O ekonomii bodźców

0
Professional young male golf player on knees and arms raised with putter in hand on golf green being overjoyed as golf ball drops into cup.

Codziennie poddawani jesteśmy różnym bodźcom. W pracy oczekiwana jest realizacja określonych zadań, w domu nie wolno zapominać o tych drobnych rzeczach, które mieliśmy zrobić, a przecież na tym dzień się nie kończy. Czasem bodźce nas przygniatają, ale czy powodują, że im się poddajemy? Innymi słowy, czy ambitne cele stymulują nas do ich realizacji?

Paradoksalnie golf może przybliżyć nas do odpowiedzi na to ważne pytanie. A właściwie są nimi badania przeprowadzone przez prof. Andrew Urbaczewskiego i Ryana Elmore’a z Uniwersytetu w Denver, a opublikowane, jak na razie, w ramach międzynarodowej naukowej sieci akademickiej (SSRN)[1]. Opisali oni w tej publikacji zjawisko „niechęci do straty” (loss aversion) wśród profesjonalistów golfiarzy. Dla przypomnienia zasady gry w golfa zostały określone 265 lat temu w Szkocji. Odległość od miejsca pierwszego uderzenia (tzw. tee) do dołka waha się od 100 do 500 metrów. Na polu golfowym dla każdego takiego dołka wyznaczona jest liczba uderzeń, tzw. par dołka. Zazwyczaj PAR3 to odległość ok. 220 metrów, PAR4 – 200–450 metrów, a PAR5 powyżej 400 metrów.

Suma PAR wszystkich dołków daje PAR pola – dla pól 18-dołkowych jest to najczęściej 72, co oznacza, że całe pole powinniśmy ukończyć w 72 uderzeniach.

Cóż można z tych zasad wyciągnąć poza chęcią zejścia poniżej 72 uderzeń? Otóż od czasu do czasu pola golfowe dokonują weryfikacji liczby uderzeń dla niektórych dołków. Najczęściej PAR5 zmieniany jest na PAR4, co w przypadku wielu lat obserwacji pozwala na zbadanie, jak taka zmiana wpływała na profesjonalnych golfistów. Autorzy badań skoncentrowali się na dwóch amerykańskich polach, tj. Pebble Beach i Oakmont, na których właśnie taka zmiana została wcielona w życie. Na tych polach dwukrotnie przeprowadzone zostały mistrzostwa Stanów Zjednoczonych (US Open) zarówno przed, jak i po zmianie.

Jakie były wyniki? Paradoksalnie było gorzej w przypadku PAR4 niż PAR5! Jednakże końcowy wynik poprawiał się o jedno uderzenie w trakcie całych zawodów, a te trwają cztery dni. A zatem każdy zawodnik czterokrotnie „przechodził” pole golfowe, przy czym na innych dołkach wyniki się co do zasady nie zmieniały. Nie można więc wytłumaczyć tego wyniku lepszą grą, sprzętem lub pogodą. Wygląda na to, że zawodnicy byli niechętni stracie, dlatego też za wszelką cenę próbowali jej uniknąć. To nie wydaje się racjonalne, bo przecież w zawodach golfowych liczy się końcowe zwycięstwo, nie zaś indywidualny dołek. Można wysnuć wniosek, że w golfie liczy się indywidualne zmaganie z dołkiem, a niekoniecznie ostateczne zwycięstwo, co przeczy logice, bo to jednak współzawodnictwo.

Zastanawiam się, na ile te wyniki można przełożyć na pracę radcowską i nieodmiennie przychodzi mi na myśl proces sądowy. Jest w nim wiele etapów, które trzeba przejść. Od czasu do czasu ustawodawca zmienia jednak reguły gry, a przecież i tak wynik jest najistotniejszy. Czy radcowie wówczas odpuszczają taki „dołek”? Moim zdaniem zachowują się jak profesjonalni golfiści – nie dają za wygraną!

PS. Moją ulubioną definicją ekonomii jest ta ukuta przez prof. Lucasa, który, odpowiadając na pytanie, czym ona jest, odpowiedział: „nauką o bodźcach”. Przypominam, że granice wyznaczone wcześniej dla ekonomii, tzn. badania zachowań rynkowych, zostały przekroczone w latach 50. ubiegłego wieku. Obecnie często stosuje się metody ekonomiczne, by odpowiedzieć, dlaczego zachowujemy się tak czy inaczej, choć niekoniecznie są to zachowania rynkowe. 


[1]    R. Elmore, A. Urbaczewski, Loss Aversion in Professional Golf, SSRN 2019, https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=3311649.