Rozmowa z Hubertem Nowakiem, Prezesem Urzędu Zamówień Publicznych, radcą prawnym

Czy elektronizacja zamówień publicznych to wymóg naszych czasów, globalizacji czy liczby przetargów?

Myślę, że wszystkiego po trochu. Elektronizacja dla mnie jest i kierunkiem, i narzędziem. Jeden z zamawiających, który już kilka lat temu – w ramach zamówień sektorowych, podprogowych i zakupów prywatnych – przeniósł się na elektroniczne zakupy, twierdzi, że „papiery nas pokonają”. Podzielam ten pogląd. Dokumentacje postępowań potrafią być naprawdę obszerne. Ostatnio wpłynęły 22 segregatory w jednej sprawie kontrolnej. Jeżeli teraz wyobrazimy sobie wszystkie dodatkowe kwestie czy czynności związane z postępowaniem o zamówienie publiczne, tj. z ewentualnym przewozem dokumentacji, jej kopiowaniem czy drukowaniem, to łącznie generujemy naprawdę olbrzymie ilości dokumentów. Dlatego w tym kontekście i w tym rozumieniu moim zdaniem jest to nieodwracalny kierunek.

Z punktu widzenia elektronizacji jako narzędzia podkreślić należy, iż w mojej ocenie będzie ona stanowiła duże uproszczenie. I w tym kontekście trzeba również zwrócić uwagę, że jest ona wszechobecna. Już dzieci żyją w świecie cyfrowym, na co dzień mają do czynienia z elektroniką czy informatyzacją. Mało tego. Jeżeli spojrzymy na poszczególne pokolenia, na osoby w moim wieku czy starsze, które pamiętają początki zamówień, to z naszego punktu widzenia – oczywiście nie chcę nikogo stygmatyzować – czasami jest nam łatwiej pracować na papierze, bo łatwiej jest nam coś wydrukować, przeczytać, zaznaczyć, zrecenzować, poczynić uwagi na dokumencie itd. Natomiast dla ludzi młodszych, którzy teraz wchodzą bądź już weszli w zamówienia, podstawą funkcjonowania jest elektronizacja. Wobec powyższego, jeżeli użytkownicy są zorientowani na elektronizację, to nie wyobrażam sobie, aby narzędzia nie były dostosowane do ich potrzeb czy oczekiwań. Tak więc, abstrahując od kwestii funkcjonalnych czy kierunków, w których świat się rozwija, również i dwaj najbardziej zainteresowani użytkownicy, czyli zarówno zamawiający, jak i wykonawcy oraz ich przedstawiciele, też będą siłą rzeczy ulegali wpływowi elektronizacji czy ułatwieniom, które ona ze sobą niesie.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z 26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych, która uchyliła dyrektywę 2004/18/WE, nałożyła na państwa członkowskie obowiązek stosowania elektronicznego składania ofert i elektronicznej komunikacji najpóźniej od 18 października 2018 r. U nas pełna elektronizacja zamówień poniżej progów unijnych została przesunięta z 18 października 2018 r. na 1 stycznia 2020 r. Dlaczego?

Przede wszystkim, jeżeli odnosimy się do tzw. zamówień podprogowych, to tutaj przywołana dyrektywa pozostawia to regulacjom krajowym. Ustawodawca, implementując postanowienia dyrektywy do naszej ustawy Prawo zamówień publicznych (w roku 2016), przewidział wejście w życie obowiązku stosowania elektronizacji dla zamówień poniżej progów unijnych równolegle z tzw. zamówieniami unijnymi na datę 18 października 2018 r. Ostatnią nowelizacją obowiązek elektronizacji dla zamówień podprogowych został przesunięty na datę 1 stycznia 2020 r. i w tym zakresie nie jesteśmy w sprzeczności z prawem UE.

Zasadniczym celem przesunięcia było lepsze przygotowanie się do pełnej elektronizacji. Myślę, że w większości jesteśmy zwolennikami zmian ewolucyjnych, nie rewolucyjnych i raczej się zgodzimy, że bardzo ciężko jest taki proces przeprowadzić z dnia na dzień i skutecznie przestawić całą Polskę na elektronizację wszystkich zamówień. Wobec tego wydaje mi się, że wprowadzanie zmian etapami było bardzo dobrym pomysłem. Daje ono możliwość przygotowania się wszystkim interesariuszom, a zwłaszcza mniejszym zamawiającym i wykonawcom, którzy odpowiednio nie prowadzą lub nie uczestniczą w dużych postępowaniach i nie mają takiej obsługi technicznej, prawnej czy administracyjnej, która z marszu sprostałaby nowym wymaganiom.

