Szanujemy demokrację

0
fot. Piotr Gilarski

Rozmowa z Maciejem Bobrowiczem, Prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych

Panie Prezesie, zakończył się nadzwyczajny zjazd radców prawnych. Po co był zwołany?

Do tej pory odbyły się trzy nadzwyczajne zjazdy. Wszystkie zwołane przez Krajową Radę Radców Prawnych: w 1989, 2010 i 2012 r. Wszystkie poświęcone były arcyważnym problemom dla naszego zawodu i samorządu. Ten w 1989 r. debatował nad demokratycznymi przemianami w Polsce i miejscem w nich radców prawnych. Drugi zajmował się kwestią połączenia samorządów radcowskiego i adwokackiego. Przypomnę, że wówczas to Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało ustawę, której celem było stworzenie tzw. nowej adwokatury. Nadzwyczajny zjazd w 2012 r. zajmował się uczczeniem 30-lecia naszego samorządu. Do tej pory instytucja nadzwyczajnego zjazdu wykorzystywana była wyjątkowo.

fot. Piotr Gilarski

Teraz było inaczej?

Po raz pierwszy w historii zjazdu zażądało osiem izb. Spójrzmy na fakty.

W dniu 18 września osiem izb przez swojego pełnomocnika składa wnioski o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu. We wniosku tym znajduje się dwupunktowy program: podjęcie uchwały w sprawie zmiany uchwały Nr 10/2010 IX Krajowego Zjazdu Radców Prawnych z dnia 6 listopada 2010 r. w sprawie zasad przeprowadzania wyborów do organów samorządu radców prawnych, liczby członków tych organów oraz trybu ich odwoływania, podejmowania uchwał przez organy samorządu, a także podjęcie uchwały dotyczącej wytycznych działania samorządu i jego organów w zakresie zasad jego funkcjonowania w obliczu nowych wyzwań, jakie stoją przed samorządem radców prawnych, wraz z uzasadnieniem. Stanowi to zaskoczenie dla pozostałych 11 izb, które o takim zamiarze nie zostały zawiadomione.

Zaskoczone jest również Prezydium KRRP. Wniosek jest złożony na trzy dni przed posiedzeniem KRRP. Zgodnie z art. 58 ustawy o radcach prawnych KRRP musi zwołać zjazd w terminie dwóch miesięcy od dnia wpływu wniosku. Na posiedzeniu 21 września okazuje się, że wnioskodawcy nie przedkładają żadnego projektu uchwał, które miałby podjąć zjazd. Zaskoczona KRRP podejmuje decyzję o zwołaniu kolejnego posiedzenia KRRP tylko w celu ustalenia terminu i miejsca obrad nadzwyczajnego zjazdu. To posiedzenie odbywa się 22 dni później. W dniu posiedzenia członkowie KRRP nadal dysponują jedynie ogólnikowym sformułowaniem dwóch punktów obrad. Wnioskodawcy nadal nie przedłożyli projektów stosownych uchwał. Rada podejmuje więc decyzję o zwołaniu zjazdu 10 listopada. Uchwały wpływają dopiero na 15 dni przed terminem zjazdu. W dniu 8 listopada Prezydium zajmuje stanowisko, wskazując, że te zagadnienia wymagają debaty.

Ten zjazd podzielił delegatów?

Niestety tak. Był zwołany zbyt pochopnie i nie był przygotowany. Problematyka, jaką przedstawiali wnioskodawcy, co do istoty mogła być swobodnie omówiona na kolejnym zjeździe z jednym wyjątkiem: zmiany w ordynacji wyborczej dotyczącej zasad reprezentacji izb na zjeździe, a konkretnie zagadnienia, ilu delegatów ma mieć każda izba na przyszłym zjeździe w 2020 r. Kolejne wybory, w intencji wnioskodawców, miałyby się dokonać już według zmienionej ordynacji wyborczej. Nagła i zaskakująca propozycja zmian tych zasad spowodowała, że w części izb zapanowały emocje. Głównym tematem nadzwyczajnego zjazdu stały się zatem przyszłe wybory, czyli kwestie obsady stanowisk w samorządzie. Na tle tematyki wcześniejszych nadzwyczajnych zjazdów wygląda to co najmniej zaskakująco…

Delegaci podzielali ten pogląd?

