O ekonomii kłamstwa

0

Zazwyczaj dowiadujemy się o tym mimochodem. Ktoś uprzejmie donosi nam o rzeczy niestworzonej na nasz temat. Czasem kłamstwo może mieć charakter ogólnokrajowy lub ogólnoświatowy.

W Turcji nie dopuszcza się myśli, że w latach 1915–1917 miała miejsce rzeź Ormian. W Polsce dawniej podobno jeździły czarne wołgi, które porywały dzieci. A jeszcze niedawno ekscytowaliśmy się, że gdzieś tam na Dolnym Śląsku znajduje się ukryty pociąg nazistowski ze zrabowanym w czasie II Wojny Światowej złotem.

Te przykłady można mnożyć. Niektóre z kłamstw mogą wydawać się nieszkodliwe, ale wcale nie tak łatwo z nimi walczyć. Kłamstwo trzyma się całkiem mocno w porównaniu z prawdą. Co więcej, współczesne środki komunikowania powodują, że kłamstwa rozchodzą się błyskawicznie. Czy można, zatem udowodnić tezę, że kłamstwo jest szybsze od prawdy? Temu celowi swoje badania poświecili Soroush Vosoughi, Deb Roy oraz Sinan Aral ze słynnego Masachussetts Institute of Technology (MIT), publikując ich wyniki w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Science”. Badania te zostały przeprowadzone w latach 2006–2017, obejmując ponad dekadę „ćwierkania” na Twitterze. Badacze użyli odpowiednich statystycznych modeli, z pomocą których zaklasyfikowali ponad 4,5 miliona tweetów jako prawdę lub kłamstwo, bazując na informacjach pozyskanych z sześciu niezależnych organizacji. Pozwoliło to na wyselekcjonowanie ponad 126 tysięcy ćwierkających historii, a te zostały uszeregowane wedle tego, jak szybko rozchodziły się wśród ponad 3 milionów użytkowników Twittera.

Wyniki badań są porażające. Ze względu na swoją Twitterową charakterystykę, która polega na przekazywaniu informacji dalej przez jego użytkowników, udało się wykazać, że kłamstwa były częściej rozpowszechniane niż prawda. Dla porównania, prawdziwym historiom zajmowało sześć razy więcej czasu, by dotrzeć do przynajmniej 1500 użytkowników Twittera. Jeszcze bardziej zaskakujące jest porównanie, że tylko 0,1% prawdziwych historii zostało poleconych przez ponad tysiąc użytkowników, podczas gdy 1% kłamstw został „wypromowany” przez ponad tysiąc do stu tysięcy tego rodzaju poleceń.

Badacze z MIT zdają się mieć na to proste wytłumaczenie. Nie ma znaczenia, że informacja kolportowana w sieci społecznej jest kłamliwa, bo ważne jest, by była ona intrygująca. Jednym ze sposobów, by to osiągnąć jest, aby tego rodzaju wiadomość była wyjątkowa. Badacze z MIT wykazali również, że kłamstwa (cokolwiek by to nie znaczyło) były bardziej wyjątkowe niż prawdziwe historie. Ponadto kłamstwa wzbudzały większe emocje, przy czym niekoniecznie były one pozytywne. Użytkownicy Twittera częściej przekazywali sobie bowiem dalej historie, które wzbudzały negatywne emocje.

Wśród internautów panuje przekonanie, że wiele z informacji kolportowane jest przez tzw. boty, czyli konta, które imitują prawdziwych „żywych” użytkowników, choć w rzeczywistości są tylko tworem człowieka. Uważa się, że tego rodzaju boty potrafiły przechylić szalę zwycięstwa w wielu wyborach na świecie. Co jednak ciekawe, ich rola nie jest wcale taka oczywista, ponieważ naukowcy z MIT nie znaleźli przekonujących dowodów, iż są one kluczowe w rozpowszechnianiu kłamstw na Twitterze.

Jaki z tego wniosek? Może warto na początku zauważyć, że badania nie byłyby możliwe gdyby nie zaangażowanie Twittera, który udostępnił badaczom swoje archiwum bezpłatnie. Dzięki temu, być może, inne internetowe sieci społeczne bardziej otworzą się na badania akademickie i ekonomiści znowu wyjdą poza swój obszar, przyczyniając się do rozwoju badań empirycznych z zachowań określanych jako nierynkowe.

Na zakończenie może jednak czas się zastanowić, w jaki to sposób radcowie prawni mogliby pomóc powstrzymać tę falę kłamstw, która nas zalewa?