieco uciążliwe dla otoczenia: zwłaszcza np. na wycieczkach, kiedy wszyscy już chcieli wracać, a mnie nie było, bo nadal coś fotografowałam. Z czasem fotografia pochłaniała mnie coraz bardziej. Najbliżsi, którzy oglądali moje zdjęcia, widzieli w nich coś więcej niż prosty zapis rzeczywistości. Namawiali mnie – może wówczas żartując – bym rzuciła „robotę radcowską” i zajęła się fotografowaniem. Pomyślałam, że choć nigdy nie przestanę być radcą prawnym, to może rzeczywiście warto poświęcić więcej czasu tej pasji. Ale jeśli tak, to robić to zgodnie z zasadami sztuki. Postanowiłam uczyć się tego rzemiosła. Bo ja przez wiele lat używałam aparatu w niewłaściwy sposób.

To znaczy jak?

Zawsze korzystałam jedynie z ustawień fabrycznych. Dają dobre zdjęcia. I nic więcej. Dziś korzystam tylko z ustawień ręcznych. No i zamieniłam aparat na profesjonalny.

Fot. Edyta Rakowska

Czym jest fotografia? Zapisem rzeczywistości?

Zawsze lubiłam fotografować chwilę, ten jeden moment, który jest ważny. Dla człowieka, także dla zwierząt. Spojrzenie, radość, zaduma, smutek. Robię wiele zdjęć, by potem znaleźć wśród nich to, o które mi chodziło. Ten niepowtarzalny moment. Tak ważny szczególnie w przypadku fotografowania ludzkiej twarzy.

Czy aparat ma duszę? Czy to fotograf oddaje kawałek swojej?

Ja traktuję aparat jako przekaźnik między moją duszą a rzeczywistością. Aparat pozwala wyrazić emocje. Jest urządzeniem, dzięki któremu mogę przekazać światu to, co czuję i o czym myślę, zatrzymać chwilę.

Jak by pani najkrócej opisała swoje zdjęcia komuś, kto nie może ich zobaczyć?

To jest bardzo trudne pytanie, bo nigdy nie byłam dobra z obowiązujących interpretacji. Zawsze uważałam, że autor miał na myśli zupełnie co innego, niż się powszechnie uważało. Mogłabym powiedzieć, co czuje fotografowany obiekt: radość czy smutek, zadumę czy tęsknotę?

Jest pani radcą prawnym. To trudny, absorbujący zawód. A czym, w związku z obowiązkami zawodowymi, jest fotografia?

Wytchnieniem. Zauważyłam – pracując już w sumie 20 lat (w zawodzie radcy prawnego osiem lat), że skamieniałam, że brakuje mi odskoczni, która uwolni mój umysł i moją duszę. Bo one zostały uwięzione w przepisach, w systemie. Nawet w życiu zaczęłam działać schematycznie, zgodnie ze sztywnymi zasadami. A przecież w młodości taka nie byłam. Zobaczyłam, że tę młodą, pełną życia osobę zamknęłam w jakiejś klatce. Postanowiłam ją uwolnić. Przez fotografowanie. I to się udało. Fotografowanie uwalnia myśli, daje wolność.

Jeśli robi się to dobrze…

Gdy dwa lata temu postanowiłam, że zajmę się fachową fotografią, zaczęłam szukać szkoły, która mi w tym pomoże. Poszukiwałam w dużych miastach wojewódzkich, a okazało się, że pod bokiem, w Zielonej Górze, jest Lubuska Akademia Fotografii Dariusza Biczyńskiego. Zaryzykowałam, złożyłam podanie, zostałam przyjęta. Musiałam się spodobać, bo na ok. 300 kandydatów przyjęto tylko 10 osób.

Co daje akademia?

Wiedzę. Pomaga we właściwej pracy z lampami w studio. To tylko jeden przykład. Nie zdobyłabym tej wiedzy, gdyby nie akademia. Daje możliwości techniczne. Oparcie. Pozwala więcej widzieć, uwalnia kreatywność. Czuję to u siebie. I słyszę, że się rozwijam, że jest duży postęp między tym, co było na początku, a tym, co teraz. Ale najważniejsze jest zadowolenie ludzi. Tych, których fotografuję. Widzę, jak się cieszą, są wzruszeni. Ja wówczas też.

To może jednak porzucić radcowanie?

Nie. Ja ten zawód wybrałam świadomie. Zapewne, mogę to dzisiaj przyznać, kierowałam się także młodzieńczym buntem i chęcią walki z panującym wówczas systemem. Choćby poprzez pomaganie ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. I to się udaje. Jak więc mogłabym z tego zrezygnować?

Czy na fotografowaniu można zarobić?

Zapewne tak, choć jest to obce mi doświadczenie. Wiem, że wiele osób wykorzystuje aparat do zarabiania pieniędzy, fotografując choćby wesela czy komunie. Ja się w tym kierunku nie wybieram. Ale, oczywiście – nigdy nie mów nigdy. Może za pięć, dziesięć lat czy na emeryturze będę na fotografowaniu zarabiać. Już dziś natomiast widzę, ile trzeba wydać, by ten zawód wykonywać.

Ile?

Dużo. Trzeba zainwestować w aparat, obiektywy i dobry komputer, na którym można obrabiać zdjęcia. Do tego profesjonalna drukarka i papier. Już nie wspomnę o studiu: wynajmie lokalu i jego wyposażeniu.

Lubuska Akademia Fotografii jest więc dobrym rozwiązaniem…

Znakomitym. Na zdjęciach, które zrobiłam w ramach akademii, widać jej logo, bo taka jest umowa. Zdjęcie, na którym są dzieci w kartonie, to efekt sesji zdjęciowej w studio.

EDYTA RAKOWSKA Z zawodu jest nauczycielem, a od ośmiu lat radcą prawnym (OIRP w Zielonej Górze). Od 20 lat pracuje w strukturach samorządowych. Najlepiej odpoczywa w lesie, a wytchnieniem po całym dniu pracy jest dla niej chwytanie chwili aparatem lub dobra lektura.
Fot. Archiwum E. Rakowskiej