Sąd łaskawy dla wilka, rzecznik surowy dla symulantów

0

Wilka w Sądzie Najwyższym skazano za zbrodnie wobec Czerwonego Kapturka i Babci na 10 miesięcy ograniczenia wolności, zakaz wyjścia z lasu, elektroniczną obrożę i zajęcia z kuratorem o godności dzieci i seniorów. Była to symulacja rozprawy, choć niektórzy w takich wypadkach używają terminu „parodia”. I wyciągają konsekwencje.

Wilk – dziki zwierz z bajki, odgrywany przez aktora, stanął przed sądem oskarżony o usiłowanie dwóch zabójstw: połknięcie Babci i Czerwonego Kapturka. One, jako pokrzywdzone, były oskarżycielkami posiłkowymi. Swego zamiaru Wilk jednak nie osiągnął dzięki zabiegom Gajowego, który stanowczo wkroczył do akcji i Wilka powstrzymał – a teraz był świadkiem w sprawie. Zarzut Wilkowi przedstawił prokurator Aleksander Herzog, a krótko potem policjantka doprowadziła oskarżonego przed oblicze sędziów – co na własne oczy zobaczyła prawie setka dzieci zgromadzonych w największej sali Sądu Najwyższego.

Proces Wilka był bowiem symulacją rozprawy przygotowaną dla uczniów stołecznych szkół przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, inicjatywę Wolne Sądy i prokuratorów z „Lex super omnia”. Na stole położyli bajkę o Czerwonym Kapturku (bo akta sprawy zawsze trzeba mieć przy sobie). Pieczołowicie przygotowaną inscenizację reżyserował Michał Zadara. Rozprawie przewodniczył rzecznik SN Michał Laskowski, sądzili też sędzia SN Katarzyna Gonera i prezes Iustitii sędzia Krystian Markiewicz. Obok prokuratora Herzoga na ławie oskarżycielskiej zasiadł szef „Lex super omnia” prok. Krzysztof Parchimowicz, a obrońcami Wilka byli mecenasi Jacek Dubois i Krzysztof Stępiński.

Nieprzekupni sędziowie

Czy sąd można czymś przekupić? Starania podjęto. Najpierw Czerwony Kapturek kusił skład orzekający własnoręcznie upieczonym wegańskim ciastem, a zaraz potem Wilk roztaczał przed sędziami wizje swoich przyszłych wpływów. Miał bowiem zamiar zostać posłem i obiecywał, że gdy to się ziści, będzie mógł sędziom na różne sposoby pomóc. Ale i on, i Czerwony Kapturek dowiedzieli się, że tak zachowywać się nie wolno. A żeby wszyscy byli pewni, że wyrok wyda sąd bezstronny, na wniosek prokuratora badano jeszcze, czy jeden z sędziów ma „wilcze oczy”.

Oskarżony Wilk się nie przyznawał. Jego linia obrony miała nawet pewne szanse powodzenia. Twierdził mianowicie, że jest pod ochroną, i przekonywał, że wszystkie wilki są ofiarami nienawiści człowieka. – Czy Wilk lubi dzieci? – dociekał prokurator. – Lubię. Ale nie w tym sensie, żeby je pożerać! – zarzekał się oskarżony. – Czy Wilk ma ostre zęby i mógłby schrupać Babcię i Czerwonego Kapturka? – dociekał obrońca. – Mógłbym, ale ja je tylko połknąłem – odpowiadał Wilk, na co potem powoływała się obrona, wskazując, że gdyby Wilk chciał, to by pożarł swe ofiary nieodwracalnie, a nie tylko połknął.

Czerwony Kapturek i Babcia też zostali przesłuchani – jako świadkowie i pokrzywdzone. Obie zapewniały sąd, że w brzuchu Wilka przeżyły najstraszniejsze chwile swego życia. – A czy Czerwony Kapturek wie, że Wilk mieszka w lesie i tam jest niebezpiecznie? – indagowali obrońcy. – Tak, Babcia mnie uprzedzała – przyznał Czerwony Kapturek.

Od początku było widać, że Wilk jest w konflikcie ze świadkiem Gajowym. – Jestem pod ochroną, rozumiesz? – krzyczał oskarżony, gdy Gajowy wszedł na salę rozpraw. Aż sąd musiał go uciszać. Gajowy opowiedział, jak wycisnął ofiary z wilczego brzucha. – Ćwiczyłem zapasy, mam żelazny uchwyt – chwalił się.

Finał coraz bliżej

Na koniec sąd oddaje głos oskarżeniu i obronie, by wygłosili finałowe przemowy. – Wilk działał umyślnie i podstępnie. Połknął Babcię, a by pożreć i Czerwonego Kapturka, założył babciny czepek. Nie tylko Babcia i Czerwony Kapturek są tu pokrzywdzonymi. Wszystkie dzieci są nimi także, bo od tego zdarzenia boją się wilków. Pokrzywdzone są też wszystkie wilki – bo to przez tego Wilka ludzie się ich boją. Ten Wilk jest czarną owcą – mówił prokurator Herzog. Nie zabrakło też aluzji do polityki: powołując się na najnowsze wytyczne Prokuratora Generalnego, oskarżyciel wniósł o surową karę – dożywotniego osadzenia Wilka w warszawskim zoo.

