#Me too II

0

Sztuka to część dorobku kulturalnego cywilizacji, manifestująca się poprzez utwory, w tym dzieła artystyczne. Zdaniem niektórych pojęcie to jest niemożliwe do zdefiniowania, albowiem jej granice są w sposób ciągły zmieniane (Wikipedia). I w tej sferze drzemie niemały potencjał do manipulacji.

Pewien młody człowiek (nazwijmy go panem B.) znalazł się w potrzebie w delikatnej sprawie prawnej. Zgłosił się więc do kancelarii prawnej, udzielając jej szerokiego zlecenia. Ponieważ, jak sam twierdził, w jego aktualnej sytuacji finansowej nie stać go było na prawnika, wynagrodzenie kancelarii miał zapłacić po zakończeniu sprawy. Zgodził się przy tym zabezpieczyć ewentualne roszczenia kancelarii wekslem poręczonym przez swoją matkę.

Sprawą zająć się miała najmłodsza z partnerek kancelarii, specjalizująca się w tej dziedzinie prawa, której dotyczyła sprawa. Przez prawie dwa lata toczącego się postępowania wykonano wiele czynności. Wszystkie były rejestrowane w celu ich rozliczenia po wykonaniu zlecenia, zgodnie z umową. Klient nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń.

Prowadząca sprawę pani mecenas prywatnie, w sposób całkowicie niezwiązany z działalnością kancelarii, bardzo aktywnie uczestniczyła w promowaniu sztuki. Jej szczególne zainteresowanie wzbudzała działalność artystyczna galerii znanego fotografika specjalizującego się w fotografii artystycznej m.in. z dziedzin glamour, fashion oraz nude. Jego zdjęcia były publikowane na okładkach wielu magazynów na całym świecie i oczywiście także w Polsce. Niektóre z nich pani mecenas udostępniała niekiedy na swoim profilu na Facebooku. Były to czarno-białe zdjęcia modelek w różnych pozach i strojach. Wszystkie te zdjęcia były wystawiane na międzynarodowych wystawach, a za niektóre z nich autor otrzymał prestiżowe nagrody. Choć czasem były to zdjęcia nude, mieściły się w konserwatywnych granicach, jakie zakreśla dla swoich użytkowników Facebook.

Kiedy zakończyła się sprawa pana B. i przyszedł czas rozliczeń, wystąpił nagle problem z możliwością skontaktowania się z klientem. Upływał tydzień po tygodniu a pan B. nie mógł znaleźć czasu, aby przyjść do kancelarii. W końcu przestał odbierać telefony.

Po przesłaniu pocztą faktury pan B. zadzwonił jednak i poinformował sekretariat kancelarii, że rachunku na razie nie zapłaci, ponieważ nie ma pieniędzy. W tym samym czasie poleciał do Tajlandii wraz ze swoją dziewczyną (jak się okazało również prawnikiem). Zdjęcia z wakacji sam zamieścił na Facebooku.

Kancelaria zdecydowała się na wszczęcie kroków prawnych, których skuteczność opierała na zabezpieczeniu wekslowym. W krótkim czasie uzyskała nakaz zapłaty zarówno przeciwko panu B., jak i jego matce. Egzekucję kwoty objętej nakazem zapłaty wobec tego, że pan B. nie miał pieniędzy, skierowano w stosunku do jego matki. Cała dochodzona kwota wraz z odsetkami i kosztami została wyegzekwowana. Historia, można by powiedzieć, banalna. Zdarza się w praktyce każdej kancelarii.

Ale nie tym razem. Do rady okręgowej izby radców prawnych wpłynęło pismo pana B. Informował on ni mniej, ni więcej, że należąca do tej izby pani mecenas zamieszcza na Facebooku niemoralne zdjęcia, co godzi w wizerunek wykonywanego przez nią zawodu. Na dowód popełnionego wykroczenia zamieścił screeny z profilu pani mecenas na FB. Jednocześnie sugerował, że na jednym czy dwóch zdjęciach figuruje sama pani mecenas. Domagał się przykładnego wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych. Z pisma wynikało, że zostało ono wysłane do wiadomości Krajowej Rady Radców Prawnych i kilku instytucji państwowych, nie wyłączając Ministerstwa Sprawiedliwości.

Mniej więcej po tygodniu od daty wpływu pisma pan B. zaczął dzwonić do sekretariatu izby z pytaniem, co się dzieje z jego skargą.

Postępowanie w tej sprawie trwało długo i wieloetapowo. Pani mecenas kilkakrotnie wezwana była przez odpowiednie organy izby, złożyła pisemne i ustne wyjaśnienia. Pan B. dzwonił od czasu do czasu, żeby na wszelki wypadek przypomnieć o swojej skardze. Rada zasięgnęła opinii profesora, specjalisty od fotografii artystycznej, który potwierdził wysoką wartość artystyczną przedmiotowych fotografii. Ustalono też, że na żadnym ze zdjęć nie figuruje pani mecenas. Za kulisami sprawy zaczęły jednak krążyć nieeleganckie plotki i komentarze na jej temat. Mechanizm, który uruchomił pan B., sprawdził się niezawodnie.

Na koniec pani mecenas została przesłuchana przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego. Niemłody już pan zastępca w czasie przesłuchania nachylił się nad nią i leżącymi na biurku zdjęciami i spytał:

– A pani zdaniem na tych zdjęciach widać krocze? Ostatecznie izba nie dopatrzyła się w sprawie naruszenia zasad etyki wykonywania zawodu, nakazując jednak pani mecenas usunięcie z jej profilu informacji, że jest radcą prawnym.