Życie prywatne a etyka radcy prawnego: konkluzja

0

W artykule w poprzednim numerze „Radcy Prawnego” wskazałem na zagadnienie granic możności władczego ingerowania samorządu w nasze działania podejmowane w pozazawodowej sferze publicznej lub prywatnej.
Przypomnę, że kwestia ta stała się przedmiotem interesującej dyskusji podczas odbywającej się we Wrocławiu w maju tego roku VII Ogólnopolskiej Konferencji Sędziów i Rzeczników Dyscyplinarnych. Przytoczyłem też kilka przykładowych spraw, o jakich (szczególnie w trakcie rozmów kuluarowych) wspominano dla zilustrowania narastających problemów, wynikających z regulacji zawartej w art. 11 k.e.r.p. W poniższym tekście opiszę trzy podejścia do problemu, które wykrystalizowały się w trakcie obrad.
Najbardziej radykalne stanowisko (zasygnalizowane już w poprzednim numerze) głosi, że samorząd jest uprawniony do pełnego, nieograniczonego wręcz, ingerowania w życie prywatne i publiczne radcy prawnego. Wychodzi ono z literalnego odczytania art. 11 k.e.r.p. i przyjmuje implicite, że radcą prawnym jest się w każdym momencie swojego życia. Innymi słowy: składając ślubowanie, świadomie zrzekamy się części uprawnień przysługujących pozostałym obywatelom, gdyż przyjmujemy rolę radcy prawnego zobowiązanego do dbania o godność zawodu w każdym działaniu. Tym samym, zarówno chodzenie w kąpielówkach poza plażą czy wyrażanie poglądów politycznych odbiegających znacząco od społecznego konsensusu, jak też i głośne kłótnie z małżonkiem czy niepłacenie czynszu za mieszkanie prywatne, ponieważ są czynione przez radcę prawnego, powinny spotkać się z represją dyscyplinarną, zróżnicowaną, co najwyżej, ze względu na stopień szkodliwości społecznej.
Część uczestników konferencji, z uwagi na swoisty totalizm, tkwiący u podstaw opisanego podejścia, uznała je jednak za zbyt radykalne. Argumentując na rzecz możności ograniczenia czy wyłączenia represyjnej reakcji samorządu, odwoływano się do kategorii zdrowego rozsądku: przecież chodzenie w kąpielówkach po ulicy ma zupełnie inny „ciężar gatunkowy” niż chodzenie po tej samej ulicy w „za ciasnych butach” (jak mawiano w przedwojennej Warszawie na chód człowieka znajdującego się w stanie po spożyciu) czy niepłacenie alimentów. Zdrowy rozsądek podpowiada także, że samorząd nie posiada kompetencji do ingerowania w spory rodzinne, jeżeli nie przybierają one poziomu patologicznego, czy w działalność polityczną, jeżeli nie narusza ona prawa czy dobrych obyczajów. To ciekawe stanowisko ma jednak pewną słabość, związaną z jego punktem wyjścia, czyli pojęciem „zdrowego rozsądku”. Ta bardzo zasłużona dla kultury politycznej i prawnej Zachodu kategoria (wystarczy przypomnieć słynną pracę Thomasa Paine’a z 1776 r. inspirującą amerykańskich kolonistów do wojny o niepodległość) ma jednak spory potencjał nieokreśloności. Dobrze oddaje to przypisywane Benjaminowi Franklinowi powiedzenie: zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje. Gdybyśmy się bowiem przyjrzeli dokładnie funkcji, w jakiej to sformułowanie jest używane w kontekście odpowiedzialności dyscyplinarnej, to zauważylibyśmy, iż chodzi tu, przede wszystkim, o jakieś nieuświadomione nawiązanie do koncepcji sensus communis, zakładającej istnienie pewnych, jawnie oczywistych prawd, a tym samym do konieczności ustalania określonego dominującego poglądu dotyczącego danego działania. W ten sposób moglibyśmy dojść do punktu wyjścia (brak ograniczeń), jeżeli pogląd ten byłby powszechny.
Trzecie wreszcie stanowisko odwołuje się do Konstytucji. W art. 17 ust. 1 ustawy zasadniczej wskazuje się bowiem, że samorząd powołany jest do reprezentowania osób wykonujących zawód zaufania publicznego oraz do sprawowania pieczy nad jego należytym wykonywaniem. Można z tego zatem wywieść, że samorząd może ingerować wyłącznie w tych sprawach, w których mamy do czynienia z wykonywaniem zawodu. Oznaczałoby to w interpretacji radykalnej, że art. 11 k.e.r.p. jest niekonstytucyjny w zakresie, w jakim nakłada na radców prawnych obowiązki w sferach niezwiązanych z wykonywaniem zawodu. Ta dość szokująca konstatacja z uwagi na utrwalone poglądy dotyczące uprawnień samorządu nie znalazła szerszego uznania. Natomiast część uczestników konferencji wyraziła przekonanie, że art. 17 ust. 1 Konstytucji pozwala na ustalenie granicy ingerencji samorządu, którą wyznacza intencjonalność działania radcy prawnego: jeżeli podejmowane prywatnie lub publicznie działania wiąże on (lub godzi się ze względu na okoliczności, by były wiązane) ze statusem zawodowym, to wówczas samorząd jest uprawniony do podejmowania działań władczych. Jeżeli warunek ten nie jest spełniony, możność ingerencji odpada.
Praktyka orzecznicza pokaże, które z wymienionych stanowisk zwycięży w łonie samorządu radców prawnych.