Wynik głosowania nad przyjęciem porządku obrad mówi sam za siebie. Przewagą ponad 60% głosów nie przyjęto porządku obrad proponowanego przez wnioskodawców i tym samym zamknięto zjazd. Ta przewaga nie wzięła się znikąd. Przeciwni takiemu narzuconemu wszystkim sposobowi debaty byli delegaci zarówno z małych, jak i dużych izb, którzy w taki narzucony sposób debatować nie chcieli. Trudno bowiem rozmawiać o poważnych kwestiach, jeśli są one absolutnie nieprzygotowane.

Pojawiły się emocje w samorządzie?

Owszem. Po obu stronach tego sporu. Pojawiły się także w przestrzeni publicznej głosy nazbyt emocjonalne. Głosy ocierające się o duży nietakt. Nietakt wobec innych delegatów. Musimy z powrotem nauczyć się szanować siebie wzajemnie. To ważne zadanie dla wszystkich na najbliższe dwa lata. Nie może być tak, że część Koleżanek i Kolegów podważa fundamentalne zasady demokracji tylko dlatego, że właściwie nie przygotowali swoich propozycji i zaskoczyli pozostałe 11 izb. Debata w samorządzie radcowskim jest potrzebna. Nikt od niej nie ucieka. Większość radców prawnych jednak nie chce rozmawiać w atmosferze wiecu. Mam nadzieję, że teraz nadejdzie czas wyciszania emocji i powrotu do wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Czytając jednak artykuł Dziekana Rady krakowskiej izby, można dojść do wniosku, że będzie to trudne.

Myślę, że pan Dziekan napisał ten artykuł w emocjach pozjazdowych. Te zwykle są złym doradcą. Nie fetyszyzowałbym zatem tych słów. Powinniśmy budować wspólny samorząd. I o tym muszą pamiętać także niektórzy emocjonalni dziekani. Uważam sprawę za zamkniętą i nie chcę do tego wracać.

Debata będzie kontynuowana?

Tak. Jeszcze przed zjazdem, 8 listopada, Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych w swojej uchwale wyraźnie wskazało, że jest ona potrzebna.

Uchwała była podjęta przed zjazdem…

Tak. Chcieliśmy wtedy pokazać, że kwestie rozsądnej dyskusji w obrębie samorządu są dla nas priorytetem. Stąd ta uchwała. Będziemy prowadzili szerokie konsultacje.

Wnioskodawcom chodziło o ograniczenie głosu dużych izb radcowskich?

Wnioskodawcy usiłowali medialnie przedstawić ten spór. Jako niemal mityczny sprzeciw małych izb przeciwko dużym. Na zasadzie czerni i bieli. To chwytliwa medialnie perspektywa, ale jest to po prostu nieprawda: po obu stronach są i duże, i małe izby. Dodam, że jestem członkiem jednej z najmniejszych radcowskich izb i nie dostrzegam żadnego dyktatu dużych czy małych izb w samorządzie. Poprzedni Prezes KRRP Dariusz Sałajewski reprezentował także niedużą opolską izbę. Jednakże dyskusja sprowadzona do tego, by ograniczyć w ordynacji wyborczej wagę głosu radców prawnych z jakiejkolwiek izby, podważa zasady demokracji samorządowej.

Co takiego stało się w samorządzie, że część izb zwołała nadzwyczajny zjazd?

