Są sposoby na tanie waluty

0

Częste wyjazdy służbowe za granicę mogą generować wysokie koszty walutowe, zwłaszcza gdy korzystamy ze sprawdzonych i komfortowych rozwiązań bankowych. Są jednak sposoby, by nie tracąc na wygodzie wydatki te znacząco obniżyć.

Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do tego, że w czasie podróży zagranicznych za usługi i zakupy płacimy przelewem lub kartą płatniczą. Dawno przestaliśmy się interesować kosztami tych transakcji. Dziś jednak coraz częściej łapiemy się na tym, że każda zagraniczna płatność kosztuje nas więcej niż się spodziewaliśmy, że gdzieś te ciężko zarobione złotówki gubimy.

Paweł Majtkowski

Rzeczywiście, za walutę oraz używanie kart za granicą płacimy coraz więcej. Dzieje się tak, dlatego że banki będąc coraz bardziej ograniczane w generowaniu łatwych zysków, szukają ich u detalicznych klientów, m.in. w kursach walut stosowanych przy przeliczaniu transakcji dokonywanych za granicą i opłat za wypłaty gotówkowe – tłumaczy Paweł Majtkowski (pawel@majtkowski.pl), analityk rynku finansowego.

Zmiany w cenach walut oraz w wysokościach opłat są dla nas w zasadzie niezauważalne, bo podczas dokonywania płatności nie możemy sprawdzić, ile tak naprawdę dana rzecz czy usługa będzie nas kosztowała – na koncie pojawia się blokada, a o wysokości obciążenia, czyli zastosowanego kursu waluty, dowiadujemy się dopiero później. Nie mamy też możliwości porównania, ile taka transakcja kosztowałaby nas, gdybyśmy walutę kupili poza bankiem. A różnice są duże. P. Majtkowski ocenia, że jeśli podróżujemy po strefie euro, to bank dolicza nam zwykle 2–3% kosztów transakcji. Jeśli jednak wyjedziemy poza strefę euro, to ta prowizja może wynieść nawet 8%. Zatem nawet najkrótszy pobyt za granicą może nas kosztować od kilkudziesięciu do kilkuset złotych więcej niż planowaliśmy. Można powiedzieć, że luksus kosztuje, ale są sposoby, by nie był taki drogi.

Gotówka z internetu

Podstawowym sposobem jest założenie rachunku w walucie obcej. Problem w tym, że oferowane przez banki w Polsce konta mogą dotyczyć tylko podstawowych walut – euro, dolarów amerykańskich, franków szwajcarskich i funtów brytyjskich. Dodatkowo, żeby środki znalazły się na koncie, musimy je skądś mieć lub kupić – albo w kantorze tego samego banku (wystarczy dyspozycja), albo w kantorze zewnętrznym – tradycyjnym lub internetowym. Ciekawszym i tańszym rozwiązaniem jest tu skorzystanie z kantoru internetowego. Kupujemy w nim walutę, a pieniądze są przelewane na nasze konto walutowe w banku. Zatem trzeba je mieć.

Internetowe kantory reklamują się, że kupując w nich walutę zaoszczędzimy znaczne kwoty. Ile? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale na pewno jest to opłacalne, bo korzysta z nich np. wielu frankowiczów. Jednak tu pojawia się jeszcze jeden problem, bo np. w przypadku dokonywania płatności w Chorwacji lub Czechach te tanio kupione euro i tak zostaną przeliczone na kuny lub korony po kursie bankowym.

Okazuje się, że rozwiązaniem są konkurencyjne wobec banków aplikacje płatnicze, które mają już charakter globalny i są bezpieczne. – Oferują je głównie firmy zarejestrowane w Wielkiej Brytanii, gdzie mają status instytucji płatniczych, co oznacza, że są kontrolowane – wyjaśnia P. Majtkowski.

Aplikacja zamiast banku

Aplikację płatniczą uruchamiamy przez telefon – wypełniamy kwestionariusz, robimy sobie zdjęcie, wysyłamy i rachunek gotowy. Po kilku dniach otrzymujemy też multiwalutową kartę do niego. Konto zasilamy z dowolnego rachunku w banku polskim, a przelewy i wypłaty z bankomatu są darmowe.

Rachunek ten również jest prowadzony w podstawowych walutach – np. w bardzo popularnej aplikacji Revolut są to: euro, dolary amerykańskie, funty brytyjskie, franki szwajcarskie oraz złote. Najważniejsze jest jednak to, że kursy, po których przeliczane są transakcje, są kursami z rynku międzybankowego. A więc tak naprawdę poprzez tę aplikację kupujemy walutę bez dodatkowych kosztów. I właściwie nieważne jest już, w której walucie te pieniądze są pobierane – podkreśla P. Majtkowski.

Aplikacje płatnicze wydają się być doskonałą alternatywą dla banków i kantorów, zwłaszcza że mogą być też prowadzone dla firmy. – Jedynym ograniczeniem jest limit 60 tys. GBP, które w ciągu roku mogą przez te kartę przejść. Ale można mieć kilka takich aplikacji – podsumowuje ekspert.