Dodatkowo w celu osiągnięcia pełnej elektronizacji możemy się poruszać w różnym niż zakładane pierwotnie tempo. Nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem. Jak obserwuję kraje, które pod względem elektronizacji są bardziej zaawansowane od nas i były w tym aspekcie pionierami, to one też miały całą elektronizację rozłożoną na etapy. Przykładowo w Gruzji najpierw jeden z kilkunastu trybów udzielania zamówień publicznych był prowadzony w elektronice, po roku, po dwóch latach był dołączany drugi, trzeci, potem czwarty i kolejne, tak że ostatecznie po ośmiu latach wszystkie tryby prowadzenia zamówień publicznych były zelektronizowane. Ci jednak, którzy w tych okresach przejściowych chcieli uczestniczyć w trybie, który był już zelektronizowany, musieli w nim uczestniczyć już w elektronice, ci zaś, którzy wybierali inny tryb, który nie był jeszcze zelektronizowany, przygotowywali postępowanie i składali oferty w dotychczasowej, pisemnej formule. Można powiedzieć, że występowało tam swoiste rozdwojenie procedur i wydaje się, że było ono nie do uniknięcia. Ale ten przykład pokazuje też, jak trudnym przedsięwzięciem jest elektronizacja zamówień, i mówię tu o kraju, które jest uważany za jednego z liderów elektronizacji zamówień.

Gruzja?

Tak. W Gruzji, jeśli dobrze pamiętam, elektronizacja zaczęła się 1 stycznia 2010 r. Budzi to zdziwienie, ale i szacunek, że już dziewięć lat temu Gruzja podjęła ten wysiłek. Oczywiście nie możemy zapominać o skali zamówień/rynku, wielkości kraju (tam mówimy o około 2,5 mln mieszkańców, u nas o około 40 mln) oraz potencjale tego rynku. U nich jest to bardzo mały rynek. Ich roczne, zsumowane obroty to niewielki procent naszych zamówień publicznych. I mimo że ta skala była tam mniejsza, to proces wprowadzania elektronizacji też przebiegał etapami. Podobnie było w Korei Południowej, jednym z najbardziej zinformatyzowanych krajów na świecie, podobnie było też w Chile. Tak więc wydaje się, że stopniowe przechodzenie od jednych narzędzi do drugich jest właściwym, ewolucyjnym kierunkiem. Druga sprawa to okoliczność, że dzięki etapowaniu rozwiązania informatyczne też mają szansę udoskonalania się. My możemy je udoskonalać legislacyjnie, ale one same, funkcjonując na rynku, udoskonalają się użytkowo i funkcjonalnie.

Czy naśladujemy zastosowane u nich rozwiązania techniczne?

Myślę, że nie. Na razie, jeśli chodzi o tę elektroniczną komunikację czy składanie ofert, to przewidziana jest fakultatywność wyboru narzędzia, którym będą posługiwać się zamawiający. Czyli to dany zamawiający może wybrać platformę, która będzie go obsługiwać, a te rozwiązania dedykowane na platformie muszą być co do zasady zgodne z odpowiednimi wymaganiami. Natomiast rozwiązania funkcjonalne, layout, użyteczność i przyjazność dla użytkownika pozostają w gestii dostawcy narzędzia i nie ma tu ze strony państwa regulacji, które nakładałyby jakieś ograniczenia. W krajach, o których mówiłem, czyli w Gruzji czy w Korei, istnieje scentralizowany system zamówień publicznych, czyli jest centralne narzędzie i wszystko odbywa się za jego pośrednictwem. Są tam jednak i specyficzne rozwiązania. Przykładowo dopuszczają komunikację skanami bez podpisów kwalifikowanych w naszym rozumieniu, ponadto np. prezes gruzińskiego odpowiednika naszego Urzędu Zamówień Publicznych ma możliwość sprawdzenia, kto z zamawiających czy wykonawców zachowywał się „niepoważnie” w minionym roku, w elektronicznym systemie zamówień publicznych. Jeżeli przykładowo były składane oferty dla pozoru czy były ogłaszane postępowania bez zamiaru zawarcia umowy, to prezes po prostu ręcznie usuwa taki podmiot z listy czy zamawiających, czy wykonawców i w efekcie podmioty te przez pewien czas nie mogą uczestniczyć w tym rynku zamówień publicznych.

