Strefa ciszy

0

Od pięciu lat jako osoba z samorządu radcowskiego, ale niegrająca, uczestniczę w Ogólnopolskich Mistrzostwach Radców Prawnych i Aplikantów Radcowskich w Tenisie.

Mam duży sentyment do tej właśnie imprezy integracyjnej. W tym roku mistrzostwa odbywały się w Gdyni i Sopocie. Jednak podróż pociągiem do Sopotu przyćmiła trochę wrażenia z rozgrywek w tenisa. Była to niespodziewana nauka o naturze ludzkiej i przestrzeganiu pewnych zasad.

Z pewną nieufnością podeszłam do istniejącej już od kilku lat na rynku oferty PKP InterCity proponującej podróż pociągiem InterCity Premium. Na stronie internetowej przewoźnika tak reklamowane są zalety przywołanej wyżej oferty: „Marzysz o relaksującej drzemce w czasie podróży? A może po prostu potrzebujesz ciszy i spokoju? Teraz w pociągach Express InterCity Premium mamy rozwiązanie specjalnie dla Ciebie – cały wagon objęty »strefą ciszy«”! Oferta dla mnie idealna, pomyślałam, i kupiłam bilet. W obie strony, jak się później okazało – niestety.

Wsiadłam więc do pociągu, mając w pamięci treść oferty: Niepożądane są tutaj rozmowy przez telefon komórkowy, dzwonki, słuchanie głośnej muzyki i inne czynności związane z generowaniem hałasu, które mogą powodować dyskomfort u innych podróżnych przebywających w tej strefie. Nad każdym miejscem zawieszono kartoniki przypominające te z hoteli umieszczone na klamce z prośbą „Nie przeszkadzać”, z grafiką postaci uciszającej otoczenie sygnałem „Pssssss…” oraz wymienionymi na drugiej stronie zasadami obowiązującymi w „strefie ciszy”.

Pociąg ruszył. Trafiłam niestety na miejsca pośrodku wagonu. To te, gdzie naprzeciwko siedzą inni pasażerowie, a w środku jest rozkładany stolik. Naprzeciw mnie siedzieli dwaj panowie. Jeden z nich szeptem co rusz opowiadał swojemu towarzyszowi podróży historie z życia związane z mijanymi właśnie miejscami. Z gardła mojego przypadkowego towarzysza podróży wydobywał się więc stały „szept” o tonacji gardłowego „buuuuu”, przypominający warkot podchodzącego do lądowania samolotu. (Zasada „strefy ciszy”: Zachowujemy ciszę; w wyjątkowych sytuacjach porozumiewamy się szeptem). Po jakimś czasie nie zdzierżyłam i zapytałam, dlaczego właściwie panowie kupili bilety w „strefie ciszy”, skoro wciąż rozmawiają? Jakże byli zdziwieni. Przecież rozmawiają szeptem – odpowiedzieli, i czy to w ogóle komuś przeszkadza?

Już na początku podróży, jakieś dwa rzędy dalej zajął miejsce pewien pan. Zaraz po tym, jak wsunął swoją walizkę na półkę nad siedzeniem, zwrócił się do siedzącej obok kobiety, czy zgodziłaby się przesiąść, gdyż on chciałby siedzieć ze swoim kolegą, a system przydzielił im miejsca z dala od siebie. Przytomnie zapytała: „Przecież to »strefa ciszy« – więc właściwie po co? Przecież i tak nie można rozmawiać”. Inny pasażer, zupełnie niezrażony, w czasie całej podróży właściwie co kwadrans odbierał dzwoniący telefon. Co prawda za każdym razem wychodził na korytarz, jednak telefon odbierał w „strefie ciszy”, po czym wdając się w konwersację, powoli przemierzał cały wagon. I tak raz za razem. Jeszcze inna pasażerka zaczęła swobodnie rozmawiać przez telefon, a na uwagę zwróconą przez jadącą obok siostrę zakonną odparła rozbrajająco: „Przecież już dojeżdżamy”. A zdesperowany pan niedaleko mnie już tylko bez słowa co rusz zdejmował z wieszaka zawieszkę z „Psssssss” i bezradnie machał nią przed nosem pasażerki siedzącej na fotelu za nim, a wciąż zakłócającej tę ciszę.

W drodze powrotnej było jeszcze gorzej. Kilka miejsc obok podróżowali rodzice z kilkuletnią córką, która oglądała na laptopie bajkę (dubbing Piotra Fronczewskiego słyszałam głośno i wyraźnie, słuchawek oczywiście nie mieli). W pewnym momencie dziecko obraziło się na mamę za to, że nie dostało telefonu do grania, i zaczęło urządzać awantury. Na zwróconą przez pasażerów uwagę, że to przecież „strefa ciszy”, bezradny tata odparł, że chcieli kupić bilet w „zwykłym” wagonie, ale nie było już miejsc. Poproszony o interwencję konduktor wprost oświadczył, żebyśmy się cieszyli, że nikt w wagonie nie podróżuje np. z psem, bo tak też się zdarza, a nad dzieckiem przecież trudno zapanować, poza tym i tak konduktorzy nie mają wpływu na to, jak kasa sprzedaje bilety. Jak to było? „Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi?”.

Chwilę później pasażerce siedzącej obok zadzwonił telefon. Odebrawszy, scenicznym szeptem krzyczała: „Nie mogę z tobą teraz rozmawiać, bo jadę w »strefie ciszy«. Halo! Słyszysz mnie? W »strefie ciszy« jadę! Nie mogę teraz rozmawiać. SMS przeczytaj. Wysłałam ci, że jadę w »strefie ciszy«”.

Następnym razem kupię po prostu zatyczki do uszu i zatopię się w „relaksującej drzemce w czasie podróży” oferowanej i reklamowanej przez PKP InterCity za niemałe wszakże pieniądze.