Nie czyń drugiemu…

0

Zazwyczaj zaczyna się banalnie. Kilka żartów, niby śmiesznych, ale jednak przykrych dla osoby, której dotyczą. Kilka przezwisk, które nagle znają prawie wszyscy uczniowie w szkole. Potem coraz więcej obelg czy wyśmiewania z byle powodu. I wreszcie komentowanie każdego zachowania, postu, zdjęcia – po prostu hejt. 

Nie skarżyła się nikomu, dusiła to w sobie, a problemy pogłębiały się jeszcze z powodu konfliktu w domu. Często była świadkiem małżeńskich kłótni swoich rodziców. Załamana szukała oparcia wśród koleżanek w szkole, została jednak zlekceważona i odrzucona. Czasami zamieszczała niepokojące wpisy na portalach społecznościowych. A one nadal były komentowane i wyśmiewane. Kilka minut przed odkręceniem gazu w kuchence skasowała konto na Instagramie.

Znaczenia słowa „hejt” dziś już nikomu nie trzeba tłumaczyć, choć jeszcze nie tak dawno mało komu było znane. Obiektem hejtu może stać się każdy. I wydawałoby się, że samo umieszczenie pogardliwego posta na portalu społecznościowym nie powinno być niebezpieczne. Ale jak się później okazuje, powtarzalność takich zachowań ma niszczący wpływ na ofiary hejtu. Drastycznie obniża się poczucie własnej wartości i adresat hejtu zaczyna wierzyć, że stawianie oporu, reagowanie nie ma już sensu. Popada w depresję, która nieleczona może zakończyć się nawet samobójstwem.

Każdy, kto kiedykolwiek hejtował, powinien obejrzeć film Jana Komasy „Sala samobójców”. W pamięci pozostaje wątek ośmieszania jednego z uczniów przez jego szkolnych kolegów, którzy rozsyłają w internecie kompromitujące nagranie. Przeraża przy tym bezrefleksyjne zachowanie tych nastolatków. Dominik – główny bohater filmu – był przecież powszechnie lubiany, a mimo to został wykorzystany do okrutnej zabawy, która doprowadziła do tragedii. Wyśmiewanie, rozsiewanie plotek, przesyłanie kompromitujących filmów czy zdjęć – wszystkie te działania są dostępne na wyciągnięcie ręki. Ta dostępność i przyzwolenie społeczne sprawiają, że zmieniają się granice poszanowania intymności i godności drugiego człowieka. I nawet jeśli opamiętamy się i będziemy zamierzali naprawić wyrządzone krzywdy przez usunięcie hejtu z internetu, to może się nam to nie udać. Przez powielanie i rozsyłanie postu czy zdjęcia przez innych użytkowników przestajemy panować nad tym, co stworzyliśmy. I nagle okazuje się, że coś bardzo prywatnego może zobaczyć prawie każdy.

Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego ludzie hejtują? Czy jest to w ich przekonaniu chęć bycia lepszym od innych? A może to zwykła zazdrość i tak bliskie naszemu społeczeństwu przekonanie, że może być mi źle, ale drugiemu musi być gorzej. Powodzenie innych skłania do wyśmiewania cudzego sukcesu, komentowania w sposób obraźliwy i próby udowadniania, że się na niego nie zasługuje. Hejt jest i będzie obecny, ale możemy z nim walczyć, nie pozostając obojętni na to, co zamieszczamy w internecie, w jaki sposób komentujemy czy krytykujemy. 

Oprócz obchodzonych niedawno Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego przypadają w tym czasie też i staropolskie Dziady tak pięknie opisane przez Adama Mickiewicza. Jedna z moich przyjaciółek – radca prawny – przysłała mi fragment wypowiedzi swojego syna[1], siódmoklasisty, który poproszony o odpowiedź na pytanie: „Jakie duchy mogłyby pojawić się współcześnie podczas obrzędu Dziadów, napisał tak: Według mnie pierwszym duchem mógłby być upiór zawiści i zazdrości. Wielu ludzi w naszym kraju nie zrozumie tego, że jak znajomy ma lepiej, to oni muszą dążyć, żeby też mieć dobrze, a nie psuć koledze wszystko i zazdrościć. Duch ten będzie symbolizował także tych ludzi, którzy choć sami nie potrzebują, ale innym zabiorą. Drugą z kolei marą mogłaby być zjawa symbolizująca nietolerancję i zacofanie. Obecnie wielu ludzi jest bardzo negatywnie nastawionych do innych ze względu na każdą osobliwość, odmienność, a gdy sami usłyszą, że postępują niewłaściwie, to przez brak pomysłu na ripostę stają się agresywni i chamscy. Pierwszy duch zniszczył piękny dom sąsiadów, którzy po prostu mieli lepiej niż on, drugi natomiast wieszał plakaty obrażające ludzi innego wyznania, koloru skóry czy orientacji […].

Zanim więc kolejny raz prześlemy dalej post czy zdjęcie, zastanówmy się nad tym, co może z tego wyniknąć, czy nie przywołujemy jednego z najstraszniejszych obecnie żyjących duchów – Ducha Hejtu. I kto by pomyślał, że życiowej mądrości i empatii można uczyć się od siódmoklasisty… 


[1]    Autorka tekstu dziękuje Julkowi Wiszniowskiemu oraz jego mamie, radcy prawnemu Magdalenie Wiszniowskiej.