Taka kara…

No właśnie. Musimy jednak pamiętać, że pewne mechanizmy w niektórych krajach można łatwiej wprowadzić ze względu chociażby na kulturę prawną. Podobnie jest w Korei, gdzie system również jest scentralizowany, ale określono, które z postępowań mają być obowiązkowo prowadzone w tym systemie. W konsekwencji w Korei około 66% wszystkich zamówień jest prowadzonych i udzielanych przy pomocy centralnego narzędzia.

Najdroższe przetargi są prowadzone w internecie od października. Jak sprawdza się system?

Na razie trudno formułować generalne osądy. Z naszych danych wynika, że w samym październiku do 17 października ogłoszono 2976 dużych postępowań, zaś w okresie od 18 października do 31 października ogłoszono „tylko” 965 dużych (unijnych) postępowań. Dla analogicznego okresu w poprzednim roku, tj. dla października 2017 r., łączna liczba ogłoszonych unijnych zamówień wyniosła 2736. Z powyższych danych wynika, iż wielu zamawiających starało się wszcząć swoje postępowania wcześniej, przed wejściem w życie obowiązku elektronizacji dla dużych zamówień.

Czyli w papierze?

Tak, ale to jest naturalny sposób postępowania, który obserwujemy regularnie przy każdej dużej nowelizacji prawa zamówień publicznych, kiedy to zamawiający starają się wszcząć swoje postępowania jeszcze na starych, dobrze im znanych przepisach. W każdym razie postępowania wszczynane od 18 października 2018 r. są prowadzona w elektronice. Z raportów, jakie na bieżąco otrzymujemy w zakresie funkcjonowania udostępnionego przez Urząd narzędzia – miniPortalu – wynika, że problemy dotyczą głównie kwestii użytkowych, czyli np. ktoś zapisze dokument nie w tym formacie, co należy, prześle nie ten dokument, co chciał, albo np. zaszyfrował ofertę, ale nie z tego postępowania, na które aplikuje. W tym momencie system nie otworzy takiej oferty w tym konkretnym postępowaniu, bo kod przypisuje tę ofertę do innego postępowania.

I co wtedy? Czy może się poprawić?

Jeśli się zorientuje i zdąży, to taki błąd można poprawić. Nie chciałbym jednak takich sytuacji demonizować, bo to jest dokładnie taka sama okoliczność, jaka może zaistnieć w postępowaniach prowadzonych na papierze. Wystarczy, że składając tego samego dnia kilka ofert w różnych miejscach, pomyli się koperty i włoży się do nich nie te oferty, co należy. W tych papierowych zamówieniach wykonawca nic już nie może zrobić, bo jego oferta zamiast pojechać do Łodzi, pojedzie do Krakowa. I w przypadku e-zamówień jest dokładnie taka sama sytuacja.

Kto w takim razie bardziej nie odnajduje się w elektronizacji: zamawiający czy wykonawcy?

Chyba za wcześnie jest, by móc na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ w tym momencie my, jako Urząd, mamy doświadczenia tylko z tym narzędziem, które jest dostępne na stronie internetowej Urzędu Zamówień Publicznych, czyli miniPortalem. Możemy powiedzieć, że zainteresowanie jest równe i po stronie zamawiających, i wykonawców. Oczywiście w pierwszej fazie większe zainteresowanie było po stronie zamawiających, bo oni chcieli wszcząć postępowanie i ta wiedza była dla nich istotna. Teraz natomiast odnotowujemy dosyć duże zainteresowanie wykonawców, bo oni muszą aplikować na te wszczęte już postępowania, składając oferty. Zainteresowanie jest duże. W okresie testów nasze rozwiązanie miniportalowe podobało się podmiotom, które w tych testach uczestniczyły, ze względu na prostotę i przyjazność dla użytkownika. Do tej pory otrzymujemy bardzo pozytywne opinie dotyczące sposobu przygotowania instrukcji obsługi czy filmików instruktażowych, które udostępniliśmy na naszej stronie internetowej. Nie mamy natomiast wiedzy na temat szczegółów funkcjonowania innych, komercyjnych instrumentów dostępnych na rynku. Owszem zdarza się, że na naszą infolinię dzwonią osoby, by dowiedzieć się, co mają zrobić w danej sytuacji technicznej zaistniałej na narzędziu komercyjnym, ale tu nic im doradzić nie możemy poza tym, że należy czytać regulaminy i indywidualne zasady funkcjonowania danych narzędzi, i następnie według nich postępować.

