Policjant łamiący prawo też ma prywatność

0

Gdzie jest granica prywatności funkcjonariuszy publicznych i czy każdy z nich jest osobą powszechnie znaną? Oceniał to ostatnio Sąd Najwyższy. Jego orzeczenie może pomóc prawnikom w ustalaniu tych granic.

Lokalna gazeta z Trzebnicy otrzymała w 2012 r. sygnał od czytelnika, że pewna policjantka od dwóch lat jeździ samochodem bez prawa jazdy – do egzaminu miała podchodzić 8 razy. Informator twierdził, że kobieta – zresztą funkcjonariuszka drogówki z trzebnickiej komendy powiatowej – prowadzi bardzo niebezpiecznie, o czym wiedzą wszyscy w jej rodzinnej wsi, a także w 13-tysięcznej Trzebnicy. Właśnie dobiera jazdy doszkalające.

Okiem kamery

Redakcja postanowiła to zweryfikować. Dziennikarka osobiście potwierdziła, że funkcjonariuszka dojeżdża na służbę swym autem. Kolejny taki przypadek zarejestrowała kamerą. Opublikowano materiał prasowy, w którym podane zostały także dane funkcjonariuszki. Redakcja zamieściła też na swym portalu – i w portalu Youtube – nagrany film. Widać na nim policjantkę w cywilu, jak wsiada za kierownicę swego prywatnego pojazdu i opuszcza parking. Widoczne są także numery rejestracyjne samochodu. Temat podchwyciły media ogólnopolskie, w tym telewizje informacyjne, które emitowały nagranie, ale zasłaniając twarz i numery auta.

To tylko raz

Funkcjonariuszka nie zaprzeczała, że prowadziła pojazd. Twierdziła jedynie, że redakcja zarejestrowała sytuację wyjątkową, a nie regułę. W policji sprawa skończyła się dla niej dyscyplinarną kara nagany i 500-złotowym mandatem za wykroczenie, jakim jest prowadzenie pojazdu bez uprawnień. Wówczas jednak kobieta przystąpiła do kontrataku. Wytoczyła trzebnickiej redakcji powództwo o ochronę dóbr osobistych. Żądała przeprosin za ujawnienie jej danych i wizerunku, 15 tys. zł zadośćuczynienia oraz wycofania danych z Internetu i z archiwum gazety.

Orzekający w I instancji Sąd Okręgowy we Wrocławiu pozew oddalił uznając, że materiał dziennikarski był rzetelny, przygotowany starannie, a redakcja działała w interesie publicznym. W wyniku apelacji sąd II instancji przyznał rację policjantce w jednej kwestii – że redakcja nie miała zgody kobiety na upublicznianie jej wizerunku – i za to należą się przeprosiny od redakcji. Sąd wskazał, że policjantka nie jest osobą powszechnie znaną – w myśl art. 81 Prawa autorskiego. Owszem, jako policjantka jest osobą publiczną, ale znana powszechnie stała się dopiero po publikacji mediów. Według sądu, wystarczające – i niekwestionowane – było ujawnienie samych danych funkcjonariuszki. Wizerunek to krok za daleko i granica dozwolonej krytyki została przekroczona.

Walka prawna trwa

Redakcja, wspierana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, postanowiła walczyć dalej i złożyła skargę kasacyjną, którą niedawno rozpoznał Sąd Najwyższy. Policjantka nie była tak znana jak politycy czy sportowcy, ale przyjmując taką interpretację naruszono by wolność słowa.

To nie media, lecz ona sama dała pretekst by się taką stać, gdy weszła w konflikt z prawem wkroczyła na arenę publiczną. Ujawnienie nagrania pozwoliło oddać zachowanie policjantki pod kontrolę społeczną – mówił adw. Grzegorz Leśniewski, pro bono reprezentujący pozwaną dziennikarkę. Jak dodawał, powódka powinna się godzić z możliwością ujawniania jej danych i wizerunku, bo jest policjantką, osobą obdarzoną imperium władzy publicznej. Kto wie, może to dopiero początek jej kariery, a przed nią stanowiska komendanckie? – zastanawiał się rozwijając tę myśl: – Kiedy osoba publiczna staje się powszechnie znaną? Dopiero gdy zostanie komendantem? Rzecznikiem prasowym? Prawnik podkreślał, że nawet, jeśli są wątpliwości, co do tego, kiedy ktoś spełni to kryterium, to sytuacja była szczególna, bo pani funkcjonariuszka uporczywie naruszała prawo. Nie musimy znać jej danych, wystarczy znać wizerunek, żeby zareagować na drodze – wyjaśniał. Przywoływał też orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który podkreślał, że zawsze trzeba utrzymać balans między wolnością słowa a prywatnością i że każdy ma prawo do informacji przekazywanej bez ingerencji władzy publicznej. – Taką ingerencją było właśnie uznanie przez sąd, że publikacja wizerunku pani powódki jest bezprawna – przekonywał mec. Leśniewski.

