Poszukiwany, poszukiwana…

0

Przyglądając się ostatnim wydarzeniom zmieniającym, z założenia, na lepsze polskie sądownictwo, przemknęły mi przed oczami sceny filmu w reżyserii Stanisława Barei, ze wspaniałą, znaną chyba wszystkim kreacją Ma-rysi, w którą wcielił się niezapomniany aktor Wojciech Pokora. Nie będzie to jednak felieton o jakże zabawnych przygodach poszukiwanego przez milicję, przebranego za gosposię, pracownika muzeum – Stanisława Marii Rochowicza, chociaż wątek poszukiwań policyjnych również i tutaj wystąpi. Będzie o poszukiwaniach, które odbyły się w ostatnim czasie, a miały na celu wyłonienie przedstawicieli suwerena, którzy w imieniu tegoż suwerena, na równi z sędziami, orzekać będą w zreformowanym Sądzie Najwyższym.
Nie sposób przejść obojętnie obok zafundowanego nam wszystkim „castingu” na ławników do Sądu Naj-wyższego. Poszukiwano 36 ławników, zgłoszono jednak tylko 19 kandydatur, spośród których wymogi for-malne spełniło zaledwie 15 osób. Senat wybrał 13 takich ławników. Cała „szczęśliwa trzynastka”, która została zarekomendowana przez senacką Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, zyskała poparcie senato-rów, wśród nich znalazła się nawet jedna pani, która na wysłuchanie przed senacką komisją w ogóle nie przy-szła.
Kogo szukano? Jak stanowią przepisy uchwalone w ostatnim czasie, pośród wielu protestów i głosów sprzeciwu, ławnikiem SN może być osoba, która m.in. ma wyłącznie obywatelstwo polskie i korzysta z pełni praw cywilnych i publicznych, jest nieskazitelnego charakteru, ukończyła 40 lat, w dniu wyboru nie ukończyła 60 lat, jest zdolna, ze względu na stan zdrowia, do pełnienia obowiązków ławnika, ma co najmniej wykształcenie średnie. Nie może nim być osoba, która m.in.: jest zatrudniona w sądach, prokuraturze lub policji, pracuje w urzędach obsługujących centralne organy państwa, jest adwokatem, radcą prawnym, notariuszem, żołnierzem, duchownym albo należy do partii politycznej.
Kto się zgłosił i kogo wybrano? Jak donoszą media, na przesłuchanie przed senacką komisją stawili się kandydaci, spośród których zdecydowana większość zyskała poparcie komisji, a następnie Senatu RP. Po do-konanym wyborze marszałek Senatu przesyła Pierwszemu Prezesowi SN uchwałę Senatu w sprawie wyboru ławników SN oraz dokumenty dotyczące osób wybranych na ławników. W czym więc rzecz? Tu właśnie pojawia się problem z poszukiwaniem. I szalenie trudno go zdefiniować, a jeszcze trudniej opisać. Ograniczę się zatem do cytatów z wypowiedzi kandydatów przed senacką komisją. Dodam tylko, jak donoszą media, że jeden z kandydatów przyszedł na wysłuchanie w szortach i sandałach, a podczas rozmowy okazało się, że poszukiwała go policja… Ale w końcu mamy lato, pod sędziowską togą szortów nie widać, a sandały do togi to przecież wprost klasyka zaczerpnięta z obrazów rzymskich kanonów prawa, do których nawiązuje każda z kolumn budynku SN, zwieńczonych łacińską prawniczą paremią. Po kolei więc kilka niezwykle interesujących wypowiedzi oraz krótkich dialogów:
Mam czas i chęci. Nie wiem, czy mam kwalifikacje. Znaczy ja powiem od razu, że jeżeli chodzi o prawo to… to ja mogę doczytać. Ale ja wiem, co jest dobre, co jest złe. Mnie nauczyły tego dzieci, ja obecnie pracuję w takiej grupie trzylatków.
– Jest tu taka informacja, że był pan poszukiwany przez policję. […] Chciałbym wiedzieć, za co i przez kogo?
– Przepraszam, nie wiem, nie mam pojęcia, chciałbym wiedzieć to też.
– Nie ma pan pojęcia?
– Jeżeli ktoś by mnie poszukiwał, bardzo prosto mnie znaleźć. Mój adres jest znany każdemu policjantowi.
– Co przekonało panią, żeby jednak być „na tak” wobec tego sądu i występujących tam ławników?
– Myślę, że przekonała mnie chęć zdobycia jakby doświadczenia w Sądzie Najwyższym.
Nie ukrywam również, że jest to też pokłosie moich zainteresowań z lat młodych, z lat, kiedy byłem człowiekiem młodszym. Ja mam wykształcenie ekonomiczne, ale rozważałem kiedyś taką opcję, aby zostać prawnikiem.
Chciałabym być ławnikiem, żeby zobaczyć z drugiej strony, jak to jest na sali rozpraw, i pewnie zdobyć większe doświadczenie życiowe.
Nie uważam, że jest to [kandydowanie] ryzykowna decyzja.
Przypomnę, że w opisanym ogólnopolskim „castingu” poszukiwano kandydatów na ławników do Sądu Najwyższego, w tym Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, choć jeden z kandydatów konsekwentnie nazywał ją „wydziałem spraw nadzwyczajnych”. Ciąg dalszy zapewne nastąpi. Do obsadzenia pozo-stały jeszcze 23 wolne miejsca…