miniPortal przygotowany przez Urząd Zamówień Publicznych jest wiodący, ale rozumiem, że zamawiający mają pełną swobodę wyboru i decydowania, czy chcą skorzystać z niego, czy też innych rozwiązań dostępnych na rynku…

Dziękuję za to stwierdzenie o wiodącej roli miniPortalu. Myślę, że jest ono miłe dla naszych pracowników, którzy bardzo się zaangażowali w wymyślenie i budowę tego narzędzia. Natomiast w zakresie wyboru przez zamawiających narzędzia elektronicznego tutaj oczywiście zamawiający mają pełną swobodę. Ważne jest tylko, aby ten inny portal zapewniał komunikację elektroniczną oraz możliwość składania i szyfrowania ofert z zachowaniem obowiązujących w tym zakresie regulacji.

Zapytam nieco przewrotnie: skoro miniPortal zbiera tak dobre oceny, to może nie należy nic zmieniać?

To jest trudne pytanie. W elektronizacji zawsze można coś zmienić, poprawić, uczynić bardziej funkcjonalnym, intuicyjnym, wprowadzić większą lub mniejszą innowację.

Jeżeli chodzi o miniPortal, to został on przygotowany z myślą o tych dwóch funkcjonalnościach, mianowicie zapewnieniu komunikacji elektronicznej między zamawiającymi a wykonawcami i umożliwieniu składania i szyfrowania ofert. miniPortal został również przygotowany dla zapewnienia bezpłatnego narzędzia dla zamawiających, którzy rzadko prowadzą postępowania, by nie musieli ponosić znaczących kosztów takiej elektronizacji. Pamiętam sytuację sprzed roku, kiedy miała wejść elektronizacja postępowań o udzielenie zamówień publicznych i mieliśmy sytuację analogiczną do tej, która miała miejsce w sektorze usług związanych z RODO, kiedy nastąpiła gorączka związana z płatnymi usługami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Do nas też rok temu zgłaszali się zamawiający, w szczególności małe gminy, które prowadzą kilka czy kilkanaście postępowań w roku i otrzymywały oferty komercyjne, które opiewały na 120 tys. zł za roczne licencje. Zamawiający pytali, co mają w takiej sytuacji zrobić, bo jeśli przykładowo zamawiający prowadzi 10 postępowań w roku, to sama tylko elektroniczna obsługa jednego postępowania będzie go kosztowała 12 tys. zł. Ale byli i tacy zamawiający, którzy mieli tylko trzy czy cztery postępowania w roku i opłacenie takiej licencji stanowiło dla nich nie lada problem. Dla takich więc zamawiających został pomyślany miniPortal. By pomóc zapewnić podstawowe funkcjonalności związane z elektronizacją zamówień. Natomiast to narzędzie nie aspiruje do tego, żeby obsługiwać takich zamawiających jak przykładowo Polska Grupa Górnicza, która ma swoją działającą i sprofilowaną pod swoje potrzeby platformę zakupową pełniącą rolę analityczną i zawierającą wiele dodatkowych funkcjonalności. Narzędzie Urzędu miało zapewnić tylko komunikację elektroniczną oraz możliwość składania i szyfrowania ofert, i tę rolę spełnia. Warto również odnotować, że jego pojawienie się na rynku spowodowało obniżenie cen ofert komercyjnych. Obecnie komercyjne narzędzia kosztują od 6 do 12 tys. zł rocznie. Samo więc wprowadzenie miniPortalu spowodowało obniżenie cen narzędzi komercyjnych kilkunastokrotnie. Myślę też, że okoliczność istnienia pluralizmu takich narzędzi wpływa bardzo dobrze na podniesienie ich jakości. Praktyka dowodzi, iż początek działania każdego systemu informatycznego wiąże się z błędami i wpadkami. Tak naprawdę wszyscy musimy nauczyć się obsługi elektronicznych zamówień publicznych i zmienić filozofię w tym zakresie. Domykając temat miniPortalu, dodam, że nie jest to narzędzie analityczne. On nie ma modułu BI (business intelligence), który pozwala na szeroką analizę zamówień. Skoro zaś rozmawiamy o rynku zamówień publicznych, który w ubiegłym roku liczył ponad 200 mld zł, to wszyscy zgodzimy się co do tego, że warto wiedzieć, jak ta olbrzymia kwota pieniędzy na rynku jest wydawana, na co i jakie problemy są z tym związane. Do tego potrzebne są szczegółowe moduły analityczne. miniPortal jest rozwiązaniem przejściowym, czyli takiej możliwości nie daje. Budowana obecnie duża Platforma e-Zamówień przewiduje rozwiązanie, które pozwoli analizować postępowania, pozwoli analizować rynek zamówień publicznych.