Nie taki Wilk straszny, jak go prokurator przedstawia – ripostował mecenas Dubois. Przypomniał, że zanim jeszcze ludzie zaczęli rządzić się swoimi prawami, wilki stworzyły wilcze prawo. A ono głosi, że gdy wilk jest głodny – nie je innego wilka, ale już każdą inną osobę tak. Adwokat wrócił do czasów antycznych, by przypomnieć, że nie kto inny jak Wilczyca uchroniła Romulusa i Remusa – założycieli Rzymu. – Pieśń „Obława” jest o cierpieniu młodych wilków. To nie człowiek jest wrogiem wilka, lecz wilk stał się wrogiem człowieka. A nasz Wilk to bohater! Połknął, choć mógł pogryźć. Zrobił to, by chronić Babcię i Czerwonego Kapturka przed samym sobą i przed innymi wilkami – przekonywał mecenas Dubois. Zaś jego partner mec. Stępiński przypomniał o konstytucji, która każdemu gwarantuje uczciwy proces.

Sąd udał się na naradę. To był czas na rozmowę z dziećmi. – Jaką karę powinien otrzymać Wilk? – zapytał sędzia Bartłomiej Przymusiński z Iustitii i wnet usłyszał odpowiedź – Kara śmierci – krzyknął ktoś z sali. – O nie, to niemożliwe, w Polsce taka kara jest zabroniona – natychmiast zareagowała I Prezes SN Małgorzata Gersdorf przysłuchująca się dzieciom. – Pociąć na plasterki – proponował ktoś inny. Prowadzącym rozmowę udało się jednak osiągnąć wymiar edukacyjny. – Po co w ogóle jest kara? – zapytał sędzia dzieci. – Żeby czegoś nauczyła – padła odpowiedź. Dzieci podpowiadały: Wilk za karę ma posprzątać las. – Pamiętajcie: żeby sąd mógł kogoś skazać, musi być przekonany, że oskarżony jest winny. W przeciwnym razie trzeba uniewinnić – tłumaczyła dzieciom prof. Gersdorf, która też poczęstowała je cukierkami.

W końcu sąd ogłosił orzeczenie: Wilk został uznany za winnego, ale sankcja nie jest surowa, eksponuje wymiar wychowawczy. Za karę Wilkowi nie wolno przez 10 miesięcy opuszczać lasu, ma też zakaz zbliżania się do Babci i Czerwonego Kapturka, co będzie monitorowane dzięki elektronicznej obroży, a w ramach prac społecznych Wilk będzie sprzątał las i segregował śmieci. Kurator będzie też z nim prowadził zajęcia edukacyjne. – Tak naprawdę wilki boją się ludzi, a nasz bajkowy Wilk musi zrozumieć, co zrobił złego – wyjaśniła sędzia Gonera, uzasadniając wyrok. Sędzia Laskowski zauważył, że żądanie prokuratora, by osadzić Wilka w zoo, nie mogło być spełnione. – Pobyt w zoo to nie jest kara – wyjaśnił sąd. Sędzia Markiewicz podkreślił, że Wilk swym zachowaniem naruszył prawo, w tym i konstytucję, więc musi ponieść karę.

Widownia akceptuje

Dzieciom się podobało. Może budzić wątpliwości, dlaczego po rozprawie chętniej przybijały „piątkę” Wilkowi niż Czerwonemu Kapturkowi czy Babci. Być może to dzięki brawurowej kreacji Arkadiusza Brykalskiego, który wcielił się w rolę Wilka.

Ważniejsze jednak, co o zdarzeniu mówią i sędziowie, i Michał Zadara, reżyser inscenizacji. – Część społeczeństwa w ogóle nie rozumie idei sprawiedliwości. Tu nie chodzi o zemstę, tylko o to, by udowodnić winę i wyciągnąć wnioski. To chcieliśmy pokazać na podstawie bajki, którą znają wszyscy.

Zgadza się z nim aktor Piotr Zelt, odtwórca roli Gajowego. – Świadomość znaczenia sądu, wolności i niezależności sądu jest bardzo mała. Przez to jesteśmy bardzo podatni na manipulację. Należy coś z tym zrobić. Taka akcja uświadamiania młodych widzów jest niezwykle ważna i potrzebna. To może być zaczątek tego, by nowe pokolenia wyrastały już w trochę innej świado­mości.

Symulacja czy parodia

Na takie działania czas najwyższy. Problem jednak w tym, że dla obecnych rzeczników dyscyplinarnych sądownictwa (przynajmniej niektórych) symulacje rozpraw sądowych to ich „parodie”. Przekonał się o tym sędzia Arkadiusz Krupa z Sądu Rejonowego w Łobzie (zachodniopomorskie), który w podobnych działaniach uczestniczy od wielu lat. W oczy sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego rzuciła się jednak symulacja przygotowana podczas festiwalu Pol’and’Rock (dawniej Przystanek Woodstock), dorocznie organizowanego przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Sędzia Krupa w namiocie organizacji pozarządowych przywdział togę na T-shirt i do turystycznych butów i pośród młodych ludzi prowadził symulowaną rozprawę o stalking – czyli przestępstwo, którego doświadcza wielu młodych ludzi. Według organów dyscyplinarnych była to jednak parodia rozprawy z użyciem urzędowych symboli i sędziowskiego łańcucha z orłem, którego dostojeństwo mogło w ten sposób doznać uszczerbku. Inni sędziowie uczestniczący w podobnych aktywnościach też muszą się z nich tłumaczyć. Powszechne jest podejrzenie, że to nie o symulacje rozpraw chodzi, tylko o to, na jakich imprezach się je organizuje. Podobnie jak wielu zastanawia się, które z tych działań są symulacją, a które parodią.