O ekonomii prezentu

0

Czy zdarzyło się państwu dostać prezent, który nie przypadł wam do gustu? Niby ktoś się starał, niby prezent nie był zły, ale jednak nie spełniał naszych oczekiwań.

A może przechodzili państwo katusze w poszukiwaniu odpowiedniego prezentu dla osoby najbliższej? W końcu udało się coś z trudem wybrać, choć późniejsza reakcja obdarowanego wcale nie była taka entuzjastyczna.

Jak łatwo zauważyć, historia „prezentowa” ma dwie strony, tj. darowującego i obdarowanego. Tematem tym zajęli się również psychologowie, którzy postawili „uśmiechową” hipotezę. Ich zdaniem kwestia nietrafności w wyborze prezentów może nie wynikać wcale z braku zdolności w ich wyborze, lecz z sygnałów wdzięczności od obdarowanego[1]. Innymi słowy możemy się mniej starać, jeśli obdarowany nie doceni odpowiednio naszego wysiłku, w szczególności oszacowując, ile może zyskać, korzystając z prezentu w przyszłości.

W celu udowodnienia swojej hipotezy badacze postanowili przeprowadzić eksperyment w Dzień Świętego Walentego. Wybrali trzy rodzaje konkurujących ze sobą prezentów: róże (tuzin kwitnących róż vs dwa tuziny nierozwiniętych róż), bukiet ciętych kwiatów vs drzewko bonsai, pudełko ciasteczek w kształcie serca vs koszyczek z owocami także w kształcie serca. Badacze założyli, że każdy z pierwszych prezentów powinien generować większą natychmiastową wdzięczność za jego otrzymanie, ponieważ wizualnie jest atrakcyjniejszy lub też po prostu słodszy. Natomiast drugi ze względu na jego wydłużoną konsumpcję powinien powodować „długotrwałą” wdzięczność.

Opinie te zostały skonfrontowane i potwierdzone przez uczestników badania, którzy zostali zrekrutowani w internecie z dużym wyprzedzeniem przed, jak i tuż przed 14 lutego (grupa pierwsza nazywana jest grupą kontrolną, bowiem nie jest ona w nastroju walentynkowym, który stanowił ważny element badania). Mężczyźni zostali poproszeni, aby wybrali z trzech zestawów prezent, który gotowi byliby dać swojej ukochanej, a kobiety ten, który chciałyby otrzymać. Obie płcie zostały poproszone o to, by wskazały poziom „reakcji emocjonalnej”, co w języku psychologii sprowadza się do natężenia „ochów” i „achów”. Pierwsza grupa i druga grupa zgodziły się tylko co do jednego, tzn. które prezenty miały charakter natychmiastowy, a które długoterminowy. Natomiast mężczyźni z drugiej grupy oczekiwali intensywniejszej reakcji emocjonalnej, co niekoniecznie było wskazywane przez kobiety, np. 44% z nich chciało dać kwitnące róże w porównaniu do tylko 33% kobiet, które chciały je otrzymać. Podobnie z bukietem – 40% chciało go dać, a tylko 28% kobiet chciało je dostać. Wyniki te pokrywały się z hipotezą badaczy, choć ciasteczka i owoce nieco burzą ten obraz, bo aż 74% mężczyzn chciało je wręczyć, a aż 61% kobiet chciało je otrzymać.

Czytając „uśmiechowy” artykuł, przypomniałem sobie, jak wspaniale powyższą teorię wcielała w życie jeszcze kilka lat temu moja córka. Będąc brzdącem, bez względu na to, jaki prezent otrzymywała, wygłaszała zawsze następującą sentencję: „zawsze o tym marzyłam”. Z moich obserwacji wynikało, iż ta sentencja łamała wszystkie serca, przekładając się na to, że następny prezent był równie „dobry” jak poprzedni. Szkoda, że już wytraciła tę zdolność, ograniczając się obecnie do wręczenia listy wymarzonych prezentów potencjalnym darującym.

Zastanawiam się jednak, na ile teorię „uśmiechową” można przełożyć na pracę radcowską. W końcu rolą radców nie jest rozdawanie prezentów, lecz kompleksowe doradztwo prawne. Jednakże radcowie często angażują się w wolontariat w ramach różnych inicjatyw społecznych. Może zatem należałoby ich wspierać poprzez docenienie ich zaangażowania na rzecz społeczeństwa? Nie myślę tutaj o dorocznym konkursie na radcę pro publico bono, lecz innej formie „uśmiechu” ze strony samorządu.

[1]    A. Yang, O. Urminsky, The Smile-Seeking Hypothesis: How Immediate Affective Reactions Motivate and Reward Gift Giving, „Psychological Science” 2018, nr 29 (8), s. 1221–1233.