Unijna dyrektywa 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych dotyczy wyłącznie zamówień powyżej progów unijnych. Dlaczego w takim razie polski ustawodawca wprowadził wymóg, dziś odroczony w czasie, korzystania z elektronicznego udzielenia zamówień publicznych w przypadku przetargów poniżej progów unijnych? Są kraje, jak np. Niemcy, gdzie mimo funkcjonowania takiego systemu wybór, czy z niego korzystać, czy nie, należy do zamawiających…

Nie chcę wypowiadać się w tej kwestii na temat innych krajów, bo każdy z nich ma pewną swobodę postępowania i podejmuje odpowiednie dla niego decyzje. Natomiast trzeba pamiętać, że każdy z tych krajów przewiduje różne wyjątki. Jak wspomniałem na wstępie, nawet w Korei, o której się mówi, że przeszła na elektroniczne zamówienia, po bliższym przyjrzeniu można zauważyć, że tylko około 66% ogółu zamówień jest udzielanych elektronicznie. Dodatkowo istnieją jeszcze wyłączenia kwotowe i podmiotowe, kiedy korzystanie z centralnej platformy nie jest wymagane.

Natomiast w naszym systemie małe zamówienia wejdą do e-zamówień nieco później, ale – co pragnę podkreślić – nie ma zakazu, aby już dziś były one udzielane elektronicznie. Tak została przygotowana nowelizacja przepisów, aby ci zamawiający – i duzi, i mali, którzy nie chcą prowadzić podwójnych standardów i wszystko chcą już wcześniej robić elektronicznie, mieli taką możliwość. I to już od 18 października 2018 r.

Czy elektroniczne otwarcie ofert różni się od papierowego? Czy wykonawca może śledzić tę procedurę online, czy też może być fizycznie obecny?

Nie ma otwarcia online, bo przepisy w tym zakresie się nie zmieniły. Otwarcie ofert ma być publiczne. Wykonawcy mogą się udać na otwarcie do zamawiającego i może nastąpić otwarcie czy na komputerze, czy na rzutniku. Nie ma żadnych problemów w tym zakresie. Jeśli nie chcą być na otwarciu, to mogą się zapoznać z informacją z otwarcia albo samemu ją pobrać z systemu, narzędzia, które oferuje taką funkcjonalność.

Czy elektronizacja zamówień publicznych wprowadziła jakąś nową procedurę, której wcześniej nie było, a która może być ważna np. dla radców prawnych, którzy biorą udział w postępowaniach po stronie wykonawców?

Oczywiście trzeba zwracać uwagę na techniczny sposób składania oferty, czyli pilnować szyfrowania oferty, czego wcześniej nie było. Tak naprawdę są to jednak kwestie administracyjne, techniczne, które nie muszą dotyczyć samych tylko radców prawnych. Elektronizacja zmieniła tylko kwestię sposobu komunikacji i sposobu składania i szyfrowania ofert. Pozostałe kwestie nie uległy zmianie. Nadal potrzebny jest wkład pracy, trzeba przygotować ofertę, ktoś musi ją wycenić etc. Jeżeli dana oferta została w jakiś sposób nieprawidłowo wyceniona, to uruchamiane są normalne procedury oceny takiej oferty, w których do tej pory uczestniczyli radcowie prawni, reprezentując swoich klientów. Oczywiście kwestia przekazywania dokumentów jest łatwiejsza w przypadku elektroniki, nie trzeba ich kserować, skanować itd. Natomiast cały warsztat pracy radcy prawnego nie ulegnie zmianie. Zmienić mogą się jedynie kwestie administracyjne, techniczne związane ze składaniem oferty, dowodzeniem, czy ona była złożona w terminie, czy nie. Proces ustalania, czy dana oferta wpłynęła minutę przed upływem terminu, czy minutę po, będzie analogiczny jak dotychczas. Tyle tylko, że teraz będziemy się spierać nie o fizyczny wpływ dokumentów, lecz o elektroniczny, o przedstawianie elektronicznych dowodów tego wpływu w odpowiednim czasie.

Nie wszystkie oświadczenia składane w postępowaniu o udzielenie zamówienia będą składane wyłącznie w oryginale. Oświadczenia będą mogły być składane w kopii poświadczonej za zgodność z oryginałem, opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Czy autoryzację stanowi sam ten podpis, czy konieczna jest jeszcze jakaś formuła?

Będzie dokładnie tak, jak stanowi rozporządzenie Ministra Przedsiębiorczości i Technologii zmieniające rozporządzenie w sprawie rodzajów dokumentów, jakich może żądać zamawiający od wykonawcy w postępowaniu o udzielenie zamówienia, czyli podpis kwalifikowany na kopii dokumentu elektronicznego stanowi potwierdzenie za zgodność z oryginałem tego dokumentu. Pozostaje oczywiście kwestia techniczna samego podpisu kwalifikowanego. Ale w tym zakresie tak zdecydował nasz ustawodawca i trzeba się dostosować. Myślę, że radcowie w swojej codziennej pracy często wykorzystują taki podpis elektroniczny, więc nie sądzę, żeby ta kwestia również komplikowała ich pracę.

A jak wygląda wniesienie wadium w postępowaniu elektronicznym?

W tym zakresie jako Urząd wydaliśmy opinię. Dokument wadium, tak jak każdy inny dokument w postępowaniu elektronicznym o udzielenie zamówienia, powinien być wniesiony w formie elektronicznej. W praktyce tak naprawdę instytucje wystawiające tego rodzaju dokumenty powinny je wystawić w formie elektronicznej. Z tego co wiem banki, instytucje finansowe czy ubezpieczyciele są przygotowani na to, żeby podpisywać elektronicznie.

Proszę też na tę kwestię spojrzeć od drugiej strony. Przykładowo na papierowym dokumencie gwarancji musi się podpisać dwóch przedstawicieli gwaranta. Jeden jest dzisiaj w Warszawie, drugi jest w Gdańsku. W tradycyjnej, papierowej formule może być kłopot i dokument będzie musiał krążyć, być podpisywany obiegiem lub oddzielnie pojedyncze dokumenty etc. Powstaje faktyczny kłopot. Teraz dzięki podpisom elektronicznym jest to dużo łatwiejsze: podpisuje jeden przedstawiciel i następnie można przesłać go do drugiego. Ten drugi podpisze elektronicznie i w ciągu kilkunastu minut mamy w pełni podpisany dokument. Sam również podpisuję dokumenty elektronicznie i mam bieżące doświadczenie w tym zakresie. Czasem mam z tym jakieś większe, czasem mniejsze problemy techniczne, ale nie zmienia to faktu, że są z tym związane pewne udogodnienia. Elektronizacja jak każda nowość ma swoje cienie, ale mimo wszystko jest to duże ułatwienie.

Co stanie się z ofertą w systemie e-zamówienia, jeśli w trakcie jej składania zawiesi się system?

