24 godziny w Le Mans? Dlaczego nie!

0

ROZMOWA Z ANNĄ SOBOTKĄ, RADCĄ PRAWNYM I MOTOCYKLISTKĄ

Skąd wzięła się u ciebie motocyklowa pasja? Gdzie są jej początki?

Moje pierwsze wspomnienie dwóch kół pochodzi z wczesnego dzieciństwa. Wtedy moje zainteresowanie sprowadzało się jedynie do obserwacji z wypiekami na twarzy sąsiada jeżdżącego motocyklem. Sama zaczęłam jeździć dopiero w wieku 20 lat.

Zaczęłaś jeździć i…?

fot. Archiwum prywatne A. Sobotki

W czasie studiów jeździłam dużo, głównie po Polsce, chociaż zdarzały się również dalsze podróże, np. do Hiszpanii. Motocykl ułatwiał poznawanie nowych osób, tym bardziej że w tamtych czasach widok kobiety na motocyklu był czymś niecodziennym. Dziś powoli to się zmienia i kobiety na motocyklu już nie dziwią na zwykłej drodze, ale na torze wyścigowym nadal tak… Naturalną konsekwencją miłości do sportowych motocykli była właśnie próba sił na torze. Pamiętam jak dziś te wrażenia, te emocje… Wydawało mi się, że po wielu latach jazdy na ulicy umiem już naprawdę wiele. Jednak tor okazał się zupełnie inną bajką. I wyzwaniem. Treningi szybko stały się przygotowaniem do wyścigów, a po startach w Polsce przyszedł czas startów w zawodach za granicą.

Co takiego odnalazłaś w szybkiej jeździe na motocyklu?

Wtedy nie zastanawiałam się zbyt wiele nad tym, co mi daje ta pasja, poza tym jazda zawsze sprawia mi przyjemność, że żyję od jednego wyjazdu na tor do kolejnego. O tym, co to naprawdę dla mnie znaczyło, dowiedziałam się wiele lat później, bo oczywiście pasja pasją, ale… Po ukończeniu studiów prawniczych i aplikacji radcowskiej przyszedł czas na rozwój własnej kancelarii, obsługę klientów, olbrzymią odpowiedzialność i… kompletny brak czasu na to, co mnie do tej pory pasjonowało. Na początku próbowałam to pogodzić, ale przed każdym wyjazdem był stres, czy zdążę wszystko zrobić, a na torze myślałam już tylko o tym, co mam do zrobienia po powrocie. Postanowiłam na chwilę odwiesić kombinezon na wieszak, odstawić kask na półkę a motocykl przykryć, żeby się nie kurzył. Wygrał rozsądek. Jednak nadal brałam udział w wyścigach. W wyścigach przede wszystkim z czasem, bo tak trzeba nazwać prowadzenie własnej kancelarii. Przerwa w przygodzie z motocyklem trwała kilka ładnych lat. Obudziłam się w momencie, kiedy spędzałam całe dnie w pracy i gdzieś zniknęły radość życia, marzenia do spełnienia i satysfakcja.

I co wtedy zrobiłaś?

Wtedy postanowiłam zwolnić i zadbać o siebie. Pojechałam na pierwsze po latach treningi i nagle poczułam to, co kiedyś – kiedy mam czas dla siebie, kiedy mam kask na głowie i w 100% muszę skupić się na jeździe – satysfakcję z pokonywania kolejnych własnych ograniczeń i lęków.

Jak dziś wygląda twoje życie w motocyklowym świecie?

fot. Archiwum prywatne A. Sobotki

Obecnie trenuję z zawodnikami z mistrzostw świata. Dojrzałam do tego, żeby uczyć się od najlepszych, a jednocześnie robić to w bezpieczny sposób. Przed treningiem ustalam z instruktorem zadanie do wykonania, a potem oglądamy razem nagranie z kamery i wiem, jakie elementy muszę poprawić. Poznaję też nowe tory często znane z telewizji z wyścigów MotoGP czy Formuły 1, położone we Włoszech, w Hiszpanii, we Francji czy w Grecji. Czuję, że się rozwijam, a tak naprawdę, że wracając z treningów, jestem zmęczona fizycznie, ale zrelaksowana psychicznie i gotowa na kolejne wyzwania związane z pracą i zwyczajną codziennością. Lubię taki aktywny sposób spędzania wolnego czasu.

Co takiego jest w motocyklu, co mogłabyś polecić innym, ciężko zapracowanym koleżankom i kolegom po fachu?

Motocyklom zawdzięczam również poznanie ciekawych osób, z którymi z łatwością od pierwszego zdania potrafię znaleźć wspólny język, mimo że często używają języka obcego, którego wcale nie znam. I nie mają znaczenia ani wiek, ani płeć. Łączy nas jedno: pasja. Dzięki treningom na zagranicznych torach, na których poznałam wielu zawodników serii MotoGP, World Superbike czy Endurance World Championship, mam okazję oglądać od zaplecza świat wyścigów motocyklowych. Muszę przyznać, że największe wrażenie robią wyścigi długodystansowe – 24-godzinne w Le Mans czy Bol d’Or. Start w takich wyścigach to moje wielkie marzenie. Kto wie, może całkiem realne? Z radością zaobserwowałam też jeszcze jedną dużą zmianę. Obecnie dużo więcej kobiet jeździ na motocyklach, w tym wiele kobiet z branży prawniczej. Śmiejemy się, że nigdy nie wiesz, kto się kryje pod kaskiem.

Czyli wszystkie kobiety na motocykle?

Tak! 

Rozmawiała Ewa Urbanowicz(również motocyklistka)

fot. Archiwum prywatne A. Sobotki