Zmiany, zmiany, zmiany…

0

Szedł jak zwykle ostatnio powoli, przyglądając się światu i starając się nacieszyć wszystkim tym, co było wokół niego, a zwłaszcza ogromem błękitnego, letniego nieba, na którym tu i ówdzie z wolna płynęła delikatna, pierzasta chmurka. Ile to już lat upłynęło? Od kiedy ma czas, żeby tak spacerować, rozglądać się dookoła i po prostu napawać nieskomplikowanym życiem? 

Usiadł na ławce z widokiem na budynek sądu i przyglądał się spieszącym się ludziom. Jeszcze tak niedawno temu tak samo pędził, gnał do przodu z togą przewieszoną przez ramię, teczką z aktami w jednej i telefonem w drugiej ręce. Zawsze w ostatniej chwili wpadał do sądu, przypominając sobie, która sala, i analizując już w myślach, czy przygotował wszystko tak, jak chciał, czy klient będzie zadowolony. 

Wiele od niego zależało. Prawie zawsze potrafił przekonać sąd do swoich racji. Jego mowy końcowe były znane wśród miejscowej palestry, a i aplikanci często o nich rozmawiali, wielokrotnie słyszał na korytarzach, jak wspominają jego nazwisko z podziwem i atencją. Odkąd pamięta, wszyscy go słuchali.

A teraz jak poradziłby sobie na sali sądowej? Kilka razy ostatnio zawitał do budynku sądu, strażnicy go pamiętali, przechodził wejściem służbowym. Siadał w korytarzu i przyglądał się znajomym widokom. Pełnomocnicy, radcowie prawni, adwokaci, aplikanci, sędziowie i asystenci. Wszyscy zabiegani, zajęci. Ale ostatnio zewsząd i od wszystkich docierało jedno w zasadzie słowo – „zmiany”. Bardziej nastawił więc uszu. K.p.c.? Tak – pomyślał – Kodeks postępowania cywilnego. Zmiany w k.p.c. Tyle razy czytał kiedyś ten kodeks, choć nigdy nie była to jego ulubiona lektura. Gruba strasznie, bohaterowie raczej nudni (choć jeden z nich, z łacińska określany „actorem”, chyba nie przykładał się zbytnio do zajęć w tej aktorskiej szkole), fabuła taka sobie, zazwyczaj banalna, a i zakończenia opisanych tam przypadków często nieciekawe. Jednym słowem nic, co nadawałoby się na długie jesienne czy też zimowe wieczory. Ale tak, przeczytał, niektóre fragmenty znał nawet na pamięć, a tu proszę – zmiany, duże zmiany…

Ileż to już było tych zmian? Kiedyś, kiedy jeszcze jako młody adept prawa czytał kodeks po raz pierwszy, zdarzało się, że zachodziła jakaś zmiana. Raz w roku, może kilka zdań. Wycinał wtedy starannie nożyczkami nowy tekst z „Dziennika Ustaw” i delikatnie wklejał te paski papieru do swojej książki – wystarczyło, a nawet było dość czytelne – w dalszej lekturze nie przeszkadzało. Z czasem jednak doszło do tego, że nową książkę musiał nabywać co roku. Z roku na rok kodeks stawał się grubszy i cięższy, a jego poszczególne rozdziały znacznie różniły się od tych z wersji poprzedniej. Coraz częściej czytał: „zmieniono”, „uchylono”, „skreślono” albo „zmiana wchodzi w życie z dniem…”. Oj, coraz trudniej nadążyć za zmianami – pomyślał. Czas wracać do domu.

Kiedy na błękitnym, rozpostartym nad nim niebem wciąż leniwie przepływały białe, pokłębione z lekka chmury, a on wciąż, idąc powoli, leniwie spędzał to letnie popołudnie i czerpał ze swojej wolności, przypomniała mu się historia, której był świadkiem jeszcze jako aplikant. Otóż pewnego dnia, uczestnicząc w rozprawie przed sądem (w czasach, kiedy w rodzinach życie płynęło spokojnie i nie trafiały się żadne kłótnie), spotkał pewnego starszego radcę prawnego, który całe zawodowe życie spędził na takich właśnie sądowych salach i korytarzach. 

Otóż radca ten o wyglądzie mędrca, a i doświadczeniu ogromnym, poproszony o zajęcie stanowiska w sprawie dotyczącej nakazu zapłaty (w postępowaniu upominawczym, po sprzeciwie – co istotne), stwierdził, że on wnosi o utrzymanie tego nakazu zapłaty w mocy. Na zwróconą mu przez sędziego uwagę, że w tej procesowej sytuacji nakaz już utracił moc, a sąd może jedynie wyrokiem powództwo uwzględnić albo oddalić, odparł mecenas – „Wysoki sądzie, ja tam nie wiem, czy uchylić, czy utrzymać w mocy, czy wydać wyrok. Ja wiem jedno – sąd może wszystko i jak sąd będzie chciał, to utrzyma w mocy, a jak będzie chciał inaczej, to wyda wyrok. Bo sąd może wszystko”.„A sąd mógł, może i będzie mógł wszystko” – pomyślał i wolno skierował się w stronę swojego nowego domu, gdzie czekała na niego nowiutka lektura. Znacznie ciekawsza od tej, która ciągle się zmienia.