Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych ma zlikwidować zatory płatnicze. Czy tak się stanie?

Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych (dalej: u.t.z.t.h.), która wdrożyła do polskiego systemu prawnego dyrektywę 2011/7/UE[1], jest w mojej opinii najważniejszą dla polskich przedsiębiorców specustawą z ostatnich kilku lat, której celem była i jest walka z tzw. zatorami płatniczymi, a w konsekwencji zwiększenie moralności płatniczej wśród przedsiębiorców. Rządowe Centrum Legislacji opublikowało projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych (UD 429[2], dalej jako projekt), który wprowadza znaczące zmiany do u.t.z.t.h. Projekt zakłada wejście w życie nowych przepisów już 1 czerwca 2019 r. (z wyjątkiem zmian podatkowych, które mają wejść w życie 1 stycznia 2020 r.) i jest obecnie na etapie opiniowania, stąd warto przyjrzeć się bliżej proponowanym zmianom.

Z moich rozmów z przedsiębiorcami wynika, że świadomość funkcjonowania mechanizmów prawnych umożliwiających wprost przeniesienie kosztów odzyskiwania należności wynikających z transakcji handlowych na dłużników jest niestety w dalszym ciągu znikoma.

40 euro i nie tylko

Dla przypomnienia u.t.z.t.h. wprowadziła w 2013 r. nowy rodzaj odsetek należnych przedsiębiorcom od ich kontrahentów, tj. odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych (zob. art. 7 i 8 u.t.z.t.h.). Natomiast dzień nabycia uprawnienia do tych właśnie odsetek ustawodawca powiązał z uprawnieniem przedsiębiorcy – wierzyciela do żądania od swoich dłużników równowartości kwoty 40 euro przeliczonej na złote według średniego kursu euro ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski ostatniego dnia roboczego miesiąca poprzedzającego miesiąc, w którym świadczenie pieniężne stało się wymagalne, stanowiącej rekompensatę za koszty odzyskiwania należności (zob. art. 10 ust. 1 u.t.z.t.h.). W dużym uproszczeniu można sprowadzić działanie wyżej wymienionych przepisów do tego, że do każdej faktury VAT, jaką dany przedsiębiorca wystawił innemu przedsiębiorcy z tytułu zawartej między nimi transakcji handlowej, mógł on doliczyć równowartość 40 euro za sam fakt przekroczenia terminu płatności choćby o jeden dzień. Ale to nie wszystko, ponieważ ustawodawca dodał także wprost, że wierzycielowi przysługuje również zwrot w uzasadnionej wysokości poniesionych kosztów odzyskiwania należności przewyższających ww. ekwiwalent 40 euro (zob. art. 10 u.t.z.t.h.).

Wejście w życie u.t.z.t.h. wiązało się również z ustaleniem maksymalnych terminów zapłaty w transakcjach handlowych, które wynoszą odpowiednio 60 dni w transakcjach handlowych, w których dłużnikiem nie jest podmiot publiczny (liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi) oraz 30 dni tam, gdzie dłużnikiem jest podmiot publiczny. Ustawodawca zastosował przy tym pewien wentyl bezpieczeństwa w postaci zastrzeżenia, że strony w umowie mogą wyraźnie ustalić inaczej, ale pod warunkiem że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela (zob. art. 7 i 8 u.t.z.t.h.). Jednocześnie ustawa podaje główne kryteria, na podstawie których należy dokonać oceny, czy postanowienia umowne są rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela, czy też nie, i wymienia tu przykładowo rażące odstępstwa od dobrych praktyk handlowych, które naruszają zasadę działania w dobrej wierze i zasadę rzetelności, a także właściwość towaru lub usługi, które są przedmiotem transakcji handlowej (zob. art. 11 u.t.z.t.h.).

Niewątpliwie u.t.z.t.h. dostarczyła narzędzi prawnych mających potencjał do zrewolucjonizowania obrazu zarządzania wierzytelnościami w polskich przedsiębiorstwach.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

  • W uzasadnieniu do projektu autorzy powołują się na przykład na Europejski Raport Płatności Intrum Justitia 2017, z którego wynika m.in., że:
  • 78% przedsiębiorców otrzymuje zapłatę 30 dni po terminie, a 13% czeka na nią nawet do 60 dni;
  • doliczając do tego średni termin zapłaty wskazany na fakturze, daje to dwa lub trzy miesiące bez wpływów na konto firmy;
  • aż 45% przedsiębiorców uważa, że jest to celowe działanie ich kontrahentów;
  • aż 52% polskich firm zostało zmuszonych do zaakceptowania dłuższych terminów płatności;
  • średni odsetek przeterminowanych należności w dużych przedsiębiorstwach jest znacznie mniejszy niż w sektorze MSP (duże – 15,7%, mikro – 21,5%, małe – 22,4%, średnie – 24%)[3].

Powyższa sytuacja odbija się negatywnie na gospodarce, ponieważ w dalszym ciągu powstają zatory płatnicze, przedsiębiorcy muszą dodatkowo inwestować środki w przeterminowane należności, nie wspominając nawet o osłabieniu inwestycji, rozwoju przedsiębiorstw czy konieczności podnoszenia cen produktów lub usług.