Odpowiem, że… nic. Duże izby są dużymi izbami. Małe izby są małymi izbami. W samorządzie od ponad 35 lat były duże i małe izby. I były różnice zdań i były wybory. Nic się tu nie zmieniło. Przegrana głosowania nad porządkiem obrad przez wnioskodawców na nadzwyczajnym zjeździe jest tylko potwierdzeniem tej reguły. W samorządzie radców prawnych, podobnie jak w każdym demokratycznym systemie wyborczym, decyduje większość głosów.

Czego chcieli wnioskodawcy?

Proponowali wprowadzenie zasady ograniczającej liczbę delegatów niektórych izb na zjeździe. Co kryło się za tą propozycją? Być może chodziło o osobiste aspiracje. Takie głosy słyszałem w kuluarach zjazdu. Nie mnie to oceniać. Apeluję tylko o rozsądek i wygaszenie emocji w imię jedności samorządu. Przytoczę zatem znane słowa Winstona Churchila: „Nikt nie udaje, że demokracja jest doskonała lub wszechwiedząca. W rzeczywistości stwierdzić trzeba, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu”. Kluczem do zrozumienia tej sentencji jest pierwsze zdanie: „Nikt nie udaje, że demokracja jest doskonała lub wszechwiedząca”. Demokracja nie jest idealna, ale jest. Szanujemy ją. Uznajemy jej wyroki. Tak naprawdę nie ma innego sposobu podejmowania decyzji. Nie ograniczamy debaty, ale zgodnie z demokratycznym werdyktem przenosimy ją z poziomu wiecu na poziom merytorycznej dyskusji popartej profesjonalnymi analizami i argumentami.

Wnioskodawcy podnosili zarzuty, że KRRP i Prezydium nie walczą skutecznie o prawa radców prawnych…

To jest jeden z najdziwniejszych argumentów wskazujących na to, że zjazd miał być w istocie wiecem. Każdy, kto choć na chwilę włączy jeden z informacyjnych programów, zajrzy na dyskusję na Twitterze czy Facebooku, zobaczy, że dziś możliwość wpływania na decyzje polityków jest nierealna. Politycy z rozmysłem zniszczyli Trybunał Konstytucyjny, upolitycznili Krajową Radę Sądownictwa, podporządkowali Prokuraturę Ministerstwu Sprawiedliwości, wreszcie, łamiąc Konstytucję, dokonali zamachu na Sąd Najwyższy. Można przyjąć, że prowadzą oni wojnę z wymiarem sprawiedliwości. W jaki sposób w takich realiach mamy prowadzić z nimi debaty? Większość sejmowa, jedną ręką dusząc wymiar sprawiedliwości, drugą dosypie radcom prawnym i adwokatom? Tak to ma wyglądać? Takie wyobrażenie polityki pokazuje albo naiwność osób, które to głoszą, albo tylko złe intencje. Nie wiem, co jest gorsze…

Jaka jest zatem przyszłość samorządu?

Sądzę, że emocje ustąpią w trakcie debaty. Profesjonalnej i merytorycznej. Zamiast argumentów, które obrażają, zaczną być stosowane argumenty, które coś uzasadniają i przekonują. Samorząd w żadnym stopniu nie jest rozbity. Są różnice zdań. Musimy pogodzić się z tym, że one po prostu występują. Nauczyć się szacunku do drugiej strony dyskursu i wyciągać wspólne wnioski. Również te dotyczące szacunku do demokratycznych werdyktów. Wierzę, że Koleżanki i Koledzy zrozumieją, że dzielenie nas w takiej sytuacji politycznej jest zbrodnią na samorządzie. Jest pozbawianiem nas wszystkich oparcia w sile naszej instytucji. Dziś samorządy prawnicze stają się ostatnimi bastionami niezależności i niepodporządkowania polityce. To pokazuje, o co tak naprawdę walczymy.

A w relacjach zewnętrznych?

Będziemy bronili samorządu. Będziemy bronili niezależności radców prawnych. Będziemy bronili tajemnicy zawodowej. Będziemy bronili niezależności od polityków szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości.