Marcin Zawiśliński: W tym roku obchodzimy 35-lecie powstania samorządu radców prawnych. W jakich okolicznościach doszło do jego utworzenia?

Andrzej Kalwas: Samorząd radców prawnych rodził się w dwóch nurtach. Pierwszy stanowili prawnicy, działający w ramach spotkań kołobrzeskich, które odbywały się regularnie od poł. lat 70. z inicjatywy dr. Józefa Zycha, późniejszego pierwszego prezesa KRRP. Drugi nurt był skupiony w ramach stowarzyszenia radców prawnych w Krakowie, które organizował mec. Jacek Żuławski. Obie grupy miały jeden nadrzędny cel: powołać samorząd radcowski w oparciu o odrębną ustawę o wykonywaniu zawodu radcy prawnego.

Wspomniana ustawa rodziła się w bólach. Dlaczego?

AK: Mieliśmy bardzo mocnych przeciwników, głównie ze strony władzy, którą reprezentowała Główna Komisja Arbitrażowa. Przeciwny uchwaleniu ustawy, stanowiącej organizacyjno-prawny fundament naszego samorządu, był również personalnie prezes ww. instytucji Edward Zachajkiewicz, który miał też wsparcie Lucjana Czubińskiego, ówczesnego Prokuratora Generalnego oraz dobre notowania w KC PZPR. Na szczęście udało nam się ostatecznie ten opór przełamać.

Dlaczego w ogóle doszło do wyodrębnienia zawodu radcy pranego? Jakie były przesłanki?

AK: Zacznijmy od tego, że radcy jako prawni doradcy przedsiębiorstw istnieli już de facto przed wojną w ramach adwokatury. To się zmieniło w czasach socjalizmu i trwało do lat 80. Chęć odłączenia się od adwokatów wyniknęła z potrzeby świadczenia pomocy prawnej podmiotom gospodarczym. Wówczas obowiązujące przepisy zabraniały łączenia pomocy prawnej świadczonej przedsiębiorcom z pomocą prawną dla osób fizycznych. Zbiegło się to w czasie z rodzącym się ruchem społecznym „Solidarność”, który na swoich sztandarach niósł m.in. hasło budowania samorządnej Rzeczpospolitej. My też postanowiliśmy się wtedy uniezależnić i stworzyć własny samorząd. Pomagali nam w tym również adwokaci. Przestali dopiero, jak się zorientowali, że stanowimy zbyt dużą siłę i co za tym idzie, konkurencję.

Ilu członków liczył samorząd w momencie jego powołania, czyli w1982 roku?

AK: Wówczas było nas ok. 12 tysięcy, tylu ile obecnie zrzesza OIRP w Warszawie. Do 1989 roku radcowie prawni działali tylko w oparciu o umowę o pracę, świadcząc usługi prawne tylko w przedsiębiorstwach dla tzw. gospodarki uspołecznionej, bo innych, z wyjątkiem nielicznych „badylarzy” oraz firm polonijnych, nie było. W tamtym czasie radca prawny, trzeba szczerze powiedzieć, był postrzegany jako zawód drugiej kategorii. Używając terminologii medycznej: adwokaci byli lekarzami, a my felczerami. To się zmieniło dopiero wraz ze zmianami ustrojowymi. Obecnie mamy takie same kompetencje co adwokaci, ale zaspokajamy inne potrzeby rynkowe. Świadczymy pomoc prawną nie tylko dla osób fizycznych i prawnych, ale także obsługujemy całą administrację publiczną, rządową i samorządową; w tym także policję, wojsko i służby mundurowe. Tam mogą bowiem działać tylko prawnicy zatrudnieni na etatach lub pozostający w stosunku służbowym.

Jakie wydarzenia w dotychczasowej historii samorządu uznałby pan za przełomowe?

AK: Przełomem w historii samorządu była końcówka lat 80. Dzięki uchwalonej wówczas ustawie o działalności gospodarczej, której inicjatorem był minister Wilczek, w myśl zawartego w niej art. 24 mogliśmy w o wiele szerszym niż dotychczas zakresie świadczyć pomoc prawną na własny rachunek w kancelariach łącząc ją z mozliwością wykonywania na umowę o pracę lub w stosunku służbowym. Było to nasze wielkie osiągnięcie. Zmotywowało to wielu radców prawnych, w tym także mnie, do założenia własnych kancelarii, które z powodzeniem działają do dziś. Moja istnieje już od 27 lat.

Inne ważne wydarzenie zwiśzane jest z 1997 rokiem, w którym „zostaliśmy ubrani” w togi. Drogę do nowelizacji naszej ustawy otworzyła nowelizacja KPC, a w szczególności jej art. 87 dotyczący pełnomocnictwa. Po zmianie treści art. 4 naszej ustawy mogliśmy być pełnomocnikami osób fizycznych nie prowadzących działalności gospodarczej we wszystkich sprawach z wyłączeniem obron karnych, których wtedy nie chcieliśmy.

Kolejnym istotnym wydarzeniem było nasze wejście do Rady Palestr i Organizacji Prawniczych Unii Europejskiej (CCBE) w 1999 roku. W 2005 roku konsekwencją członkostwa Polski w UE było objęcie nas również dyrektywą o swobodzie przepływu prawników na terenie całej Unii. Dzięki niej możemy samodzielnie świadczyć pomoc prawną na terenie całej Europy.

Adwokaci i radcowie prawni posiadają dziś takie same kompetencje. Nie obawia się pan, że za kilka lat historia zatoczy koło i dojdzie do ponownego połączenia obu zawodów?

AK: Odpowiem pytaniem na pytanie. A czy interes publiczny zyskałby na tej fuzji? Moim zdaniem nikt i nic na tym nie zyska. Czy zyskałby na tym cały wymiar sprawiedliwości? Czy sąd byłby mądrzejszy? Również nie. Wskutek wchłonięcia nas do bliżej nieokreślonej, nowej adwokatury, zawód radcy prawnego de facto przestałby istnieć. Oba samorządy nie mają w tym żadnego interesu. Szczególnie, od kiedy udało nam się wywalczyć własne stroje urzędowe, które są wzorowane na przedwojennych togach Prokuratorii Generalnej, wydaje się to tym bardziej bezsensowne. Poza tym, w przeciwieństwie do nas, adwokaci nie mogą świadczyć usług prawnych, będąc w stosunku pracy lub służbowym wobec swojego zleceniodawcy.

Jaka przyszłość czeka zawód radcy prawnego?

AK: Moim zdaniem dobra, pod jednym wszakże warunkiem. Radca prawny XXI wieku powinien być bardzo dobrze, wszechstronnie wyedukowanym prawnikiem, znającym języki obce . Musi być dobrze przygotowany na zmieniające się otoczenie ekonomiczne oraz technologiczne. Moje obawy budzi jednak ogromna rzesza radców prawnych, świadczących swoje usługi na polskim rynku. Ich ilość nie przechodzi bowiem, niestety w jakość. Jest to rezultat tzw. niekontrolowanego otwarcia zawodów prawniczych. Nie da się w tłumie, bez osobistych mentorów i mistrzów, skutecznie wyszkolić radcy prawnego.

Jak temu przeciwdziałać?

AK: Przede wszystkim należałoby przywrócić część ustną egzaminu radcowskiego. Dobry prawnik, reprezentując swoich klientów przed sądem, musi umieć mówić, precyzyjnie formułować myśli, argumentować i przekonywać. Powinniśmy też istotnie zwiększyć wymagania kwalifikacyjne w toku aplikacji.

Musimy także kierować się własnym kodeksem etyki zawodowej oraz dbać o jakość pracy sądu dyscyplinarnego. Nie zapominajmy, że zgodnie z art. 17 Konstytucji RP z 4 kwietnia 1997 r., o którego zapis też walczyliśmy, radca prawny zaliczany jest do grona zawodów zaufania publicznego. Warto podkreślić, że twórcą ostatecznego brzmienia tego przepisu był nasz przedstawiciel, prof. Michał Kulesza. Powinniśmy również stawiać na kompetentnych, odważnych i doświadczonych w pracy zawodowej dziekanów okręgowych izb oraz członków prezydium KRRP. Powinny to być osoby z wielkim autorytetem, wykonujące zawód radcy prawnego oraz znające jego realia z własnych aktualnych doświadczeń zawodowych.