Droga do żabki

0

Sobota 11 stycznia była ciepłym i słonecznym dniem, niemal wiosennym,  choć kalendarzowa zima trwać będzie jeszcze do 20 marca. Poprzedzała jedną z niehandlowych niedziel, do których ustawodawca postanowił nas stopniowo przyzwyczajać, pozostawiając tych handlowych w nowym roku tylko siedem.

Już w piątek zrobiła wszystkie niezbędne zakupy. Na kolację zaplanowała pyszną sałatkę z tuńczykiem, mając pewność, że w kuchennej szafce została jeszcze jedna puszka mięsa tej ryby (koniecznie z symbolem „dolphin friendly”). Kiedy zabrała się za przygotowywanie kolacji, okazało się jednak, że tuńczyka nie ma… No tak – pomyślała, przecież zjadły go koty. Chcąc nie chcąc, trzeba było się ubrać i pójść do najbliższego sklepu, czyli oczywiście do żabki (jest przecież wszędzie i za każdym rogiem).

Najbliższa żabka rzeczywiście jest „tuż za rogiem”. Kupiła tuńczyka i spacerowym krokiem zaczęła wracać do domu.

„Jeden, dwa, trzy, cztery…”. Z nudów postanowiła zagrać w pewną grę. Z miejsca, gdzie mieszka, do żabki nie jest daleko, ot zaledwie jakieś 300 metrów przez ścisłą śródmiejską zabudowę. Stare, przedwojenne kilkupiętrowe kamienice stoją w samym centrum miasta, choć raczej przy bocznej niż głównej ulicy. A w każdej z nich znajduje się prawnicza kancelaria. „Jedna, druga, trzecia, czwarta…”. Radca prawny, adwokat, adwokat, radca, notariusz. Duże i małe, srebrne i złote, starannie wypolerowane szyldy, podświetlone i nie, z dumą wyprężającym pierś orłem w koronie, z Temidą ważącą sprawiedliwość z opaską na oczach, ze stylizowanym logo Adwokatury… W drodze ze sklepu do domu naliczyła ich 28, z czego już po wejściu do jej kamienicy, idąc po piętrach w górę – sześć.

W internecie znalazła informację, że sklepów Żabka w Polsce jest 6 tys. Dużo to czy mało? Trudno powiedzieć, ale i tak każdy stwierdzi, że żabki są wszędzie, na każdej ulicy, zawsze w zasięgu wzroku, za każdym rogiem.

Prawie każdy z nas, wybierając zawód, kierował się choć trochę jego prestiżem i tym, że jest to zawód nie tak bardzo powszechny, chciałoby się rzec „trochę elitarny” – choć dziś aż strach użyć takiego określenia, żeby zaraz nie zostać okrzykniętym członkiem jakiejś kasty. Pozostańmy więc przy określeniu „niepowszechny”, dodajmy jeszcze do tego togę jako przedmiot marzeń młodych adeptów sztuki prawniczej. Ale czy chcieliśmy być „żabkami”?

Ostatnio, czekając na publikację orzeczenia, rozmawiała ze znajomym radcą prawnym, prowadzącym od wielu lat własną kancelarię i od lat zmagającym się z trudami prowadzenia prawniczego biznesu. Wiedzącym aż za dobrze, czym jest comiesięczna troska o to, skąd weźmie zlecenia, czy wystarczy na czynsz najmu lokalu na kancelarię, na składki ZUS, na podatek, paliwo, opłaty za samochód, papier do drukarki, znaczki, wynagrodzenie sekretarki czy choćby jednego zatrudnionego aplikanta. Powiedział, że przeglądał ostatnio dane statystyczne podane przez GUS. Średnie miesięczne wynagrodzenie to ponad 5 tys. zł. Jak on chciałby mieć pewność, że tyle zarobi każdego miesiąca! Powiedział mi też, że były wspólnik otworzył ostatnio bar z pierogami w jednej z galerii handlowych. Nie martwi się niczym, ma dużo wolnego czasu i w końcu zarabia tyle, że stać go właściwie na wszystko. Nad jednym nie może tylko przestać się zastanawiać – dlaczego tak długo wykonywał zawód radcy prawnego…Zakaz handlu w niedziele Żabka ominęła dosyć sprytnie, zaczynając świadczyć usługi pocztowe, z zakazu wyłączone. Z radców prawnych i adwokatów ustawodawca już dawno zrobił pomocników poczty, nakładając na nich obowiązek i koszt wzajemnego doręczania sobie pism w postępowaniu sądowym. Urzędy pocztowe pełne są dziś, szczególnie tuż przed zamknięciem, profesjonalnych pełnomocników nadających pismo w ostatnim dniu, a raczej w ostatniej godzinie terminu. Pierwsze kroki w drodze do bycia „żabkami” już więc poczyniliśmy. Jeden, dwa, trzy, cztery… Czy to tylko jeszcze taka gra, czy to już po prostu czas na pierogi?