Ważyć racje

SN skargę kasacyjną oddalił. Stwierdził wprawdzie, że w kwestionowanym fragmencie orzeczenie wrocławskiego sądu apelacyjnego jest nazbyt lakonicznie uzasadnione, ale – co do zasady – prawidłowe.

Jeśli publikacja wizerunku jest elementem wypowiedzi prasowej, to odpowiedzialność dziennikarzy na tym tle trzeba oceniać przez pryzmat wolności słowa w zderzeniu z prawem do prywatności. I te racje trzeba ważyć – mówił uzasadniając wyrok sędzia SN Paweł Grzegorczyk. Tłumaczył, że grupa „osób powszechnie znanych” nie jest tworem zero-jedynkowym, bo każdorazowo trzeba także badać stopień rozpoznawalności danej osoby – jeśli chce się publikować jej wizerunek. – Raz taki wizerunek będzie elementem domeny, a innym razem nie. Odnosząc się do argumentów o orzecznictwie ETPCz sędzia przypomniał, że jasno z niego wynika, iż jednostka powinna mieć kontrolę nad rozpowszechnianiem swego wizerunku. Przyznał, że niekiedy uzasadnione może się okazać ujawnienie czyjejś tożsamości, ale publikacja zdjęcia to nie to samo, bo umożliwia rozpoznanie osoby i uchyla jej anonimowość.

– Ten trybunał wskazuje, że ujawnienie czyjejś fotografii to głębsza ingerencja w prywatność niż podanie danych – podkreślił sędzia nie dopatrując się argumentów za upublicznianiem wizerunku.

Zarazem zgodził się z ustaleniami sądów wrocławskich, że informacja trzebnickiej gazety była istotna oraz że publikację przygotowano rzetelnie i starannie. – Ale bohaterka publikacji nie była powszechnie znana i nie było powodu, żeby jej zdjęcie publikować. Wystarczyły same dane osobowe – ocenił Sąd Najwyższy. Z tego wyroku wynika, że wymogi dotyczące uzyskiwania zgody od osób na fotografiach trzeba jednak odnieść do osób takich jak policjanci, mimo że to funkcjonariusze publiczni. – Osoby ze służb publicznych pod tym względem stoją trochę niżej niż politycy – mówił sędzia Grzegorczyk.

Publiczny, ale nieznany

Według SN szczebel „powszechnej znajomości” ustawiony jest raczej wysoko i trzeba brać pod uwagę funkcję takiej osoby oraz to, czy angażuje się w debatę publiczną. – Pani weszła na arenę publiczną niejako ex post, a umieszczenie materiału w Internecie i fakt, że skorzystała z niego także telewizja, jeszcze poszerzył krąg odbiorców – wyjaśniał sędzia Grzegorczyk. Zarazem uznał, że wartość informacyjna zdjęcia – w porównaniu z wartością samego artykułu – była raczej niewielka. – Istotne było podanie informacji o zdarzeniu, nawet z danymi powódki. Publikacja wizerunku nie mogła służyć ostrzeżeniu użytkowników dróg. Sędzia uznał, że film był jedynie uwiarygodnieniem przekazu, którego prawdziwości i tak nikt nie kwestionował.

Tak zakończyła się ta sprawa na szczeblu krajowym. Redakcja musi teraz opublikować wyrazy ubolewania z powodu naruszenia prawa autorskiego i publikację wizerunku pani policjantki jeżdżącej bez prawa jazdy oraz usunąć z Internetu jej zdjęcia i film, na którym sytuacja została nagrana. Zresztą w sieci film ten od dawna już funkcjonuje w wersji zanonimizowanej. Nie widać na nim ani numerów rejestracyjnych samochodu, ani twarzy kobiety.

Jeszcze Trybunał

Mecenas Leśniewski – i wspierająca redakcję Helsińska Fundacja Praw Człowieka – rozważa złożenie skargi do trybunału w Strasburgu. – Wartością tego wyroku jest wskazanie przez Sąd Najwyższy granicy prawa do prywatności, jaką trzeba respektować.

Dorota Głowacka z HFPC przyznała, że liczyli na inny wyrok. – Uważam, że w okolicznościach tej sprawy policjantka powinna liczyć się z głębszą ingerencją w prywatność, obejmującą także ujawnienie jej wizerunku przez gazetę lokalną. Przy czym nie chodzi o to, aby dopuszczalna była publikacja wizerunku każdego funkcjonariusza publicznego, ale tylko takiego, który swoim świadomym zachowaniem dodatkowo skupia na sobie uzasadnione zainteresowanie mediów i opinii publicznych (np. popełniając wykroczenie). Skoro jednak zdaniem Sądu Najwyższego regulacja dotycząca możliwości rozpowszechniania wizerunku bez zgody osoby zainteresowanej nie obejmuje takich przypadków, być może warto rozpocząć dyskusję nad modyfikacją art. 81 ust. 2 pkt 1 prawa autorskiego. Tak, aby nie odnosił się on do „osób powszechnie znanych”, ale wszelkich „osób publicznych” w szerokim znaczeniu tego pojęcia, które zostało utrwalone w orzecznictwie polskich sądów i Trybunału Strasburskiego.