Czego możemy nauczyć się z porażek wielkich firm?

0

Potakiwacze są mili dla ucha, entuzjazm jest ważny, ale on nie pozwala płacić comiesięcznych rachunków i wynagrodzeń.

Nauki ekonomiczne poświęciły już wiele miejsca na analizę czynników, które wpływają na rozwój firm. Dlaczego małe firmy stają się średnie, a te ostatnie wielkie? Dużo by dyskutować o tym w kraju, w którym dominującą rolę pod względem ich liczby odgrywają małe firmy. W uproszczeniu ekonomiści twierdzą, że potrzebują one stabilności, która powinna się przejawiać przewidywalnym systemem podatkowym oraz sprawnym wymiarem sprawiedliwości. Dlaczego jednak wielkie firmy odnoszą spektakularne porażki?

Odpowiedź dla wielu może wydawać się nietrudna – można je podzielić na przyczyny wewnętrzne i zewnętrzne. Na te pierwsze bez wątpienia składają się ludzie, którzy kreują przewagę nad innymi. Jeśli chodzi zaś o przyczyny zewnętrzne, to będzie to konkurencja, a także zmiany w cenach produktów, usług i materiałów czy też zmiany w popycie. Co jednak w przypadku wielkich firm? Stać ich na zatrudnienie najlepszych, a ze względu na ich rozmiar potrafią skutecznie radzić sobie z konkurencją. Co jednak może pójść nie tak?

Jeszcze kilkanaście lat temu jako wzór dla polskich przedsiębiorców wskazywana była niewielka Finlandia, w której rozwinęła się do niewyobrażalnych rozmiarów Nokia. Początki były proste – tartak w kraju, w którym przemysł drzewny od zawsze stanowił istotny element gospodarki. Firma ta dokonała jednak technologicznego skoku, stając się między innymi światowym producentem telefonów komórkowych. O tym, w jaki sposób nastąpił niewyobrażalny wzrost, a potem spektakularny upadek i co się na niego złożyło, pisze w niedawno opublikowanej książce jej obecny prezes Risto Siilasmaa[1].

Kiedy w 2007 r. rywal Nokii znad Oceanu Atlantyckiego umieścił na rynku iPhone’a, zagrożenie nie wydawało się zbyt poważne. Jego cena była wysoka, a przecież telefony Nokii miały wszystkie udogodnienia jak ich konkurent. Niewielu jednak pamięta, że ich system operacyjny (Symbian) wymagał wiele zachodu od jego użytkownika, np. aby potwierdzić dodanie nowej funkcji w telefonie. Co więcej dla tych, którzy chcieli tworzyć nowe aplikacje dla Nokii, ich powstanie było udręką technologiczną. Siilasmaa szybko zorientował się więc, że niezbędna będzie radykalna zmiana, a można to osiągnąć poprzez przełączenie się na inny system – Android. Tego jednak nie chciał zaakceptować ówczesny prezes Nokii Jorma Ollila, który uważał to za nieprzemyślany ruch. W końcu uległ, tworząc wraz z Microsoftem telefon oparty na Windowsie – Lumię. Ale w 2012 r. było już za późno. Nokia straciła ponad połowę swojej wartości ujętej w cenie akcji, krwawiąc corocznymi stratami. W 2013 r. Siilasmaa stanął zatem przed wyzwaniem ratowania Nokii. Natychmiast sprzedał Microsoftowi jej biznes komórkowy (został niedawno na dobre zamknięty) i wszedł w obszar usług świadczonych telekomom. Cena akcji w ostatnich latach niewiele drgnęła, firma się skurczyła, ale przetrwała. Jaką z tego lekcję mogą wynieść radcowie prawni? Oczywiście że kancelaria prawna nie jest porównywalna do takich firm międzynarodowych jak Nokia, a biznes prawniczy nie cechuje się takim poziomem innowacji jak wysokie technologie. Niemniej mechanizmy biznesowe są na tyle uniwersalne, że mogą znaleźć również zastosowanie do sektora usług prawnych. Nokia ukazuje bowiem grzech pychy, którym mogą zostać dotknięci wielcy twórcy, którzy nie słuchają krytycznych ocen współpracowników. Potakiwacze są mili dla ucha, entuzjazm jest ważny, ale on nie pozwala płacić comiesięcznych rachunków i wynagrodzeń. W biznesie zawarty jest bowiem mechanizm „kreatywnej destrukcji”, któremu badania poświęcił wielki austriacki ekonomista Joseph Schumpeter. Ale to już temat na inny felieton. 


[1]    R. Siilasmaa, Transforming Nokia. The Power of Paranoid Optimism to Lead Through Colossal Change, McGraw Hill Education, 2019.