To zależy od okoliczności faktycznych, czy będzie jeszcze czas na jej złożenie, czy nie, który system się zawiesił (wykonawcy czy zamawiającego) etc. Jeśli termin składania ofert już minął, to oferty po prostu nie ma. To może być też niestety ryzyko składania oferty w ostatnim momencie. Dlatego ja zalecam, aby nie czekać z tym na ostatnią chwilę. Bo można przykładowo po prostu nie mieć połączenia z internetem. Tych sytuacji mogą być dziesiątki, ale to jest dokładnie to co dzisiaj: jadę samochodem zawieźć dokumentację przetargową i łapię gumę. Sam przeżywałem podobne sytuacje w przeszłości, w swojej praktyce radcowskiej. Sytuacje, gdy moi klienci składali ofertę do profesjonalnego kuriera dzień czy dwa dni wcześniej, ale nie zaznaczyli, że przesyłka musi być złożona u konkretnego odbiorcy przed określoną godziną danego dnia. I kurier tego dnia przesyłkę doręczał, ale czasami już po wyznaczonej godzinie składania ofert. W takiej sytuacji nic się nie dało z taką ofertą zrobić. Nie dało się jej przywrócić, nie dało się jej sanować, nie dało się, żeby ona wygrała postępowanie, niezależnie od tego jak bardzo konkurencyjna mogła być. Analogiczne sytuacje będą występować w przypadku elektronizacji. To będą niestety codzienne, użytkowe kwestie, których nikomu nie życzę, ale które na pewno będą się zdarzać i musimy być na to przygotowani. Myślę, że w tym zakresie powstanie też orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej, które ułatwi nam interpretowanie poszczególnych sytuacji.

Urząd Zamówień Publicznych pracuje nad zupełnie nową ustawą Prawo zamówień publicznych. Czy mógłby pan uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, jak będą wyglądały najważniejsze zmiany w stosunku do obowiązującego prawa?

To jest kłopotliwe pytanie, ponieważ jestem zobowiązany utrzymać szczegółowe, merytoryczne kwestie w tajemnicy. W zakresie szczegółów merytorycznych uchylę się na tym etapie od ich ujawniania z uwagi na to, że będą konsultacje i wszyscy będą mieli równy czas na zapoznanie się z propozycjami i na uwagi. Po ogłoszeniu projektu ustawy chętnie umówię się na bardziej szczegółową rozmowę w tym zakresie.

Czy w zakresie elektronizacji kancelarie prawne powinny się na coś szczególnie przygotować?

Wydaje mi się, że nie ma tu żadnych szczególnych trudności, bo procedura jako taka nie ulega zmianie. Wiem, że są prowadzone szkolenia z różnych narzędzi i że najpopularniejszy w zakresie zdobywania umiejętności korzystania z niego jest miniPortal; z tego zapewne powodu, że jest to narzędzie otwarte. Każdy może więc się na nim zalogować i próbować prowadzić postępowania. Wiem, że nawet w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie takie szkolenie było prowadzone. I bardzo dobrze. Niech takie szkolenia się odbywają i niech pokazują możliwości systemu. Niech narzędzia się benchmarkują. Wszystkie narzędzia mają swoje kłopoty. My o tych kłopotach miniPortalu mówimy otwarcie i pracujemy nad ich minimalizacją i zmianami w tym zakresie. Natomiast siłą rzeczy wiemy też o kłopotach innych portali komercyjnych czy narzędzi. Z punktu widzenia zaś samych radców prawnych konieczne jest zawsze zapoznawanie się z regulaminami czy instrukcjami obsługi, żeby wiedzieć, jak który portal funkcjonuje. Obecnie nie ma ich wiele, więc w miarę łatwo i szybko można się z tym zapoznać.

Czy ta data 1 stycznia 2020 r. jest w jakimś stopniu zagrożona, bo ma dotyczyć największej liczby zamawiających i wykonawców? Nie widzę dziś takiego zagrożenia. Natomiast zawsze może być podjęta strategiczna decyzja, żeby dać jeszcze więcej czasu małym zamawiającym i małym wykonawcom na przygotowanie się do elektronizacji. Najpierw jednak zbierzmy doświadczenia po roku funkcjonowania e-zamówień u dużych zamawiających. Zobaczmy, jakie są dane i wnioski, oraz je przeanalizujmy. Jeśli będzie widać, że rynek nie jest gotowy na pełną elektronizację zamówień, to myślę, że naturalną koleją rzeczy będzie rozważenie decyzji o przesunięciu wdrożenia tego rozwiązania dla zamówień podprogowych. Ale żeby była jasność: na razie takie rozważania nie są prowadzone. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, to pewnie będziemy się nad tym zastanawiać.