Wirus

0

Jakiś czas temu kraj obiegła wiadomość, że na Dworcu Centralnym w Warszawie aresztowano pociąg. Aresztowano, bo podobno jeden z pasażerów, siedząc w Warsie, zaniepokoił się uporczywym kaszlem innego pasażera i przez telefon zawiadomił służby. Te zareagowały natychmiast. Pociąg zatrzymano, pasażerów przebadano, a żeby z pociągu nikt nie uciekł – pilnowały go nawet policyjne psy. Pełen profesjonalizm i jakże podziwu godna szybkość działania, biorąc pod uwagę czas oczekiwania na zwykłą wizytę u lekarza specjalisty w ramach ubezpieczenia w NFZ. Okazuje się, że zamiast czekać w kolejce do lekarza, wystarczy, choćby z tramwaju, zadzwonić, że ktoś obok kaszle. I już. To takie proste. Państwo działa sprawnie.
Kilka tygodni temu zapanowały w Polsce panika i strach przed koronawirusem. Wirusem z Wuhan, oznaczonym jako COVID-19 (corona-virus-disease-2019). W drogeriach i aptekach zabrakło masek, antybakteryjnych żeli i mydeł, w marketach zaczęło brakować makaronu, ryżu i konserw. Ale na każdy przypadek zgłoszenia wirusa służby reagują natychmiast. Państwo działa z całą swoją mocą i skutecznością, zaś aresztowanie całego pociągu to skutek wyłącznie jednego telefonu.
W styczniu 2018 r. składałam w sądzie rejonowym pozew o zapłatę. Sprawa zwykła, roszczenie pieniężne powtarzające się. Wcześniej co do roszczeń za poprzednie okresy uzyskiwałam nakazy zapłaty. Pozew o treści tej samej co dotychczas, inny tylko przedział czasowy roszczenia. O poprzednich nakazach zapłaty poinformowałam sąd w treści pozwu, żeby sądowi było i łatwiej, i szybciej. Mój klient z góry zapłacił państwu za sądową usługę, przelewem na rachunek bankowy sądu. Nagle niespodzianka – sąd tym razem nie znalazł podstaw do wydania nakazu zapłaty (mimo że wcześniej znajdował wielokrotnie) i skierował sprawę do rozpoznania w trybie zwykłym. Wyznaczył rozprawę. Pierwszy termin… za rok, w styczniu 2019 r. Państwo działa. Sprawnie?
Listopad 2019 r. Złożyłam do sądu okręgowego skargę na przewlekłość postępowania. Sprawa zwykła, a jednak w zwykłym sprawiedliwościowym odczuciu niebywała. Na wydanie tytułu wykonawczego trzeba było czekać prawie dwa lata. Mimo licznych interwencji, przypomnień, pism i e-maili do sądu. Artykuł 11 stosownej ustawy mówi: „Sąd wydaje orzeczenie w terminie dwóch miesięcy, licząc od daty złożenia skargi”. Jest marzec 2020 r., brak jakiejkolwiek informacji
o skardze. Jakiegokolwiek rozstrzygnięcia. Państwo działa?
Każdy z nas, profesjonalnych pełnomocników, chciałby wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Nikt nie lubi tłumaczyć się klientom z zaniechań, opóźnień, zwłaszcza tych, na które nie mamy wpływu. Tłumaczyć można wiele, tłumaczyć można i trzeba nawet błędy własne. Ale jak wytłumaczyć klientowi, że jego sprawa o zapłatę zostanie rozpoznana najwcześniej za rok? Że nie mamy na to żadnego wpływu? Że wiemy, że dłużnik w tym czasie „ucieka” z majątkiem, ale przecież nie możemy nic a nic zrobić? Każdy chciałby mieć do państwa zaufanie i doczekać się sprawiedliwego wyroku. Może nie natychmiast, ale w jakimś rozsądnym terminie.
Przydałby się może jakiś wirus. Może nie ten z Wuhan, ale taki „sądowy”. Przydałby się wirus, który by sprawił, że również w sądach państwo zadziała sprawnie. Nie nadzwyczajnie, a tak po prostu, tak jak należy. Tak w terminach realnych, prawem przewidzianych. Tak, żeby czekając na sprawiedliwe rozstrzygnięcie sprawy, w postępowaniu z góry opłaconym sądowym wpisem, można było bez zbędnej zwłoki doczekać się jej rozstrzygnięcia. Nie za rok, za dwa lata lub czasem lat siedem.
Zawód radcy prawnego wykonuję od wielu lat. Coraz częściej, składając pozew czy oczekując rozstrzygnięcia sprawy, przede wszystkim czekam. Coraz częściej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że sprawując władzę sądowniczą, państwo za każdym razem wydaje się być coraz bardziej zaskoczone tym, że ktoś jednak czegoś od tego państwa oczekuje. A ja… jestem coraz bardziej zaskoczona „sprawnością” działania państwa.
Ale w miarę czekania przestaje się już czekać .