O szczęściu w kancelarii jeszcze słowo

0

„Kadry są najważniejsze” – miał powiedzieć Lenin do swoich współtowarzyszy. Iż byli oni oddani sprawie komunizmu, a jeden z jego podopiecznych okazał się być jednym z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości, nie muszę przypominać. Wracam do tematu, z którym się mierzyłem już wcześniej – potrzeby lub braku zapewnienia szczęścia w miejscu pracy (z angielskiego wellbeing). Tym razem chciałbym spojrzeć na to zjawisko od strony empirycznej, co szczęśliwy pracownik może dać swojej firmie, w tym kancelarii prawnej. 

Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Szczęśliwy pracownik zwiększa swoją produktywność, a firma dzięki temu się rozwija. Jak jednak możemy to udowodnić? Z pomocą przyszli naukowcy, którzy opublikowali swoje wstępne badania w Säid Business School działającej na Uniwersytecie Oksfordzkim[1]. Naukowcy ci postanowili spojrzeć na firmę z czterech perspektyw: lojalności klientów, produktywności pracowników, zyskowności firmy oraz rotacji pracowniczej. Nie było zaskoczeniem, iż wykazali oni negatywną korelację z rotacją pracowniczą oraz pozytywną korelację z lojalnością klientów. Zauważyli też wyższą produktywność i, w mniejszym zakresie, zyskowność. Innymi słowy nieszczęśliwi pracownicy częściej zmieniają pracę, a szczęśliwi dbają o lojalność klientów, są bardziej produktywni, choć nie zawsze przekłada się to na wyższy zysk. 

Część osób może wzruszyć ramionami i uznać, że nie są to odkrywcze badania. Być może wskażą w nich również problem tego, co było pierwsze – jajko czy kura. Bo przecież firmy odnoszące sukcesy w naturalny sposób wpływają na ich pracowników. Któż nie cieszyłby się z pracy w takiej firmie! Ja jednak będę bronił tych badań, bo jako jedne z pierwszych potwierdzają naszą intuicję. Odwołują się również do innych badań, w których w sposób szczegółowy przyglądano się zmianom, jakie wprowadzane były w firmach w celu zwiększenia szczęścia pracowników. Wskazują one jednoznacznie, że kroczy ono przed produktywnością. Innymi słowy, jeśli chcemy zwiększyć wydajność pracowników, powinniśmy zwiększyć ich szczęście. 

Zdaję sobie sprawę, że nie przekonam wszystkich; sam zresztą pozostając sceptyczny. Korelacja to bowiem nie związek przyczynowo-skutkowy, a firma to skomplikowany mechanizm, który nie tak łatwo przestawić na szczęśliwość. Ta ostatnia nie jest łatwa do osiągnięcia z „góry”, a z „dołu” nikt nie będzie się wychylał, aby w czasie cięć domagać się wydatków na szczęśliwość. Na marginesie: nie jest łatwo wytłumaczyć pracownikowi, że nie ma miejsca na podwyżki, choć środki są na inne wydatki…Spójrzmy na to jednak od strony kancelarii prawnej. Praca w niej nie wiąże się z dźwiganiem ciężarów (poza niekiedy wielotomowymi aktami spraw) ani też z wysiłkiem przy taśmie produkcyjnej (chyba że mamy kilkaset podobnych pozwów do złożenia). Praca radcowska wymaga za to kreatywności, a także empatii skierowanej zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. A zatem nikomu nie zaszkodzi zapytać pracowników, co można zmienić wokół ich miejsca, by byli nieco „szczęśliwsi”. Przykładowo ja nie załapałem się na własną roślinę rozdawaną przez pracodawcę, ponieważ pomysł cieszył się taką popularnością, iż zabrakło ich w ciągu kilkunastu minut. Cierpliwie więc czekam na wznowienie tego programu, aby wprowadzić nieco zieleni w moim pokoju. Nie zapominam też jednak, że celem każdej firmy jest generowanie zysków!


[1]    C. Krekel, G. Ward i J.-E. de Neve, Employee Wellbeing, Productivity and Firm Performance, Säid Business School, WP 2019–04, http://eureka.sbs.ox.ac.uk/7348/1/2019–04.pdf.