Gra w szachy z małpą

0

Dotychczas policjanci na całym świecie stosowali (i stosują) metodę Buckleya (tzw. twardą). Polega na wywieraniu otwartej presji, agresji i manipulacji. Kiedy jednak więcej osób zaczęło przyznawać się do rzeczy, których nigdy nie zrobiło, zaczęto poszukiwać bardziej efektywnych metod. Teraz polska policja uczy się „metody FBI”. A to zupełnie inne podejście!

Według tej metody, przesłuchanie rozpoczyna się od nawiązania kontaktu i zrobienia pozytywnego wrażenia na składającym wyjaśnienia. Kolejnym etapem jest rozmowa na neutralne tematy. Zasadą jest tzw. godne traktowanie, czyli traktowanie klienta (tak nazywany jest przesłuchiwany) z szacunkiem. Należy przesłuchiwanego traktować jak partnera nie jak wroga. Ma czuć się bezpiecznie. Innym istotnym elementem „metody FBI” jest dobre przygotowanie do przesłuchania. Ponieważ „klient “ jest źródłem informacji, narzędziem do uzyskania tych informacji są pytania i stosowanie „zasady lejka”. Polega ona na rozpoczynaniu rozmowy od pytań ogólnych, otwartych, zawężaniu rozmowy do istotnych faktów przy pomocy pytań zamkniętych. Najważniejszymi umiejętnościami staje się zadawanie pytań (otwartych, zamkniętych, behawioralnych, naprowadzających i zamykających) i aktywne, uważne słuchanie.

Wydaje się to nam laikom nieprawdopodobne… „Zaprzyjaźniający się” z (być może) przestępcą policjant nie zgadza się z naszym stereotypowym podejściem – lecz trudno też sobie wyobrazić, że policjantów uczy się nieefektywnych, oderwanych od życia metod. A więc musi to być skuteczne!

Zatrzymam się na chwilę, by postawić pytanie: Czy nawiązanie kontaktu i zrobienie pozytywnego wrażenia, rozmowa na neutralne tematy i godne traktowanie osoby, którą widzimy po raz pierwszy w naszej kancelarii jest tak złą umiejętnością? Czy znamy i stosujemy profesjonalnie „zasadę lejka”, jesteśmy mistrzami w zadawaniu pytań i swobodnie stosujemy kilkanaście ich rodzajów oraz wiemy, na czym polegają zasady uważnego słuchania, które nie polegają na potakiwaniu głową?

Wiemy to wszystko? Robimy to codziennie? Może warto się tego nauczyć?

Druga metoda to tzw. miękki sposób przesłuchań Nazywa się metodą Baldwina. Zakłada ona nie otwarte a „ukryte“ wywieranie presji. Wykorzystuje psychologiczne aspekty dotyczące podejmowania decyzji, sposoby zmiany postaw u ludzi. Metoda ta wykorzystuje to, co psychologom udało się dowiedzieć o sposobach wywierania wpływu.

Każdy z nas posiada własny system wartości, system przekonań, w coś wierzy.

Podważenie naszej opinii o nas doprowadza do zniszczenia obrazu nas samych, zaburza naszą pewność siebie… a o to właśnie chodzi. A to, co jest celem przesłuchujących dzieje się codziennie wokół nas. Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum dyskusyjne lub na Facebooka. Napisz coś niekonwencjonalnego na temat tego, co myślisz… a będziesz miał możliwość przetestowania swojej odporności psychicznej. A jeśli udało Ci się coś osiągnąć w życiu, to dowiesz się kim jesteś „naprawdę”. Słowo: hejt znaczy nienawiść. Skąd bierze się nienawiść? Teorii jest wiele. Jedna mnie przekonuje. Przyczynami takich zachowań jest niska samoocena hejterów.

Osoby prawdziwie spełnione, pewne swojej wartości i emocjonalnie dojrzałe – hejtu i mowy nienawiści nie używają. Kiedy więc przeczytasz kolejnego paskudnego maila lub sms-a, którego ktoś do ciebie napisał, obraża cię i zarzuca ci rzeczy, których nie zrobiłeś, sprawdź powyższą tezę. Zasada ta sprawdza się niezależnie od piastowanych stanowisk czy naukowych tytułów. Poniżanie innych poprawia samopoczucie. Daje złudzenie kontroli. Ale są to… jedynie złudzenia.

Hejterskie strzały nienawiści trafiają tak celnie, że niektórzy hejtowani odbierają sobie życie. Uwierzyli tym, którzy napisali do nich, że są nikim. Dlaczego? Bo w życiu często kierujemy się opiniami innych. Ważne jest to, co inni o nas myślą. Jeśli ważniejsze jest to, co myślą o mnie inni – od tego, co ja sam myślę o sobie – stajemy się łatwo sterowalni i podatni na to, co o nas piszą i mówią inni.

Jeśli Ci się to zdarzy, że dowiesz się od kogoś lub przeczytasz, że „jesteś nikim”, to, po pierwsze, pomyśl, że hejter, to zapewne ubogi emocjonalnie i pokrzywdzony przez los człowiek, z którego opinią nie musisz się liczyć… Powiedz sobie, że ona w ogóle Cię nie interesuje. Pomyśl sobie, kim ty jesteś, że masz prawo mówić mi, co mam robić i jak mam myśleć? Po drugie, dyskusja z hejterem nie ma sensu. Jest jak gra w szachy z małpą.

Najważniejsze jest jednak to, co myślisz Ty o sobie. Bo nikt nie ma prawa Ci mówić, co masz myśleć na swój temat. Chyba, że mu na to pozwolisz…