Mikroprzedsiębiorcy lepiej chronieni

Przechodząc do nowelizacji, projektodawca kładzie wyraźny nacisk na wzrost ochrony mikroprzedsiębiorcy w relacji z dużym przedsiębiorcą. Przede wszystkim termin zapłaty określony w umowie nie może przekraczać 60 dni, jeżeli dłużnikiem zobowiązanym do zapłaty za towary lub usługi jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem jest mikroprzedsiębiorca, mały albo średni przedsiębiorca w rozumieniu rozporządzenia nr 651/2014[4]. Oznacza to znaczący wyłom od ogólnej zasady, że strony mogą w umowie wyraźnie ustalić dłuższy termin płatności, pod warunkiem że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela. Ponadto projektodawca wprowadza domniemanie prawne dotyczące tego, kto jest dużym przedsiębiorcą, jak również na poziomie ustawowym wyłącza możliwość powoływania się dłużnika przeciwko wierzycielowi na oświadczenia wskazujące, że ten ostatni nie jest mikroprzedsiębiorcą, małym przedsiębiorcą albo średnim przedsiębiorcą w rozumieniu rozporządzenia nr 651/2014.

W ślad za wyżej opisanym rozwiązaniem, stanowiącym nader istotne ograniczenie zasady swobody umów z art. 353(1) k.c., projektodawca wskazuje na sankcje grożące tym podmiotom, które ustalą dłuższy termin płatności w swoich umowach. Otóż przyjmuje się wówczas, że wierzycielowi, który spełnił swoje świadczenie, po upływie 60 dni przysługują odsetki za opóźnienie w transakcjach handlowych, co z kolei aktywuje możliwość doliczenia do należności równowartości kwoty 40 euro oraz zwrot w uzasadnionej wysokości poniesionych kosztów odzyskiwania należności przewyższających tę kwotę.

120 dni robi różnicę

Idąc dalej w walce z występującymi na rynku patologiami w postaci jeszcze dłuższych terminów płatności, projektodawca daje nowe możliwości wierzycielom w sytuacji, w której termin zapłaty przewidziany w umowie przekracza 120 dni. Po pierwsze taki wierzyciel może odstąpić od umowy albo ją wypowiedzieć ze skutkiem natychmiastowym. Po drugie jeśli wierzyciel wypowie taką umowę, należności przysługujące mu od dłużnika z tytułu już dostarczonych towarów lub wykonanych usług stają się wymagalne w terminie trzech dni roboczych od dnia złożenia dłużnikowi oświadczenia o wypowiedzeniu. I wreszcie po trzecie jeśli wierzyciel odstąpi od takiej umowy, stosuje się przepis art. 395 § 2 k.c., zgodnie z którym umowa uważana jest wówczas za niezawartą, natomiast to, co strony już świadczyły, ulega zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu. Za świadczone usługi oraz za korzystanie z rzeczy należy się drugiej stronie odpowiednie wynagrodzenie.

Dodatkową sankcją za brak zapłaty w umówionym terminie przez dużego przedsiębiorcę na rzecz przedsiębiorców z sektora MSP będzie podwyższenie należnych odsetek za opóźnienie w transakcjach handlowych o dodatkowy punkt procentowy.

Zgodnie z danymi statystycznymi[5] na 1,914 mln przedsiębiorstw działających w Polsce aż 1,911 mln z nich to MSP. O ile troska o mikroprzedsiębiorców oraz małe i średnie przedsiębiorstwa w ich relacjach z dużymi przedsiębiorstwami jest w pełni zrozumiała i zasługuje na aprobatę, o tyle zdziwienie budzi brak ochrony dla tych najmniejszych w zestawieniu z tymi małymi i średnimi. Bo czy dla mikroprzedsiębiorcy istnieje większa różnica pomiędzy tym, czy jego kontrahent zatrudnia do 250 pracowników, czy też jego poziom zatrudnienia przekracza ten pułap (por. definicje MSP z Załącznika I do rozporządzenia nr 651/2014)? Podobnie czy stanowi dla niego większą różnicę pułap rocznych obrotów na poziomie powyżej 10 mln euro? W konsekwencji nawet mały przedsiębiorca jest w mojej opinii „duży” dla mikroprzedsiębiorcy, a co za tym idzie ich pozycja na rynku może być bardzo nierówna. W kontekście opisywanych tutaj rozwiązań na rzecz poprawy dyscypliny płatniczej w obrocie gospodarczym, które należy uznać za efektywne i idące w dobrym kierunku, rozsądny wydaje się również postulat dalszego poszerzenia ochrony dla mikroprzedsiębiorców w ich transakcjach handlowych zawieranych nie tylko z dużymi przedsiębiorcami, ale także z reprezentantami sektora MSP.


[1]    Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16 lutego 2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych (Dz.Urz. UE L 48 z 23 lutego 2011r., s. 1, z późn. zm.).

[2]    https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12316111.

[3]    https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12316111.

[4]    Rozporządzenie Komisji (UE) z 17 czerwca 2014 r. uznające niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 Traktatu (Dz.Urz. UE L 187 z 26 czerwca 2014 r., s. 1, z późn. zm.).

[5]    Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2017 – s. 8, źródło: https://www.parp.gov.pl/images/PARP_publications/pdf/raport%20o%20stanie%20sektora%20msp%20w%20polsce_2017.pdf.